Ratujemy księżniczki, czyli recenzja Cloudberry Kingdom

Przed zażyciem skonsultuj się z Pwnee Studios lub wydawcą, gdyż każde Cloudberry Kingdom niewłaściwie stosowane zagraża Twoim oczom lub palcom.

Teraz trochę poważniej – potraktujcie na serio powyższą informacje, jednakże zamiast dzwonić do twórców gry i pytać o środki bezpieczeństwa, przeczytajcie poniższą recenzję i sami oceńcie, czy gra może Wam zaszkodzić.

„Thank you Bob! But our princess is in another castle”
Gra opowiada historię niejakiego Boba, którego zawodem przez dwadzieścia lat było ratowanie księżniczek. Teraz rzeczywistość jest inna – nasz bohater się zestarzał, brzuch stał się większy, a dawne zdolności zniknęły. Mimo wszystko przeznaczenie ma inne plany w stosunku do Boba i nasz bohater znowu musi wyruszyć w niebezpieczną podróż, aby pokonać głównego antagonistę, uratować królestwo oraz wybrankę swojego serca. Sama fabuła jest dość dziecinna i w sumie twórcy mogli wymyślić coś lepszego, jednak zamiast lamentować nad oklepanym do bólu tematem historii, zobaczmy, jak prezentuje się reszta gry.

Poziom trudności połamie Ci kości
W menu możemy zobaczyć trzy tryby, które teraz pokrótce opiszę: The Arcade zawiera kilka mniejszych wyzwań (m.in. „atak czasu”), jednak, aby odblokować wszystkie, trzeba najpierw nabić odpowiedni poziom, co nie jest najłatwiejsze (w sumie, tak jak wszystko). Story Mode, w którym poznajemy historię Boba oraz przechodzimy mapy zaprojektowane przez twórców. Trzeci, a zarazem najciekawszy tryb to Free Play, w którym możemy wszystko zaplanować sami, ale jeśli średnio podoba nam się zabawa w „architekta”, to możemy zdać się na grę, bowiem technologia stworzona przez twórców za każdym razem wygeneruje inną mapę. W przechodzeniu tych wszystkich „masochistycznych zabaw” pomoże nam dziesięć postaci, które są dość zróżnicowane i na pewno nie odniesiemy wrażenia podobieństwa kierując jedną, drugą lub dziesiątą postacią, jednak jeśli żadna nie sprosta naszym wymaganiom, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby samemu zaprojektować postać idealną, oczywiście w trybie Free Play, bowiem w kampanii postacie są narzucane przez twórców, a w trybie The Arcade możemy wybierać tylko pomiędzy dziesięcioma dostępnymi postaciami (po ich uprzednim odblokowaniu). Warto wspomnieć, że oprócz wybierania atrybutów naszej postaci możemy ją również zmieniać wizualnie, więc ludzie, którzy lubią bawić się w przebieranki (tak, jak ja), nie będą zawiedzeni. Do tego została dodana również kooperacja do czterech osób, co stanowi kolejny „zastrzyk” dobrej zabawy. Wszystko to sprawia, że przez długi czas nie odczujemy nudy, bo gra wciąż będzie nas zaskakiwać bądź to wzrastającym poziomem trudności, bądź to nową postacią w trybie fabularnym lub po prostu świeżym pomysłem na mapę.

Cukier i wybuch w jednej stali grze…
Grafika w grze prezentuje się dobrze, ale nie wzbudzi w graczu żadnych większych emocji, nie myślcie oczywiście, że jest aż tak brzydka, że nie wytrzymacie dłużej niż piętnaście minut przed monitorem. Jednak oprawa wizualna wraz z samą rozgrywką tworzy pewnego rodzaju paradoks, bowiem wszystko co widzimy na ekranie jest dosyć cukierkowe i można by nawet rzec – infantylne, a przecież w grze co chwilę się ginie, a poziom trudności jest zawrotny, więc niektórym może to trochę przeszkadzać, że gra wygląda jak skierowana do młodszych odbiorców. Jeśli jednak nie zwracasz większej uwagi na takie rzeczy, to nie powinieneś mieć większych zastrzeżeń do grafiki. Co do muzyki, to muszę przyznać, że jest adekwatna do tempa rozgrywki, ale w połączeniu z cukierkową oprawą wizualną daje to dość dziwaczny efekt, choć gra zyskuje na dynamice. Gdybym miał oceniać audio samo w sobie, to dostałoby naprawdę wysoką notę. Podsumowując – oprawa audio-wizualna jest ładna i może się podobać, ale można było to zrobić lepiej.

Róża bez kolców?! Co to, Asyż jest?!
Jak tytułowa róża nasza gra też ma kolce – wady. Po pierwsze, to infantylność grafiki, która może odstraszyć co poważniejszych graczy, którzy mogą powiedzieć „Ha, przecież to jest dobre dla dzieci”. Drugą wadą jest sama historia w grze, która, podobnie jak grafika, jest dosyć dziecinna. Uważam jednak, że kupując tego rodzaju produkcję nie oczekujemy świetnej fabuły, a po prostu dobrej i wymagającej rozgrywki. Innych większych wad się nie dopatrzyłem, ale może dlatego, że gra nieźle wciąga i słowo „grywalność” przysłania większość niedociągnięć (których nie ma za wiele).

„I grali długo i uporczywie”
Podsumowując – pod tą cukierkową grafiką kryje się naprawdę, naprawdę trudna gra, która zaskoczy niejednego „hardkora” i niejednokrotnie pokaże, że Super Meat Boy jest dla początkujących. Jeśli macie dylemat typu „Kupować lub nie kupować, oto jest pytanie”, to mogę Was zapewnić, że pomimo sztampowej fabuły i dosyć nieudanego stylu graficznego gra jest warta swojej ceny. Dlatego nie zwlekajcie, tylko kupujcie, bo księżniczka czeka na ratunek.

Kacplay

Plusy:
+ Dużo postaci, trybów i dobrej zabawy
+ Wyzwanie dla największego „hardkora”
+ Świetne Audio

Minusy:
– Sztampowa fabuła
– Średnio udany styl graficzny
– Ogólna infantylność produkcji

Grywalność: 8
Grafika: 6
Audio: 8

Ocena Ogólna: 7+

ZALETY:
5
WADY: