Blog: Dlaczego nie lubię Electronic Arts?

Cholera, czuję się jakbym dokonywał swoistego coming outu, ale taka jest prawda, nie mogę strawić działań tej firmy…

To nic osobistego, z ludźmi, których znam, a którzy pracują w strukturach koncernu, mam świetny kontakt, strasznie ich lubię, szanuję itd., ale naprawdę współczuję im, że muszą pracować dla firmy, która najwyraźniej wyznaje wartości stojące w jawnej sprzeczności z podstawowymi regułami przyzwoitości i gospodarności.

Nawet nie chodzi o to, że EA zwyciężyła w wątpliwej jakości plebiscycie na najgorszą firmę prowadzącą działalność w USA, nie chodzi nawet o zamknięcie PopCap Dublin, choć to poważny cios dla fanów indie… Nie chodzi o „zajechanie” BioWare czy gry MMORPG, których jedynym celem jest niszczenie superpopularnych na całym świecie marek… Naprawdę, nie jestem na tyle wyidealizowanym anarchistą, żeby nie rozumieć podstawowych prawideł ekonomii i konieczności rozwiązywania podmiotów, które nie przynoszą zysków lub powielają działania innych spółek ze stajni koncernu… No dobra, w takim razie o co chodzi? Moja niechęć nie jest ślepa, czego dowodzi szereg napisanych przeze mnie recenzji czy zapowiedzi gier EA, ocenianych często pozytywnie. Wszak produkt nie jest winny wielu grzechów popełnianych przez tego, czyje logo znajduje się na pudełku…

Jak nie wiadomo o co chodzi, to z pewnością o pieniądze.

Nie nie, EA nie wisi mi kasy, spokojnie…

Chodzi o bezmyślne wyrzucanie w błoto kasy na projekty, które nie mają najmniejszego sensu („ATB” anyone?), na świetne teamy, które po roku wywala się do śmieci, na licencje, prawa i patenty, które okazują się być nikomu niepotrzebne, mimo, że dla wielu osób stanowią bezcenne dobro.

EA, nie lubię cię za marnotrawstwo, arogancję, nieracjonalne decyzje, zły kierunek rozwoju, sposób postępowania z deweloperami, a w końcu za „EA Indie Bundle”, który wywołał niesmak twórców, fanów gier niezależnych i szerokiej społeczności graczy…

„Elektronicy” mają ogromny potencjał i nieograniczone możliwości. Czy ktoś mi wyjaśni, dlaczego tak potężna, zasłużona firma wykorzystuje te narzędzia, o których marzy każdy, kto ma coś wspólnego z produkcją gier, do prowadzenia działalności, która zaprzecza ideałom kreatywnych, innowacyjnych producentów gier wideo? Mainstream skostniał, zbiedniał, znudził się, trzeba go czymś zastąpić. Mogę nawet zaproponować kilka tytułów, nieco bardziej godnych budżetu marketingowego w wysokości 40 milionów dolarów… Wymienić?

Autorem tekstu jest Jacek Głowacki z bloga – http://indietrendy.blog.pl/