Długa droga przez Indie – recenzja Kim

Lubicie growe adaptacje książek? Cóż, niedawny sukces gry na podstawie twórczości Andrzeja Sapkowskiego nie pozwala odpowiedzieć inaczej niż twierdząco. Chciałoby się więcej dobrych produkcji, doskonale wykorzystujących materiał źródłowy. Tak się akurat szczęśliwie złożyło, że tytuł, który chcę Wam przedstawić również opiera się na prozie, lecz nie naszego złotoustego rodaka, a Rudyarda Kiplinga – angielskiego dziewiętnastowiecznego pisarza.

Nie jest to pierwsza gra wideo na podstawie dzieła tego autora, wszak lata temu Księga Dżungli ukazała się na wielu różnych platformach (cały czas jestem dumnym posiadaczem pirackiego famicomowego Jungle Booka z Tarzanem na okładce), lecz z racji tego, że materiał źródłowy jest zgoła inny, to zamiast klasycznej platformówki dostaliśmy RPG z otwartym światem.

Tytułowy bohater zamieszkujący miasto Lahore, nastoletni Kim, spotyka na ulicy lamę (nie, nie chodzi o zwierzę, a o kogoś w rodzaju duchowego mentora, z tybetańskiego tłumaczy się to słowo jako najwyższa matka), przemierzającego Indie w poszukiwaniu Rzeki Strzały, która rzekomo ma mieć moc zmazania wszystkich grzechów. Staruszek proponuje chłopakowi by ten został jego uczniem i razem z nim wyruszył w nieznane, na co młodzieniec ochoczo przystaje. Póki co jest to w miarę dokładne odwzorowanie wydarzeń z powieści, jednak od tego momentu świat staje przed nami otworem, pozwalając nam obrać dowolną ścieżkę. Możemy więc ruszyć śladami książkowej opowieści, albo stworzyć swoją własną historię. Jaki by nie był nasz wybór, na wykonanie wszystkiego co sobie zaplanujemy mamy 999 dni.

Podróż będzie wymagała dużych nakładów finansowych (zwłaszcza gdy postanowimy przemieszczać się pociągiem), a nasze początkowe środki szybko topnieją. Pozyskanie pieniędzy jest zatem niezbędne, a jest na to kilka różnych sposobów. Możemy najmować się do różnorakich fizycznych prac, nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby kupić kilka wytrychów i zacząć okradać puste domy, choć jest to oczywiście obarczone ryzykiem. Nie chcemy przecież zostać złapani na gorącym uczynku i stracić budowaną reputację, czyż nie? W ostateczności pozostaje nam również droga żebraka, który zaspokaja głód tylko dzięki szczodrości napotkanych osób.

Podróż jaka na nas czeka jest długa i przy każdym podejściu inna i to nie tylko dlatego, że obrana przez nas droga może się diametralnie różnić, ale również z uwagi na losowe generowanie terenu. Działa to całkiem sprawnie, ani razu nie natknąłem się na lokację nie mającą najmniejszego sensu. Wyjątkiem od proceduralnie tworzonych poziomów są miasta, które zawsze są takie same. Z nimi z kolei mam problem, bo są absurdalnie wręcz małe. Co to za miasto, gdzie stoją trzy chałupy na krzyż, pośrodku znajduje się fontanna, stragany, a gdzieś z boku umiejscowione są tory kolejowe? Bez sensu. Dobrze przynajmniej, że wyglądają one całkiem przyzwoicie – grafika w grze jest naprawdę miła dla oka.

Ogrom otwartych ścieżek szybko odwraca naszą uwagę od najważniejszej rzeczy – dbania o prawidłowy stan naszego Kima. Zmęczenie, głód, choroby i szczęście bohatera to nasze cztery główne zmartwienia, które, jeśli się nimi nie zajmiemy, doprowadzą nas na skraj śmierci. Zawsze jednak znajduje się w ostatniej chwili ktoś, kto nam pomoże w trudnej sytuacji. No, chyba że włączymy w opcjach permanentną śmierć, wtedy kaput – trzeba grać od nowa. Odpowiednie zarządzanie stanem protagonisty jest zatem kluczowe, ale i niezwykle upierdliwe i często miałem z tym spore problemy, przez co raz po raz zapadałem na jakąś paskudną chorobę, co w połączeniu z bankructwem, o które też nie trudno, doprowadzało mnie do szewskiej pasji.

Bardzo irytowała mnie bezużyteczność dziennika głównego bohatera. Niby jego funkcja jest taka sama jak w większości gier – przechowuje informacje na temat zadań, ale często w czasie rozmów dowiadujemy się czegoś niezwykle istotnego, na przykład w których miastach można znaleźć pracę, albo lekarza, co nie zostaje odnotowane przez głównego bohatera. Zatem albo będziemy prowadzić własny notatnik z tego typu rzeczami, albo skażemy te informacje na wieczne zapomnienie, bo i napotkani ludzie nie będą chcieli rozmawiać z nami drugi raz na ten sam temat.

Podsumowując, pomimo mnogości dostępnych dla gracza ścieżek, całość okazała się dla mnie niezwykle nużąca. Dawno żadna gra mnie tak nie wymęczyła. Naprawdę szkoda patrzeć na tak zmarnowany potencjał, bo ten ogromny świat aż się prosi o to, żeby wypełnić go aktywnościami. Niestety tak się nie stało, w efekcie czego dostaliśmy nudnego średniaka. Cóż, nie pozostaje mi nic innego jak wrócić do Księgi Dżungli.

ZALETY:
5
WADY: