Recenzja Haunt: The Real Slender Game

Fanem horrorów zdecydowanie nie jestem, nie oglądam ich, nie czytam strasznych historii. Natomiast niedawno ze znajomym zrobiliśmy sobie nocny maraton strasznych gier. Kiedy wyszedł Haunt: The Real Slender Game, wiedziałem, że warto to sprawdzić i przekonać się, czy jest w stanie mnie przestraszyć. Niestety, a może jednak stety, potrafi. Zapraszam do recenzji!

Haunt: The Real Slender Game to przygodowy horror z perspektywy pierwszej osoby. Głównym celem gracza jest znalezienie dowodów na istnienie tajemniczej postaci bez twarzy w szykownym garniturze. Dowody na jego istnienie nie są zwykłymi karteczkami z rysunkami – w pierwowzorze budowało to klimat szaleństwa, natomiast tutaj mają one postać zdjęć, dokumentów, które możemy oczywiście przeczytać. Tak, gra ma fabułę i bardzo fajnie stworzony wątek. Twórcy nie zrobili klona popularnego „Slendera”, a zrobili rozwinięcie tej gry i stworzyli coś lepszego. Gra jednak ma ten sam cel, jaki postawiła sobie poprzednia gra z tym bohaterem – przestraszyć gracza.

A owy gracz trafia do Green Park, ponurego rezerwatu przyrody, który za swoim płotem kryje wiele tajemnic, jak stary bunkier, opuszczony dom, tajemnicze wejścia oraz zamglona polany. Pomimo, iż naszym zadaniem jest zbieranie owych dowód istnienia Slendermana, jednak głównym celem jest przeżycie. Nie mam na myśli walki czy czegoś takiego, a naszego cichego towarzysza. Warto wiedzieć, że dowody nie są bezpodstawne, bo w owym Zielony Parku rzeczywiście żyje mężczyzna bez twarzy i co więcej, czyha na nasze życie. Twórcy podobno usprawnili system tej postaci – nie pojawia ona się za nami magicznym sposobem. Żeby nie zdradzać za wiele, powiem, że teraz prościej o śmierć. Warto też się rozglądać po opuszczonych miejscach, gdyż niezbędne do przeżycia są nam baterie. Latarka oczywiście pożera nam biedne baterie, które musimy ciągle wymieniać. Na szczęście siłę światła latarki można regulować, więc możemy iść na całość, albo też oszczędnie używać słabego światła. Po drodze znajdziemy też wiele zamkniętych drzwi lub furtek, więc szukając baterii, warto się rozejrzeć za kluczami, bo dzięki nimi znajdziemy różne ciekawe i intrygujące miejsca.

Jak widać, szukanie przedmiotów to jedna z ważniejszych części gry, ale warto też zwrócić uwagę na kolejny element gry. ParanormalDev tworzył grę przez dwa tygodnie. Tak, nie przesłyszeliście się, nad grą pracowano jedynie dwa tygodnie. Przez ten czas stworzyli coś pięknego. Sztukę można interpretować różnie, ale zdecydowanie to można tak nazwać. Oprawa graficzna jest bardzo ładna, klimatyczna i ciężko uwierzyć, że gra działa na silniku Unity, znanym z poprzedniego Slendera. Owszem, nie jest to fotorealistyczna grafika rodem z produkcji AAA, ale wielkie brawa należą się ekipie za zrobienie takiego czegoś w dwa tygodnie. Grafika to z pewnością ważny element budujący klimat gry. Jest ciemno, jest duszno i ładnie – cały rezerwat spowija mgła, raz lekka, raz tak gęsta, że nie widać nic, prócz metra przed stopami. Bardzo fajnie zrobionym elementem jest światło. Często odbija się od różnych elementów i jest wręcz oślepiające, lecz nadal czujemy, że jesteśmy w ciemnościach, a światło nie jest do końca naszym sprzymierzeńcem. Można się przyczepić trochę do niektórych tekstur, które są w niskiej jakości i z bliskiej odległości trochę kują w oczy, lecz niektóre tekstury są naprawdę przyzwoite. Szczególnie ładnie wyglądał domek niedaleko wejścia do rezerwatu, jednak każda lokacja ma swój urok. Dźwięk, o dźwiękach warto wspomnieć, bo to one w większej mierze są przyczyną napięcia, jakie towarzyszą graczowi podczas poszukiwań. Są niepokojące, drażniące zmysły, sprawiają, że nie wiadomo co robić, gdzie iść, gdzie jest nasz nieprzyjaciel. Klimat po prostu miażdży i ciężko się z tym nie zgodzić.

Czas powoli podsumować recenzję. ParanormalDev odwaliło kawał dobrej roboty przy tym, nadając większy sens grze o Slendermanie. Pomimo znikomych ilości samego bohatera, czuć jego obecność i o to chyba chodzi w tej grze.

Na plus:

  • Napięcie od samego początku
  • Niesamowity i intrygujący klimat
  • Rozbudowana względem pierwowzoru
  • Wyciągnięcie pięknej grafiki z silnika Unity
  • Easter-eggs w grze!

Na minus:

  • Tekstury czasami nie są zbyt ładne
  • Zdarzają się „głupie śmierci”

Procent końcówy: 87% (Gra świetna w swoim gatunku, posiada ciekawe pomysły na rozgrywkę)

Autor: Bartek „Szyba” Trzonek

Autor: Szyba

1ndieWorld

Uniwersum indie games nie jest już rajem dla geeków, fantazją nerdów, undergroundowym dziwactwem…

Gry niezależne kształtują mainstream, narzucają trendy, zmieniają świat.

Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby pomóc naszym użytkownikom odkryć magię indie. Pierwszy w Polsce serwis, poświęcony wyłącznie produkcjom niezależnym – 1ndie World – jest jedyny w swoim rodzaju, stawia na uczestnictwo, pobudza do działania, odświeża umysł.

Twitter

We love #indiegames <3 https://t.co/ZJcIEjfrFs
Specjalnie dla Was zwiedziliśmy najmroczniejsze lochy i przyjrzeliśmy im się dokładnie. .@DarkestDungeon #indie https://t.co/OFSbaf5Zvg
Najbardziej oczekiwane premiery 2016! https://t.co/xs4D6cVQXI

Instagram