Borsukiem być | Recenzja Shelter

W Tokyo Jungle ujarzmialiśmy jeżozwierze, hipopotamy i hieny, ze sztuką sumi-e w Okami zapoznał nas wilk Amaterasu, a jeleniami przemierzaliśmy tajemnicze ruiny w The Endless Forest nielubianego przez hardkorowych graczy Tale of Tales. W Shelter z kolei po raz pierwszy w historii mamy możliwość sterować borsukiem. Czy to novum przekłada się na ponadprzeciętne doświadczenia?

Shelter rozpoczyna się w podziemnej norze, gdzie sterowana przez gracza samica borsuka opiekuje się pięcioma świeżo narodzonymi maleństwami. Jedno z nich, z futrem o jakby mniej intensywnym kolorze, leży nieruchomo na ziemi. Podsunięte mu pod nos jedzenie sprawia jednak, że malec zyskuje siły i wstaje. W ten nienaruszony powiadomieniami oraz skryptami sposób uświadamiamy sobie, co należeć będzie do naszej krótkiej acz istotnej listy obowiązków.

Shelter_190813_Gold 2013-08-28 22-42-32-97
Po wyjściu z nory mama borsuk musi zaspokoić apetyt idących za nią w ciemno chucherek wszystkim, co jadalne. W grę wchodzi więc strącanie jabłek z drzew, wyrywanie kwiatów i marchwi, a nawet łapanie żab czy kretów. Najbardziej wymagające jest zabicie lisa. Bez przebiegłej chowanki w kryjącej borsuka gęstwinie, cierpliwego śledzenia ofiary i zdecydowanego ataku nie ma co marzyć o obiedzie. Szkoda, że twórcy nie wdrożyli do gry opcji wyboru między nakarmieniem młodych, a nakarmieniem matki. Poczucie obcowania w rządzącym się prawdziwymi prawami świecie zostaje tu nieco zachwiane. Kolejnym felerem jest natomiast fakt, że na całym odcinku, jaki przemierzamy, nie ma najmniejszych problemów z niedoborem jedzenia.

Prócz dbania o żołądki borsuków, przychodzi nam uważać na naturalne niebezpieczeństwa. Młode mogą a to nie poradzić sobie podczas przeprawy przez rwącą rzekę, a to stracić życie w pożarze lasu. W nocy zaś oddalają się na niepokojącą odległość, ryzykując spotkanie z groźnym wilkiem, w dzień, nie nadążając za matką, gubią się i padają łupem drapieżnych ptaków. Shelter zmusza więc nas do ciągłego kontrolowania poczynań osesków i przewidywania ich ruchów. Niestety, oczy dookoła głowy nie wystarczą, by grę ukończyć z kompletem młodych – śmierć jest tu niejako wpisana w scenariusz doświadczeń. Sztokholmskie Might & Delight nie przewidziało jednak żadnych alternatywnych zadań dla graczy, którzy stracą potomstwo na wczesnym etapie gry.

Krótka, bo zaledwie dwugodzinna podróż, to w dodatku pasmo liniowych lokacji, które pokonujemy po sznureczku. Mała przestrzeń owocuje małym wachlarzem zwierząt i jedzenia, a sprzyja unifikacji doświadczeń płynących z rozgrywki w przypadku wszystkich konsumentów gry. Journey, które również polega na podróży, udało się tego problemu uniknąć. Gdyby twórcy Shelter postawili na bardziej otwarty świat, mam wrażenie, odczucia byłyby o niebo lepsze. I choć uczciwie rzecz biorąc, pisk ginących borsuków nie był mi obojętny, a cała eksploracja wiązała się wciąż z ich dbałym liczeniem, wierzyłem, że relacja między mną a nimi wejdzie na inny poziom, z kolei samo ukazanie straty zostanie zrealizowane w bardziej wysublimowany i wyraźny sposób.

Shelter_190813_Gold 2013-08-31 14-50-06-09
Na ratunek Shelter przychodzi na szczęście znakomita oprawa audiowizualna. Artystyczne ujęcie lasu na przełomie pór roku robi robotę. Gracz spotyka się tu z szarością, brązem i granatem, typowo jesiennymi kolorami i delikatnym różem. Oszczędna grafika Shelter przypomina skrzyżowanie Proteusa z Pikminem i niewydanym jeszcze Tearawayem od Media Molecule. Dźwięki tworzą natomiast przyjemne dla ucha perkusje, gitary akustyczne i fortepiany, idealnie pasujące do melancholijnego klimatu rozgrywki.

Shelter to urocza gra z brakami. Jest na swój sposób unikalna, ale większy nacisk na survival i bardziej otwarty świat zrobiłyby jej dobrze. Między wierszami słychać tu opowieść o poświęceniu, opiece i prawie natury, co cieszy, a całość po odpowiedniej adaptacji nadawałaby się nawet do edukowania dzieci, ale to wciąż za mało. Niezależne studio Might & Delight okazało się więc ofiarą własnego pomysłu, co nie zmienia faktu, że prędzej czy później znajdzie swojego odbiorcę.

Dominik ‚glowa711’ Głowacki

ZALETY:
5
WADY: