Eldritch. Recenzja.

Parafrazując piosenkę z popularnej wieczorynki: „Kto się boi starych bogów, niechaj zaraz idzie spać, bo to gra dla tych, co się lubią bać”. Przyda się też masa czasu i anielska cierpliwość. Ewentualnie nieludzka zręczność.

Eldritch1

W założeniu Eldritch jest lekko stylizowanym graficznie na Minecrafta (lekko, bo bezwględnie kwadratowe jest tylko otoczenie, postaci i przedmioty mają już więcej krzywizn) horrorem, fabularnie inspirowanym prozą H.P. Lovecrafta. Jako strażniczka biblioteki musimy przemierzyć trzy mroczne światy (jaskinię, arabski pałac i bagniste piekło), by na końcu każdego z nich zdobyć duszę jednego z pradawnych bóstw. Dusze te pozwalają otworzyć kolejne księgi, w których zaklęte są wyżej wspomniane światy, a wszystkie trzy zebrane razem stanowią klucz do zamkniętych na głucho olbrzymich drzwi, będących jedyną prawdopodobną drogą ucieczki. W tej grze jednak nic nie jest takie, jak się wydaje.

Eldritch2

Mogę tylko zgadywać, że twórcom chodziło o to, by każdy ze światów dokładnie badać, zajrzeć w każdy losowo generowany kąt każdego z wielu pięter coraz niższych poziomów, odnajdywać bronie i starożytne artefakty, cały czas skradać się i chować przed licznymi potworami i zabijać je zanim nas spostrzegą (bo zaalarmowane stają się bardziej odporne na ciosy). I pierwszy świat rzeczywiście tak przeszedłem, mimo że nie było łatwo. W Eldritchu ginie się często, po każdej śmierci powracając do głównego hallu biblioteki z pustymi kieszeniami. Jedyne czego nie traci się w wyniku zgonu, to artefakty zebrane wcześniej i złożone w skrzyni po szczęśliwym powrocie z wycieczki. Te niebieskie krążki z wygrawerowanymi dziwnymi symbolami stanowią swoistą walutę i punkty many – można za nie kupować przedmioty w sklepach rozrzuconych po światach lub zużywać podczas czynienia czarów uzyskanych po pomodleniu się przy mrocznym ołtarzu (teleport, wyższe skakanie lub sztuczki umysłowe Jedi).

Eldritch3

Po wielu trudach i znojach, błądzeniu oraz ukamienowaniu lub zastrzeleniu niezliczonych hord ciągle odradzających się wrogów, w najgłębszych czeluściach odnalazłem duszę Dagona i wróciłem z nią do biblioteki. Otworzyłem kolejną księgę, złożyłem duszę na jednym z trzech piedestałów przed tajemniczymi drzwiami i poszedłem zwiedzać arabskie labirynty. Oczywiście szybko zginąłem, obudziłem się w bibliotece i już miałem wrócić skąd dopiero co przyszedłem. Ale coś mnie tknęło i poszedłem do tajemniczych drzwi. A tam ręce mi opadły. I od tej pory miało mi się to przydarzać równie często co śmierć. Duszy nie było. Chęć do gry minęła bezpowrotnie. Jakby tego było mało, amunicji jest tu naprawdę jak na lekarstwo, im dalej tym wrogowie są coraz silniejsi, jest ich coraz więcej i, jak już wspominałem, bezczelnie się respawnują. A niektórych nawet nie da się zabić, tylko unieruchomić dosłownie na dwie do pięciu sekund. Od tej pory, jako że zawsze świat jest zupełnie inny i nie ma szans na zapamiętanie trasy, ale i tak chodzi o to, by na każdym poziomie znaleźć zejście w dół, latałem jak głupi unikając wrogów i szukając po omacku zejść. Czar prysł, klimat wzięli diabli z zupełnie innych wierzeń, chęci ani zainteresowania nie było wcale, za to z każdą sekundą wzrastało poczucie frustracji i traconego bez sensu czasu. Nie wiem jak głęboka jest historia, gdyż z książek porozrzucanych i niewiarygodnie poukrywanych w każdym z piekieł znalazłem tylko pierwszą i ostatnią, ale to co znalazłem nie jest zbyt górnolotne, a samo zakończenie tak klasycznie przewidywalne, że już nie tylko ręce opadają, ale też brak słów.

Eldritch4

To, jak Eldritch odepchnął mnie od siebie jest tym bardziej smutne, że gra z początku zapowiadała się lepiej niż obiecująco. Interesujący styl graficzny, który mimo pewnego infantylizmu ma w sobie coś niepokojącego oraz udźwiękowienie mistrzowsko budujące napięcie przy pierwszym kontakcie, totalnie każą się nastawić na coś przerażającego i wyjątkowego. Jednak mechanika rozgrywki, jej powtarzalność, schematyczność oraz brak urozmaiceń innych niż śrubowanie poziomu trudności, niszczy na swojej drodze wszystko, najpierw klimat, a potem całą przyjemność z gry.

Z Eldritchem jest jak z Necronomiconem, korzystacie na własną odpowiedzialność. I bądźcie przygotowani na najgorsze.

Maciek Ejsymont

ZALETY:
5
WADY: