Amnesia: The Dark Descent – Recenzja

Budzisz się w wielkim zamczysku, jedyne co widzisz to nikłe światło wyłaniające się z przybrudzonych okien. Ruszasz przed siebie i tu okazuję się, że twój bohater jest takim siusiumajtkiem, że to na pewno nie będzie zwykła przygoda.

8 września 2010 roku pojawiła się gra, która zrobiła sporo zamętu i niejako wyznaczyła kierunek, w którym zmierzała znaczna część horrorów.

Amnesia jest to pierwszoosobowy horror, który bazuje głównie na odkrywaniu i zagadkach. Kontakt z otoczeniem jest jednym z głównych atutów tej produkcji. Panowie z Frictional Games chyba sami nie byli do końca świadomi, że ten tytuł zdobędzie aż taką sławę. Można go nazwać, przynajmniej moim zdaniem, survival-horrorem na miarę Minecrafta. Zaraz obok znanego Slendera jest to najpopularniejsza produkcja tego typu. Możliwości kontaktu z otoczeniem są, jak na realia gamingowe, praktycznie nieskończone.

Gra ma jedno zasadnicze ograniczenie – nie ma żadnej broni, dzięki której moglibyśmy bronić się przed niebezpieczeństwami czyhającymi w zamku.

No właśnie… Dlaczego znaleźliśmy się w zamku? Na to pytanie przez kilka pierwszych kwadransów nie znajdziemy odpowiedzi, natomiast kilkakrotnie przewiną nam się imiona Daniel oraz Alexander. Po krótkiej chwili znajdziemy pierwsze notatki, krzesiwa oraz najważniejsze – latarnię. Krzesiwa pozwalają nam oświetlić sobie pokój, latarnia natomiast jest podręcznym źródłem światła.

W grze mamy dwa wskaźniki utrudniające nam znacząco rozgrywkę. Pierwszy to stan zdrowia naszego bohatera (po drodze znajdziemy czasem Landanum – coś w rodzaju apteczki), drugi natomiast to coś, co możemy tłumaczyć jako „Rozsądek”. Cała sztuka polega na tym, by odpowiednio balansować pomiędzy kruchymi zasobami krzesiwa, kończącym się olejem w latarni oraz poziomem rosnącego szaleństwa. Istotną rolę w grze pełnią potwory- spotykamy je dosyć często i już od pierwszej chwili możemy zauważyć, że nie są zbyt przyjazne. Przyjdzie nam więc chować się przed nimi w szafach, ciemnych kątach, a nawet na drabinach. Za każdym razem potwór, mimo identycznego wyglądu, jest inną osobą, a raczej cieniem dawnej osoby.

Historia w tej grze przedstawia się w sposób dość skomplikowany, jednakże jest naprawdę fascynująca. Okazuje się, że nasz bohater wypił miksturę Amnezji celowo. Dlaczego? Po co? Nie wiemy, jednak z każdą kolejną notatką dowiadujemy się coraz to nowych rzeczy. Od czasu do czasu mamy wizje, niekiedy znajdziemy dziwne owalne pudełko z kryształem, które przedstawi nam krótko jakiś fragment historii. Jest to coś w rodzaju notatki, jednak bardziej przerażającej – towarzyszy jej przeraźliwie białe światło oraz czarne litery. Wkrótce dowiadujemy się, że znajdujemy się w opuszczonym zamku a naszym celem okazuje się być trafienie do Inner Sanctum oraz zabicie Alexandra. Cała nasza historia powiązana jest z tajemniczą kulą, którą znaleźliśmy podczas wyprawy archeologicznej. Od tego momentu akcja przyspiesza, okazuje się, że cała ekspedycja zostaje zabita. Fabuła z powrotem kieruje nas do zamku w Brennenburgu, gdzie znajdujemy wiele cel, w których Alexander wykonywał nieludzkie eksperymenty i w których My, jako Daniel, uczestniczyliśmy. Doświadczamy kolejnych wizji, a kolejne fragmenty układanki zaczynają do siebie pasować. Powoli układa nam się jasna i dość makabryczna historia. Ciekawe? Diabelnie, jednak by dowiedzieć się więcej musicie sami zagrać 🙂

Zasadniczo gonią nas dwa rodzaje potworów, a każdą „przerwę” od nich traktowałem jak błogosławieństwo. Przyznam, że boję się gier tego typu, jednak tutaj ciekawość „co będzie dalej” była większa niż obawa przed atakiem serca.

Wiele zagadek wymagało użycia szarych komórek, eksploracja pomieszczeń była intrygująca. Odkrywanie portretów z dawnych czasów, wystroju wnętrz, rzeźb, a nawet ogromnej ilości maszynerii (głównie do naprawy), było zajmujące. Uruchomienie antycznej wręcz windy, która miała poprowadzić mniej dalej w mojej przygodzie, zajęło mi co najmniej trzy kwadranse. Nad czym tak główkowałem? Wrzucenie węgla, dopasowanie kół zębatych, czy w końcu dopasowanie trzech dziwnych baterii, wcale nie było takie proste – szczególnie gdy podąża za tobą miły pan, którego celem jest zabić Cię za to, co mu zrobiłeś. Cień nie jest wybitnie inteligentny, musi dać graczowi „fory” – inaczej ukończenie gry nie byłoby możliwe. Właściwie całkiem wiernie oddaje bezmózgiego sługusa, który jest tylko marionetką sterowaną przez… no właśnie, kogo? Tego musicie dowiedzieć się sami.

Zależnie od naszych własnych upodobań, czy też przekonań moralnych, czekają nas cztery naprawdę odmienne zakończenia (nie to, co dano nam w Wiedźminie 2, gdzie „24 zakończenia” okazały się zaledwie pozmienianymi grafikami).

Drugie życie tej grze z pewnością dały tzw. Custom Story. Oddano użytkownikom kompletny zestaw narzędzi (tzw. Level Editor). Cóż, Amnesia od początku była niezwykle popularna i na pewno przyczyniła się do popularyzacji tematyki związanej z grami niezależnymi. Jednak to, co stało się, gdy użytkownicy dorwali się do robienia własnych historii, przerosło chyba najśmielsze oczekiwania. Pojawiły się setki map, które swoją genialnością doganiają te stworzone przez twórców gry. Wyobraźnia użytkowników okazała się tak silna, że dała Amnesii o wiele dłuższe „życie”, niż przewidywali twórcy. Do teraz tworzone są nowe historie, a Youtuberzy nadal nagrywają kolejne Custom Story, przy których piszczą jak małe dziewczynki.

Frictional Games pokazało, że nawet za niewielkie pieniądze można zrobić grę, która stanie się sławna.

Reasumując, Amnesia jest grą dla każdego kto nie boi się w nią zagrać.

Satysfakcja gwarantowana.

A tutaj coś na rozluźnienie 🙂

Kacper Dobuszewski (Dobuch66)

ZALETY:
5
WADY: