After the End: The Harvest – recenzja Early Access

Zapowiedzi gier indie są zdradzieckimi tekstami. Obiekt zainteresowania zazwyczaj pozostaje poza zasięgiem piszącego, który nie ma nawet okazji zapoznać się z jego wczesną wersją na targach czy konwentach – zupełnie inaczej niż w przypadku produkcji wielkoformatowych, obecnych na każdej imprezie związanej z grami wideo.

Niezależny produkt finalny jest więc osnuty kurtyną tajemnicy, ozdobioną wielkimi słowami i pięknymi obrazkami utkanymi przez deweloperów pragnących spieniężyć swój, znajdujący się w fazie produkcji, towar.

Z tego też powodu redaktorzy często rezygnują z pisania o danym „indyku” aż do momentu premiery, gdy dorwą go w swoje okrutne łapy. Może to jednak sprawić, że gra przejdzie bez echa, nienagłośniona przez branżowe media – a tego byśmy nie chcieli! W obliczu strachu przed wpadnięciem w otchłań bezimienności, część twórców decyduje się podążać za, nota bene prawdziwym, powiedzeniem: „nieważne jak o tobie mówią, ważne, żeby mówili!” – wypuszczają więc na rynek wersje niekompletne swoich dzieł.

aftertheend2

Nie byłoby w tym nic niewłaściwego, gdyby prace nad daną grą zbliżały się ku końcowi, a twórcy pragnęli jedynie poznać opinię konsumentów i usprawnić poszczególne elementy przed oficjalną premierą. Problem pojawia się natomiast, gdy do klienta, płacącego wcale nie najmniejsze pieniądze, trafia wersja oznaczona numerem 0.07 – czyli bardzo, bardzo odległa od finalnej. A tak właśnie jest przy After the End: The Harvest.

Skala mojego zaskoczenia urosła dodatkowo, gdy zorientowałem się o istnieniu jeszcze jednego czynnika sprawiającego, że decyzja o wypuszczeniu w świat produktu zupełnie niekompletnego wydała się tym bardziej osobliwa – After the End został stworzony w RPG Makerze. Jak mogłoby się więc wydawać nie powinno tu być najmniejszych problemów związanych z silnikiem albo samą mechaniką, a główna przyczyna niekompletności powinna leżeć jedynie w braku dokończonej i spójnej linii fabularnej. Jest to prawdą tylko częściowo.

aftertheend3

Patrząc zaś na sprawę z realistycznej perspektywy: mamy do czynienia z tytułem niekompletnym, którego niezrealizowanym dotychczas gatunkowym założeniem jest zaimplementowanie interesującej historii, stworzonym w programie jeszcze kilka lat temu uważanym za odpowiedni wyłącznie dla laików i osób rozpoczynających przygodę z programowaniem. A za przyjemność obcowania z nim przyjdzie nam zapłacić aż pięć euro.

Przejdźmy jednak do właściwej rozgrywki, czyli crème de la crème tekstu. After the End jest produkcją pragnącą czerpać wzorce z konsolowych jRPG-ów lat 90. Na wyglądzie bohaterów oraz świata wpływy się jednak kończą. Słaby system walki, polegający wyłącznie na jak najszybszym wciskaniu konkretnego klawisza, oraz niespotykany brak jakichkolwiek opcji dialogowych staje bowiem w opozycji do ideałów gatunkowych gier tego typu. Brak, czy też bardziej prawdziwie – aktualna nieobecność – kompletnej linii fabularnej tylko oddala bardziej ten produkt od wzorców, do których aspirował.

Afthertheend1

Na chwilę obecną główna oś fabularna informuje nas tylko, że główny bohater jest Wędrowcem, a jego celem jest odnalezienie duszy pięknej kobiety uratowanej z katastrofy statku, która miała miejsce nieopodal miejsca zamieszkania naszego herosa. Cel ten musimy zrealizować, w zasadzie, wyłącznie w imię nagłej miłości od pierwszego wejrzenia, którą chłopak (bądź też dziewczyna – gra jest w pełni płynna w tym spektrum) raczył obdarzyć przypadkową nieznajomą. Spirala skonfundowania nakręca się jeszcze bardziej, gdy dowiadujemy się o skomplikowaniu naszego planu ratunkowego przez pojawienie się tajemniczych Tytanów, pragnących pokrzyżować nasze plany. Nie zostaje nam jednak wyjaśnione z jakiego powodu i dlaczego robimy te wszystkie rzeczy – na moment pisania tego tekstu postaci wydawały się wyjątkowo tekturowe i dwuwymiarowe, gotowe do podjęcia danych kroków „bo tak”.

W zrozumieniu sytuacji, w której zostałem postawiony dodatkowo przeszkadzał mi całkowity brak przemyślenia strony graficznej oraz interfejsu. After the End wydaje się używać najbardziej podstawowych sprite’ów i modeli, przez co oprawa wizualna zupełnie nie zapada w pamięć. Interfeejs zaś został skopany aż do granic możliwości. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek był zmuszony do tak zawiłego lawirowania po ekwipunku, żeby zmienić ustawienia graficzne! Aby dokonać tej karkołomnej czynności nalży odszukać w ekwipunku postaci odpowiedni przedmiot, będący przedstawieniem dokumentu „opcje graficzne”, umieścić go na pasku szybkiego wybierania, w slotach zarezerwowanych na mikstury, i dopiero wtedy jesteśmy w stanie cokolwiek zdziałać. Chociaż „zdziałać” to też za dużo powiedziane – główną zmianą, której można dokonać, jest zmiana opcji wyświetlania gry z trybu okienkowego na pełnoekranowy. Niestety, druga opcja nie zawsze działa, chętnie obdarowując gracza częstymi glitchami graficznymi uniemożliwiającymi rozgrywkę.

W chwili obecnej nie mogę się pozytywnie wypowiedzieć o After the End: The Harvest. Jest to produkcja całkowicie rozczarowująca, nieprzypominająca nawet finalnego produktu, hucznie zapowiadanego przez twórców. Brak tu nie tylko obiecanej swobody wyboru dróg, zróżnicowanych i ciekawych postaci zamieszkujących bogate uniwersum, ale nawet porządnej grywalności.

*Brak oceny ze względu na Early Access