Gry niezależne to bzdura?

Przeciwników elektronicznego sektora indie w świecie nie brakuje. Ostatnio jedno z czołowych polskich czasopism stwierdziło – na szczęście z lekkim przymrużeniem oka – że twórcy niezależni to tak naprawdę grupa ludzi, którym nie udało się pozyskać dofinansowania, więc tworzą prymitywne, nieudane produkcje wzorowane na latach 80. Czy aby na pewno?

Powtórka z Sinclaira

To prawda, gier przypominających czasy ZX Spectrum na scenie niezależnej nie brakuje. Warto jednak zadać pytanie, czy fakt ten wynika z niskiej kreatywności twórców. Okazuje się, że wprost przeciwnie. Gry te powstają nie dlatego, że ich autorów nie stać na więcej, lecz dlatego, że historia kołem się toczy i na rynku dominuje trend silnej nostalgii. Taka jest po prostu moda, choć zjawisko to ma znacznie głębszy, socjologiczny wydźwięk, gdyż ukazuje, iż najważniejsza w rozrywce elektronicznej jest grywalność, a nie grafika.

ZX_Spectrum+

Lata 80. były wyjątkowe. Dlaczego? Była to wszak dekada upowszechnienia komputerów osobistych. 8–bitowe maszyny trafiały do domów nie tylko w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej, ale i za żelazną kurtynę – do Polski, Czechosłowacji czy Związku Radzieckiego. To z kolei pozwoliło wielu zdolnym, niezależnym twórcom – pionierom programowania – na eksperymenty z tworzeniem treści interaktywnych. Ograniczone możliwości techniczne (ZX Spectrum miał 48 KB pamięci operacyjnej!) spowodowały wręcz eksplozję kreatywności osób, które postanowiły przełamać tę barierę i stworzyć nowatorskie rozwiązania gameplayowe.

Warto tu wspomnieć niegdyś słynnego, a dziś zapomnianego Matthew Smitha, angielskiego programistę amatora, który w wieku 18 lat stworzył Jet Set Willy – produkcję, o której Wikipedia mówi dziś: „one of the most successful and popular home computer games ever released”. Tuż po premierze reakcja mediów zaskoczyła dwuznacznością – z jednej strony sugerowano Smithowi, by poddał się psychoterapii, z drugiej – doceniono projektancki geniusz młodego twórcy.

JetSetWilly

Czy można się dziwić, że nieśmiertelne rozwiązania gameplayowe, wykreowane właśnie w latach 80., potrafią zachwycać do dziś, a gracze chcą do nich wracać? Stanowczo nie. Nostalgia retro to potężna siła, jednak nie mieści się ona w głównym nurcie, więc przejął ją sektor niezależny. Nie jest to więc brak talentu, a odpowiedź na potrzebę rynku.

Nie tylko piksele

Kto twierdzi, że gry niezależne to festiwal pikseli, jest w błędzie. Nie da się oceniać tak szerokiego sektora tylko po jednym z trendów. Podobnie przecież kino niezależne to nie tylko filmy nieme naśladujące produkcje przedwojenne, ale też tytuły eksperymentalne, psychologiczne, fantastyczne etc. To produkcje nisko i wysoko budżetowe (znajdziecie tu i Finger of God na Androida, i The Vanishing of Ethan Carter – zaawansowaną technologicznie grę uhonorowaną nagrodą BAFTA). Złe i dobre, fatalne i genialne. Wszystkie mają w zasadzie tylko jedną cechę wspólną – ich treść, przekaz czy sposób realizacji nie zyskałyby uznania w głównym nurcie, który rządzi się prawami i schematami kultury masowej.

Ethan

Czy schematy łamią tylko biedni?

I właśnie – łamanie tych schematów, alternatywa dla głównego nurtu, to fenomen kulturowy, na który pozwolić sobie mogą tylko dwie grupy twórców – ci niezależni, o których tu rozmawiamy, oraz… ci wielcy i bogaci, których na to stać.

Przykłady? A proszę bardzo. Znów odniosę się do sztuk idących ramię w ramię z grami – kina i literatury.

David Lynch – ikona kina niezależnego. W czasie, gdy świat zachwycił się HD, Lynch zapowiedział, że będzie kręcił w systemie DV, bo nie interesuje go pokazywanie każdego zbędnego detalu, jak np. źle dokręcona śrubka w scenografii. To reżyser, który docenił kunszt polskich filmowców i aktorów, i zaczął z nimi pracować w momencie, gdy mógł sobie pozwolić na kontrakty z gwiazdami Hollywood. Eksperymentuje do dziś i wyznacza nowe ścieżki kultury tam, gdzie nie sięga mainstream.

David Lynch

Bracia Quay – artyści najwyższej próby, scenografowie, reżyserzy, animatorzy. To kolejni twórcy pływający w akwarium niezależności jak ryby w wodzie, a przy tym, podobnie jak Lynch, zakochani w polskiej twórczości. Jak tłumaczą swoją ucieczkę z USA? „W Ameryce jest inaczej – wszystko jest zaplanowane i dokładnie ustalone, miasta są przewidywalne. A w Pradze czy w Krakowie można się zagubić w tej atmosferze. To organiczne doświadczenie, zetknięcie z metafizyką (…) wychowaliśmy się na polskim kinie. Wielkim odkryciem była dla nas na przykład twórczość Waleriana Borowczyka. Pierwszym filmem środkowoeuropejskim, który obejrzeliśmy, była Winda Jerzego Kuci”.

Vincent Gallo – kultowy aktor, reżyser, scenarzysta, kompozytor. Grał u boku  Johnny’ego Deppa, Faye Dunaway, Meryl Streep, Glenn Close, Jeremy’ego Ironsa czy Antonio Banderasa. Śmiało mógł spocząć na laurach w głównym nurcie, a jednak wybrał scenę niezależną, eksperymentując w naprawdę szerokim zakresie, a nawet świadomie przekraczając granice dobrego smaku. Cztery lata temu zagrał w polskim filmie, a obecnie możemy podziwiać niezwykle ekscentryczny obraz z jego udziałem – „Legendę Kaspara Hausera” – surrealistyczną wariację na temat postaci historycznej.

the-legend-of-kaspar-hauser-bigshot

Stephen King… Zaskoczeni? Jak śmiem powoływać się na twórcę tak komercyjnego, tak dobrze balansującego w głównym nurcie? Robię to całkowicie świadomie. King bowiem, swoją drogą artysta bardzo nierówny, potrafi eksperymentować kosztem zarobionych pieniędzy. W „Bezsenności” łamie święty schemat kultury masowej, głównym bohaterem czyniąc nieatrakcyjnego, pomarszczonego starca. W „Doktor Sen” protagonistą jest alkoholik. W „Mrocznej Wieży” King wpuszcza bohaterów do świata rzeczywistego i do… własnego domu w Maine, gdzie podejmuje z nimi osobisty dialog. Autor, częściej, niż się może wydawać, zbacza ze ścieżki głównego nurtu, eksperymentując i łamiąc tabu.

Indie vs. mainsteam

Tutaj można by napisać całą encyklopedię, ale przecież nie czas na elaboraty. Różnicę streszczę Wam w konkretnym przykładzie.

Przeszło dekadę temu pracowałem dla polskiego developera, który jest dziś w ścisłej krajowej czołówce. Wtedy wyglądało to trochę inaczej, a mnie zaproponowano napisanie scenariusza go gry, której zresztą byłem pomysłodawcą. Wpadłem wówczas na ideę, która wydawała mi się oryginalna. Chciałem stworzyć klasyczny w swej grywalności space shooter, który jednak opierałby się na fabule z gatunku political fiction, mówiącej o zimnej wojnie w przyszłości, i na danych naukowych, bowiem gracz miał możliwość odwiedzania bardzo dokładnie odwzorowanych planet i księżyców Układu Słonecznego. Żadnych obcych, żadnych portali nadprzestrzennych, żadnych uproszczeń fabularnych, żadnych głupich dialogów.

indie-game-characters

Gotowy scenariusz zaniosłem do prezesa, który przeczytał skrypt i powiedział: „Bardzo dobrze! To jest świetne, ale dodajmy do tego obcych, portale nadprzestrzenne, uprośmy fabułę i dorzućmy głupie dialogi”…

Tak bardzo często wygląda różnica między niezależnością a głównym nurtem opartym na schematach kultury masowej. Dodam, że gra powstała z wszystkimi wspomnianymi dodatkami, choć ja do nich ręki nie przyłożyłem. Żeby jednak nie deprecjonować głównego nurtu, dodam, że choć po zmianie koncepcji gra razi wręcz naiwnością, to wciąż solidny shooter, który do dziś funkcjonuje w sprzedaży, a który otrzymał za granicą wysokie noty za grafikę i grywalność…

Czym jest niezależność?

Nie da się w kontekście gier komputerowych twardo zdefiniować tego pojęcia. Dla jednych produkcje niezależne to tylko te, które powstają w garażu. Inni twierdzą, że muszą to być tytuły niekomercyjne, co przecież jest wymogiem bzdurnym. Niezależność to przede wszystkim łamanie schematów, kroczenie pod prąd, wbrew utartym wzorcom. To eksperymenty, to eksploracja fabularnych nisz i łamanie tabu, przed czym ucieka jakże nierozwojowy główny nurt. To umiejętność podejmowania tematów bardzo trudnych lub banalnie wręcz prostych, ale w zupełnie nowatorski sposób. To także sięganie po kulturę wysoką, po sztukę, po dziedziny niszowe, które są alternatywą dla piętnastej czy dwudziestej drugiej części tej samej gry głównego nurtu.

Nie można więc lekceważyć rynku gier niezależnych, bowiem rodzi się tam niejedna prawdziwa perła…

Tekst oryginalnie pojawił się na portalu Indie Games POLSKA.

[Źródła zdjęć: 1, 2, 3, 4. 5, 6]