Claire – recenzja

Hey kids! The letter of the day is D, like Deja vu! – takim krótkim nawiązaniem do pewnego programu dla dzieci dałoby się skwitować grę produkcji użytkownika o pseudonimie Hailstorm – Joshua. Byłoby to jednak nie na miejscu, gdyż pomimo pewnych rozwiązań i stylistyki nawiązujących do kilku tytułów „Claire” udaje się uniknąć bezsensownego plagiatowania, nie unikając jednakże paru uciążliwych błędów.

ClaireBoxArt_Desur


Kiedy pierwszy raz przeczytałem na  Steam Greenlight o Claire, pomyślałem sobie:  „Dziewczyna, obskurny szpital i pies jako kompan – huh….mieszanka Haunting Ground i Silent Hill 3…może się udać.”  Po dostaniu kodu i instalacji, od razu wziąłem się do sprawdzania. Czy twórcy udało się stworzyć produkt, który jest dobry i przyciągnie graczy? O tym możecie dowiedzieć się z tej recenzji.

„Twoje koszmary będą za tobą podążać – wszędzie”

Fabuła jest mocną stroną gry i to głównie ona sprawiła, że ciężko mi było odejść od ekranu. Historia skupia się na tytułowej Claire, dziewczynie, która nie miała zbyt kolorowego dzieciństwa, a teraz na dodatek straciła kontakt z ojcem oraz młodszym bratem i większość czasu spędza w szpitalu ze swoją matką przykutą do łóżka. Od dawna cierpi też z powodu koszmarów, przez które zaciera jej się granica z rzeczywistością. Podczas jednej z nocy, kiedy schodzi piętro niżej do szpitalnego bufetu odkrywa, że szpital przemienia się w swoją mroczną wypaczoną wersję, a zamiast lekarzy i pacjentów po korytarzach snują się zagubione dusze i mroczne cieniopodobne istoty. Jej celem zostaje więc ucieczka z koszmaru i odkrycie czemu jej życie przybrało tak tragiczny obrót. O przeszłości blond-protagonistki dowiadujemy się poprzez znajdowane po drodze notatki, rozmowy z Anubisem – naszym owczarkiem niemieckim (którego z niewiadomych przyczyn spotykamy po drodze), bądź przez grywalne flashbacki. Po drodze spotykamy też dusze, dla których opcjonalnie wykonujemy zadania poboczne pozwalające im odnaleźć spokój – nie są one jakoś szczególnie urozmaicone, głównie coś w stylu „Przynieś mi to z tego i takiego miejsca”, ale warto pomagać – wypływa  z tego korzyść.

steamworkshop_webupload_previewfile_175717656_preview

Sam gameplay skupia się na dużej ilości eksploracji, więc schemat przeważnie wygląda tak: snujemy się po korytarzach, unikamy zagrożenia ze strony przeciwników, znajdujemy jakiś kluczowy przedmiot, uruchamia się flashback z przeszłości Claire, idziemy z punktu A do punktu B, wracamy do rzeczywistości po czym powtarzamy całą procedurę – nic nowego. Gameplay nie różni się niczym od innych gier z małym wyjątkiem – potworami i sposobem radzenia sobie z nimi, a mianowicie:

UCIEKAJ.CHOWAJ SIĘ.NIE POKONASZ ICH

Taki napis pojawił się na ekranie, kiedy pierwszy raz natrafiłem na stojące naprzeciwko mnie powykręcane, czarne indywiduum. Nie mając wiele czasu na przemyślenia, postanowiłem skorzystać z rady jaką rzuciła mi gra, szczególnie że wyżej wymieniony koleżka zaczął biec w moim kierunku, wydając przy okazji mało przyjemne dźwięki. Po minięciu dwóch korytarzy odetchnąłem z ulgą tylko po to, żeby po chwili znowu usłyszeć wiercący uszy pisk stwora, któremu zamknięte drzwi nie przeszkodziły w planach dorwania mnie. Problem był o tyle gorszy, że nie mogłem w żaden sposób się go pozbyć. Claire kompletnie nie potrafi walczyć z przeciwnikami, a zapalniczka i latarka znajdujące się w jej ekwipunku, służą tylko do oświetlania co ciemniejszych zakamarków. Nie pomaga nawet fakt, że po naszej stronie mamy psa – Anubis przez całą grę nie robi nic, oprócz okazjonalnego szczekania. Naszą jedyną opcją jest ucieczka, lub schowanie się w kilku dostępnych miejscach – podkreślę kilku, bo ich liczbę w całej grze mógłbym pokazać na palcach jednej ręki. Mała ilość kryjówek prawdopodobnie miała dodać jeszcze więcej uczucia bezradności – zamiast tego, sprawiła że wciąż widzimy napis game over, bo Claire najwidoczniej nie bez powodu nosi przy sobie zapalniczkę i wypala po 2 paczki fajek dziennie – tłumaczyłoby to fakt,  że po 5 sekundach (sam sprawdzałem) biegu zaczyna sapać i przerzuca się na spokojny spacerek, a goniący ją przeciwnik już wyciąga w jej kierunku swoje długie czarne łapska.

