Filet z indyka – gamedev od kuchni cz.2

Wszystko już było
– czyli jak się wyspać.

ach…
Gdyby tak stworzyć prostą grę, na przykład platformówkę 2d, coś niby retro pixel art, takie trochę dla dzieci, ale dla dorosłych, rozumiesz… Bohater miałby jakiś fajny zawód – ślusarz, mógłby otwierać zamki. Hmmm… Gdzie zamki tam i księżniczki. I musiałby te księżniczki ratować! I w ogóle to byłby włoskim hydraulikiem…
Co?! Jak to – “BYŁO”?
Acha.
No to może…
No to może ten – szalony, młody naukowiec nie mający rodzinnego życia, nołlajf uzależniony od coca-coli, przyjeżdża sobie w nocy do laboratorium popykać w elektrony i… tu trzeba wstawić zwrot akcji… Na przykład błąd komputera powoduje wypadek i naukowiec przenosi się w inne miejsce na świecie… Albo czekaj! Przenosi się do INNEGO świata! Genial… Jak to “TEŻ BYŁO”?
No to ten – może gigantyczna małpa, albo jeżozwierz, albo taki biały niby-lis z kitką w ślepym lesie…
Damn! To też już wykorzystane?!

Wszystko już było. Od dawna, od momentu wymalowania scenki rodzajowej na ścianie jaskini. Odzwierciedlenia tematów codziennych i wielkich wydarzeń – na przykład opis polowań i gdzie kto stał gdy padły strzały (i oszczepy) oraz pierwsze selfie – pozwalające na dosyć swobodną interpretację – kogo akurat przedstawiają mozolnie postawione dwadzieścia trzy kreski. Wtedy też pojawiły się pierwsze memy z kotami (dzikimi).
Nośnik ścienny był trudnym medium. Mały zasięg. Żeby pokazać dzieła, trzeba było kogoś wołać do niedoświetlonej groty, a i tak wchodzili tylko ci, którzy darzyli autora zaufaniem.
Potem zrobiło się trochę łatwiej – nieśmiało i powoli pojawiły się radio i telewizja. Ich następca – internet – nie brał jeńców: utopił wszystko w cyfrowej powodzi, doprowadzając do schizmy świata realnego i wirtualnego, z jednej strony zmniejszając rozmiary globu, wyrównując szanse, dając wszystkim łatwy dostęp do (dzieł) kultury, a z drugiej tworząc nowe zagrożenia, prędkości i grupy ludzi.*

*to zbyt duży temat na rozwinięcie w tym felietonie

Wszystko trafia do sieci. Każdy dający się scyfryzować fragment naszego życia zostaje utrwalony. Książki, filmy, seriale, muzyka, encyklopedie… Obcowanie z (pop) kulturą jest wręcz bezwiedne, można być przez nią atakowanym na własne życzenie przez całe dwadzieścia cztery godziny na dobę. Przesiąka się tym i nie ma ratunku.

Więc jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, czy twój pomysł na grę jest oryginalny, jedyny, niepowtarzalny, to pewnie oprócz cichej myśli “no… tak”, przemknęły ci przez głowę również tytuły gier / filmów / książek / utworów muzycznych / Bóg-jeden-wie czego jeszcze, do których mógłbyś swój pomysł z łatwością odnieść – dlatego że są podobne.
I co teraz?
Ano nic.

Nikt nie tworzy w próżni*.

*Chyba że astronauci poza kosmiczną kapsułą na orbicie.

Bardzo rzadko rodzi się coś kompletnie innego, nowego, zwariowanego, o czym nikt nigdy nie słyszał, nie pomyślał nawet – piszę to mając na myśli ludzką naturę, a w szczególności aspekt kreacji historii, opowieści, punktu widzenia świata, w końcu – rozrywki.
Najczęściej proces twórczy polega na bardzo zgrabnym połączeniu w całość rzeczy już istniejących, podpartych naszymi doświadczeniami, jakimś-tam pojmowaniem rzeczywistości i wrażliwością. Często też z solidną domieszką prymitywnych instynktów, ubranych w elegancki mundurek norm społecznych.
Człowiek w procesach ewolucyjnych nie zmienia się gwałtownie. To co bawiło i przerażało ludzi w starożytności, bawi i przeraża również dzisiaj. Te wszystkie komedie, dramaty, nadzieje i rozczarowania są dla nas wspólne na przestrzeni wieków (niektóre mogą trącić myszką, podlegają modom i trendom, ale istota jest niezmienna). Dlatego tyle książek, filmów i pieśni o awanturnikach, o miłości, o zdradzie, o śmierci. Tematy niewyczerpywalne. Evergreenowe, wiecznie bijące źródło – odkrywane wciąż na nowo, we współczesnych aranżacjach i scenografii.
Do tego dołóżcie teorię gier i gotowe!*

*Wiem, łatwo napisać.

Żeby jeszcze lepiej to zobrazować – przykład naukowy: od czasów wynalezienia liczb (i tego że można coś skwantyfikować) do czasów komputerów (a jakże) kwantowych, zmieniają się tylko narzędzia, na których te liczby są “mielone” (palce, liczydła, kalkulatory). Rewolucja polega tu na gigantycznym wzroście ilości i prędkości przetwarzanych danych – ale sama idea się nie zmienia.

Można oczywiście podchodzić do tworzenia szaleńczo, bez sensu, próbując wszystkiego ze wszystkim, przeżuwając popkulturę i konteksty na dziwną papkę. Jamajskie reggae z podhalańską ludowszczyzną, pizza z ananasem, TPP z chlebem – to też ma swoich fanów i odbiorców.

Podoba nam się to co znamy. Jak z muzyką. Kto nie oglądał REJSu i nie usłyszał tej prawdy objawionej – nie przyznawać się głośno.

Tak więc śpij spokojnie – wszystko już było.* **

*Ale tworzenie plagiatów i klonów nie jest uzasadnione – może jedynie kompletnym brakiem wyobraźni twórcy lub chęcią podczepienia się pod sukces kogoś innego.
**Chyba że chodzi o nowe technologie w życiu człowieka.