Bomberman rodem z koszmaru, czyli BRAWL

Pamiętacie Basement Crawl? Jeśli tak, to jak najszybciej zapomnijcie. Była to pomyłka, więc udawajmy, że nie miała ona miejsca. A znacie BRAWL? Jeśli nie, to pakujcie bomby do plecaków, weźcie portki na zmianę i wyruszcie razem ze mną na wycieczkę po mrocznym Emporium.

Brawl3

Ósma generacja konsol, o ile nie zdecydowaliście się na granie na sprzęcie od Nintendo, nie rozpieszcza ilością gier imprezowych. Tę pustkę postanowiło wypełnić nasze rodzime Bloober Team grą Brawl (jak już wcześniej mówiłem, zapomnijmy o Basement Crawl). Wzięli oni stary jak świat pomysł na rozgrywkę, urozmaicili go jak trzeba, a to wszystko wystylizowali na horror. Czy się udało?

BRAWL jest takim Bombermanem na sterydach. Podstawowe założenia gry są proste: dostajemy postać wyposażoną w bomby, które po wybuchu generują falę uderzeniową, rozchodzącą się w czterech kierunkach. Jako, że koncept ten ma już ponad 30 lat, wypadałoby go jakoś urozmaicić. Tak też zrobili krakowiacy z Bloober Team. Do naszej dyspozycji oddali 8 różnych postaci (o nich trochę później), a każda z nich posiada 2 indywidualne zdolności – jedną regenerującą się samoczynnie, i drugą, wymagającą znajdziek do użycia. Klaun, na przykład, może swoim kichnięciem przemieścić bombę w kierunku oponenta (lub też uwolnić się w ten sposób z sytuacji bez wyjścia) oraz rozstawiać ładunki ogłupiające. W trakcie rozgrywki na planszy pojawiają się power up’y, zwiększające obszar wybuchu naszych „zabawek”, oraz pozwalające nam na rozstawianie większej ich ilości jednocześnie.

brawl4

Zabawę warto zacząć od przejścia samouczków i kampanii. O ile te pierwsze to tylko proste wprowadzenie, to te drugie są solidnym przygotowaniem do gry w sieci. Każda postać ma własną oddzielną kampanię, w której poznajemy jej straszną historię. Galeria bohaterów jest naprawdę imponująca. Oprócz tych względnie normalnych, jak Klaun z żądzą mordu w oczach (czy jest ktoś, kto nie boi się klaunów?), Zapaśniczka z workiem na głowie czy ponury Zabawkarz są też zdecydowanie bardziej pokręceni. Co powiecie na pluszowego misia z nożem w dłoniach, przemierzającego Emporium na niewidomej dziewczynce, albo beznogiego manekina zderzeniowego, jeżdżącego na wózku inwalidzkim? Zmagania wszystkich postaci opisuje tajemniczy narrator, będący głosem Emporium. Niestety, w polskiej wersji językowej, aktor, który odgrywał tę rolę, wykonał kiepską robotę. Silił się na jakiś dziwny sposób mówienia, przez co stawał się nie intrygujący, a irytujący. Szkoda, bo sama postać jest nie najgorzej napisana.

Kampanie fabularne są bardzo ciekawie zrealizowane. No, w połowie. Część misji w sprytny sposób bawi się dostępnymi mechanikami. Mój faworyt to misja z kampanii Złodziejki, w której to, przy użyciu jej specjalnych umiejętności, próbujemy bez zwracania uwagi strażników uciec z więzienia. Jest tego więcej, lecz nie na tyle dużo, by starczyło na wszystkie misje (5-6 dla każdego bohatera), zatem połowa to klasyczne „wybij wszystkich przeciwników na danej arenie”.

brawl1

Nie da się zrobić strasznej gry, będącej jednocześnie (w uproszczeniu) klonem Bombermana. Mimo to twórcy z Bloober Team dwoją się i troją, by gracz poczuł niepokój. Klimat jest ciężki, postaci są niczym wyrwane z koszmarów, a ich historie mroczne i makabryczne. Atmosferę dobrze buduje również utrzymana w komiksowym stylu oprawa graficzna – wszystko jest brudne i spowite w mroku jak trzeba. Wisienka na torcie to ścieżka dźwiękowa. Napisano ją bardzo dobrze i doskonale spełnia swoje zadanie (zwykle chodzi o delikatne zjeżenie włosów na karku), choć chciałoby się tych kawałków trochę więcej.

Brawl2

Oprócz kampanii dla jednego gracza do dyspozycji dostajemy szereg trybów wieloosobowych, które to są sercem gry. I to właśnie tu jest najciekawiej. Oprócz klasycznego rozrywania się na strzępy, możemy zagrać w tutejszą wersję zapasów sumo (wybuchy nie ranią, a spychają poza arenę), a także w interesujące połączenie Bombermana ze Splatoon – bomby zamiast zabójczej fali uderzeniowej generują tam eksplozję kolorowej farby, a wygrywa ten gracz, który pokrył swoim kolorem największą część mapy. Szkoda, że temu sercu brakuje krwi do przepompowywania – serwery świecą pustkami i choć próbowałem wielokrotnie się z kimś połączyć zawsze kończyło się to niepowodzeniem. Nie ma co się dziwić, bo gra dopiero co wyszła. Dlatego liczę na to, że w przyszłości się to poprawi.

Gra jest praktycznie pozbawiona błędów. Nie natknąłem się na nic, co utkwiłoby mi w pamięci. Nie sprawia to jednak, że BRAWL nie ma swoich bolączek. Największą z nich (obok pustych serwerów, rzecz jasna) jest to, że gra potrafi szybko znużyć. W kampanii jednoosobowej są ciekawe misje, ale często, by się do nich dostać, trzeba się przemęczyć przez kilka aren do oczyszczenia. Optymalnie jest ogrywanie tego tytułu w godzinnych sesjach. Wtedy będzie on będzie bawił najbardziej.

brawl5

BRAWL to przyjemny tytuł, który jest naprawdę sensownym wyjściem, zarówno jeśli szukamy gry imprezowej, jak i niezobowiązującej przygody dla pojedynczego gracza. Kupujcie i zapełniajcie serwery, bracia i siostry, żeby w końcu było z kim w to grać.