Gra do kasacji, czyli Monster Truck Destruction

Czy macie ochotę na naładowaną testosteronem grę wyścigową, w delikatnym sosie z ostrej rozwałki? Tak? No to zagrajcie w Carmaggeddon albo Clutch. A to… coś omijajcie szerokim łukiem. To kaszanka pierwszego sortu.

[su_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=2gB1onjzQyg”]

Monster Truck Destruction to „dzieło” australijskiego Odd Games. W grze zasiadamy za sterami potworów na wielkich kołach i konkurujemy w jednych z trzech mistrzostw. Zgodnie z porzekadłem, mówiącym, że nieszczęścia chodzą parami, na każdej trasie konkurujemy dwa razy. Najpierw jest to klasyczny wyścigu w konwencji mini-pucharu. W pierwszej rundzie walczymy o kwalifikację, a następnie bierzemy udział w ćwierfinale, półfinale i finale (o ile wcześniej nie odpadniemy). W drugim rodzaju wyścigów, niczym w grach sygnowanych nazwiskiem Tony’ego Hawka, czeszemy kombosy i zdobywamy punkty, nie rywalizując bezpośrednio z przeciwnikami. Porównywane są jedynie końcowe wyniki i to one decydują o pozycji. A gdzie jest tytułowa destrukcja? Te kilka przyczep, które rozpadają się jakby były z drewna, czy te wraki samochodów, deformujące się nieznacznie. gdy po nich przejedziemy? Włączając grę, liczyłem na totalną rozwałkę, i, rzecz jasna, zawiodłem się straszliwie. Rozczarowanie.

mtd4

Fizyka jazdy to jakiś kiepski żart. Nasze potwory latają po trasie jak dzikie, często stają dęba, albo dachują (wszystko bez wyraźnego powodu), co doprowadzało często do przegrania rywalizacji. Śmiesznie robi się w drugim rodzaju wyścigów, gdy te wszystkie karkołomne ewolucje robić musimy. Wpadałem na kolejne przeszkody jak opętany, fikałem koziołki, niszczyłem porozrzucane po arenie wraki samochodów. Kontroli nie miałem prawie nad niczym. Przez chwilę zastanawiałem się, czy to problem tylko tego modelu samochodu, który prowadziłem. Po kupnie nowego okazało się, że prowadzi się tak samo jak ten stary. Koszmar.

mtd2

Graficznie gra prezentuje się jak żywcem wyjęta ze smartfona… i w sumie to prawda. Jedynym dostosowaniem produkcji do działania na komputerach, jest obsługa niekomórkowych rozdzielczości, oraz możliwość sterowania klawiaturą (lub też padem, ale podczas próby skonfigurowania kontrolera gra rozpoznawała tylko połowę jego przycisków). Reszta została żywcem wyrwana z mobilnych platform. Możemy w trakcie rozgrywki klikać w znajdujące się na ekranie przyciski, a raz nawet podczas szwendania się po menu gry, na ekranie ukazała się opcja płatnego wyłączenia reklam. Tych oczywiście w pecetowej wersji nie ma. Masakra.

mtd3

Całości dopełnia koszmarna polska lokalizacja. Grom tekstów pozostał w języku Szekpsira,
a polskie znaki diakrytyczne nie istnieją w ogóle. Na przycisku rozpoczynającym zmagania na wybranym odcinku, zamiast czegoś w rodzaju „start”, albo „rozpocznij” widnieje napis „wyścig na 1/2 mili”. Ten napis prześladuje nas zresztą dalej. Każdy wyścig w każdym z pucharów został oznaczony jako „wyścig na 1/2 mili” – tak, również te, polegające na trzaskaniu punktów. Wiecie, co należy zrobić z tłumaczeniem, zanim się je oficjalnie wypuści? Przetestować je. Nieśmieszny żart.

mtd5

Do gry kompletnie nie pasuje muzyka. I to nie dlatego, że nie współgra z wartkim tempem akcji,
a dlatego, że jest… dobra. Bez szału, ale to chyba najjaśniejszy element produkcji. Oczywiście, i to zostało z gracją spartaczone, bo kawałki są krótkie i można je policzyć na palcach jednej ręki. Po godzinie zna się je już na pamięć, a po dwóch zaczyna się mieć ich dosyć. Klapa.

mtd1

Rozczarowanie, koszmar, masakra, nieśmieszny żart, klapa. Gdyby gry miały zapach, to ta pachniała by fekaliami. Nie warto marnować na nią swojego czasu. Wystarczy, że ja to musiałem zrobić, żeby was przestrzec. Uciekajcie.

ZALETY:
5
WADY: