Czy dwanaście rzeczywiście lepsze jest od sześciu? – Recenzja gry 12 is Better Than 6

Ostatnimi czasy top-down shootery wracają do łask. Spuścizna lat 80. i 90. na nowo odkrywana jest przez kolejne pokolenia graczy, ale i umożliwia nostalgiczny powrót do dzieł minionych dekad. Mieliśmy przecież Hotline Miami oraz Hotline Miami 2: Wrong Number, dlaczego więc nie stworzyć kolejnego tytułu z tego gatunku? Takie pytanie musiało zadać sobie studio Ink Stains Games, przed rozpoczęciem prac nad 12 is Better Than 6!

Zadajmy sobie jednak pytanie, czy produkcja rosyjskiego studia Ink Stains Games jest w ogóle potrzebna światu? Na pewno mocno różni się od pozostałych gier tego typu, ale nadal mamy do czynienia ze sztampowym przykładem top-down shootera, który w żaden sposób nie jest rewolucyjny, ani oryginalny. Jednak twórcy zadbali o fabułę i mechanikę, co stanowczo ratuje 12 is Better Than 6! Otóż wcielamy się w tajemniczą postać, której zadaniem jest odkrycie własnej, mrocznej przeszłości. Z pomocą przychodzą nam przyjaciele oraz indiańskie wywary, zdolne do przywrócenia pamięci. Cała historia odbywa się na Dzikim Zachodzie, opanowanym przez gang ze Wschodu i plemiona indiańskie. Tyle wystarczy jeśli chodzi o fabułę, a nawet nie wiem, czy nie zaspojlowałem Wam zbyt wiele. Warto jeszcze powiedzieć o znaczeniu tytułu, który banalny nie jest. Otóż twórcy tłumaczą go mniej więcej w ten sposób: 12 to liczba przysięgłych sądowych, a 6 to liczba osób noszących trumny.

12isBetterThan6 (5)

W 12 is Better Than 6, gracz sam dobiera swój styl gry i sposób przechodzenia poziomów. Nie zawsze głośne rozwiązania siłowe są lepsze, dlatego właśnie nasz tajemniczy bohater może po cichu zabijać przeciwników za pomocą noża lub w późniejszym etapie – łuku. Oprócz doboru ekwipunku, będącego przecież kluczowym elementem rozgrywki, rozwijamy również umiejętności postaci. W ten sposób nasz Meksykanin będzie mógł zmniejszyć otrzymywane obrażenia, nosić ze sobą więcej amunicji, czy też wykorzystywać wszędobylskie szczury jako narzędzia masowej zagłady (możemy doczepiać do nich dynamit, by same znajdowały wrogów i wysadzały się przy nich)!

12isBetterThan6 (4)

Jak już wspomniałem, ciekawym elementem gry jest jej mechanika, a dokładnie sposób strzelania. W Hotline Miami arsenał broni był ogromny, tu jest ograniczony do zaledwie kilku sztuk pistoletów, karabinów i shotgunów oraz łuku. Nie ma co rozwodzić się tu nad ilością, lecz trzeba zwrócić uwagę na jakość obsługi oręża! Bowiem, aby wystrzelić z rewolweru, musimy wcześniej przytrzymać prawy przycisk myszy, symulując w ten sposób odchylanie kurka w tył. W pewien sposób utrudnia to rozgrywkę, jednocześnie lekko ją spowalniając, ponieważ każdy nasz ruch musi być raczej przemyślany (chociaż nadal można biegać i strzelać na oślep), bo czasu na odpowiedź mamy bardzo mało. Podczas przechodzenia pewnego poziomu musiałem w ułamku sekundy zastrzelić szeryfa, kiedy natomiast za bardzo się guzdrałem, rzucał się na mnie jego rozjuszony pies, a następnie on sam strzelał z dubeltówki.

12isBetterThan6 (2)

Drugim elementem nieco wyróżniającym 12 is Better Than 6 jest oprawa wizualna. Autorzy postanowili wykorzystać ręcznie malowane modele i elementy, które wyglądają, jak gdyby ktoś przed chwilą narysował to wszystko na kartce w jakimś uczniowskim zeszycie. Dziki Zachód w kolorystyce fioletu i bieli wygląda zupełnie inaczej niż ten przedstawiany w westernach i produkcjach pokroju Call of Juarez (oczywiście mowa o odsłonach związanych z Wild West). Ma to swoje plusy, ale po pewnym czasie zauważamy masę negatywnych konsekwencji tego wyboru. Przede wszystkim, jak już powiedziałem, każdy element jest narysowany tym samym kolorem kreski. Kiedy przejdziemy kilka poziomów i nabędziemy pewnej automatyzacji ruchów, wrogowie mogą zlewać się nam z otoczeniem, tj. skałami, ogrodzeniami czy też budynkami.

12isBetterThan6 (1)

Podsumowując, 12 is Better Than 6 to przeciętny top-down shooter, który niestety nie ma szans w starciu z Hotline Miami, będącym jego naturalnym przeciwnikiem w branży gier wideo. Mimo solidnej mechaniki, produkcja nie wyróżnia się na tle innych tytułów tego gatunku. Widać, że autorzy starali się wymyślić coś nowego, zwłaszcza jeśli mówimy o ciekawej grafice i stylistyce. Jednak i tu niektórzy mogli się przyczepić, tak jak niestety zdarzyło się to mnie. Do tego wszystkiego dodajmy, iż przejście całej fabuły zajęło mi zaledwie dwie, mocno naciągane, godziny gry. Dlatego ostateczny werdykt w tej sytuacji nie może być inny: 12 is Better Than 6 wcale nie zasługuje na ocenę wyższą niż 6…