Przy spotkaniu z wyżej wymienionymi, musimy uważać na 2 czynniki – życie i poczytalność. Widząc jakieś niepokojące rzeczy, robiąc coś obrzydliwego lub uciekając przed potworami, Claire zaczyna tracić rozum, co przekłada się na trudniejszą rozgrywkę. Jeżeli szybko czegoś nie zrobimy –  zacznie też spadać nasze zdrowie. Psychikę „podreperowujemy” unikając kontaktów z przeciwnikami, albo oglądając w telewizji ulubioną kreskówkę Claire z dzieciństwa na porozrzucanych gdzieniegdzie telewizorach.  Ze zdrowiem natomiast jest jak w każdej innej grze – tracimy je przez zadawane nam rany, a odnawiamy jedząc batoniki lub pijąc słodzone napoje, kawę lub też odpoczywając.

claire

Dobrze wyglądający koszmar

Wizualnie Claire nie wyróżnia się spośród gier tego typu. Podobną stylistykę widziałem już w „Lone survivor” Byrne’a – co nie znaczy jednak, że gra jest brzydka. Na pochwałę zasługują projekty postaci – szczególnie bohaterki, która ma ich aż 3 – każdy reprezentujący jakiś okres jej życia od małej dziewczynki, aż po nastolatkę. Projekty potworów też są czymś niespotykanym, zamiast pokrwawionych, zombie – podobnych odgrzewanych kotletów, mamy tu do czynienia z dziwacznymi, czarno – białymi istotami na długich nogach – szkoda tylko, że ich modele są niemalże takie same. Wygląd lokacji jest taki jaki powinien być w horrorze – i bardzo dobrze. Jest ponuro, mrocznie, a sam szpital wygląda jak wyjęty prosto z „Silent Hill”. Kuleje jednak poruszanie się pomiędzy pomieszczeniami. Czasami poziomy nie równają się rozmiarem z tym, co widzimy na mapce, a na dodatek zdarzyć się może, że wylądujemy nie tam, gdzie mieliśmy zamiar trafić – gra jest typowym sidescrollerem 2D, więc przechodzenie pomiędzy lokacjami powinno być o wiele łatwiejsze. Ścieżka dźwiękowa jest…no cóż… po prostu jest. Nie mamy tu do czynienia z czymś na miarę Akiry Yamaoki, aczkolwiek muzyka wpasowuje się w klimat i nieraz pozwalała mi bardziej zatopić się w świat gry.

Wadą gry jest zdecydowanie jej długość. Claire skończyłem w nie więcej niż 2 i pół godziny. Jest to duża ułomność, szczególnie że fabuła pod sam koniec nagle przyśpiesza i serwuje nam coś w stylu: „Kończy nam się czas, masz tu streszczenie historii w pigułce, do widzenia.” Sytuację ratuje jeszcze fakt, że historia ma wiele zakończeń – mi udało się odkryć tylko 2, a podobno jest ich aż sześć. Chętnie spróbowałbym odkryć je wszystkie, ale powtarzalność gameplayu skutecznie mnie zniechęciła.

„It’s time to Wake up, Claire”

Podsumowując, Claire nie jest czymś rewolucyjnym, co nie znaczy, że jest grą złą. Produkcja ma swoje dobre strony, lecz niestety nie udało jej się też uniknąć paru denerwujących błędów. Jednakże jeżeli będziecie mieli okazję zagrać, warto spróbować, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że przez te 2 godziny z Claire bawiłem się całkiem nieźle* i nie był to czas stracony. Będzie to jednak raczej jednorazowa przygoda.

*Double entendre, hehe :>.                                                                                                    

Michał „Kilroy” Nodzak

ZALETY:
5
WADY: