Igła w stogu klaunów, czyli parę słów o Dark Arcana: The Carnival

Jeszcze wczoraj pojawiła się na łamach strony informacja o premierze Dark Arcana: The Carnival, a już dziś pojawia się nasza krótka recenzja, w postaci felietonu „Parę słów o…”. Wczoraj otworzyłem bramy wesołego miasteczka, by dzisiaj zacząć pisać o niej. Co tam upiornego w lunaparku strachu?


Gra zaczyna się intrem. Jest to niedługo wstęp w formie filmiku 3D, który jest zrobiony bardzo przyzwoicie, a do tego klimatycznie. Nie można grze także odmówić ciekawej warstwy fabularnej, już od wstępu produkcja wciąga nas w intrygę.

Zaczynamy jako pani detektyw, która została wezwana do wesołego miasteczka w celu zbadania zaginięcia matki pewnej dziewczynki. Szybko okazuje się, że pracownicy lunaparku nie będą chcieli współpracować, ba, będą próbowali nawet coś ukryć. Mało tego, dzieją się dziwne rzeczy, będące nie magicznymi sztuczkami, a demoniczną magią. Całość wygląda więc jak długi odcinek serialu detektywistycznego. By nie zdradzać fabuły do końca, przejdę do konkretów technicznych.

Grafika jest ładna. Znaczy, wszystko jest bardzo ładnie rysowane, lokacje wyglądają pięknie. Kolorowy park rozrywki wygląda ślicznie, ale też upiornie, a wszystko to jest doprawione mrożącą krew w żyłach muzyką. Jest to przygodówka hidden-object, więc nie znajdziemy tutaj za dużo dynamicznej akcji, co jest na plus, gdyby nie fakt, że statyczność rozgrywki nie została zrobiona do końca dobrze. Animacja postaci ogranicza się do ruchu ustami i tylko do tego. Wygląda to odpychająco i dziwnie, natomiast ciekawym zabiegiem jest towarzysz pani detektyw, czyli małpka cyrkowa, która pomaga nam w miejscach, gdzie nie możemy dosięgnąć. Przybliżanie celu, np. drzwi, zostało pokazane na zasadzie zdjęcia, a małpka podczas akcji po prostu do niego wskakuje. Takie to urocze i w sumie to jedyny plus animacji.

Co do zagadek, są raczej proste. Mamy głównie przeszukiwać pomieszczenia, używać znalezionych przedmiotów w odpowiednim miejscu i grać w mini-gry. Owe mini-gry są kolejnym minusem – zdecydowanie niepotrzebny, jak dla mnie, element rozgrywki, który tylko irytuje. Polega on przede wszystkim na łączeniu par w kartach, ale posiada się specjalne ruchy, które całość komplikują.

Podsumowując, fani tego typu gier na pewno się nie zawiodą. Ja do takich nie należę, aczkolwiek gra posiada ciekawą fabułę i całkiem dobrze się przy niej bawiłem. Produkcja Artifex Mundi posiada trzy poziomy trudności, więc każdy znajdzie odpowiedni dla siebie.

Ocena: 6.5 – Gra dobra, mimo paru niedociągnięć, ale głównie dla fanów tego typu gier.

Autor: Szyba

1ndieWorld

Uniwersum indie games nie jest już rajem dla geeków, fantazją nerdów, undergroundowym dziwactwem…

Gry niezależne kształtują mainstream, narzucają trendy, zmieniają świat.

Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby pomóc naszym użytkownikom odkryć magię indie. Pierwszy w Polsce serwis, poświęcony wyłącznie produkcjom niezależnym – 1ndie World – jest jedyny w swoim rodzaju, stawia na uczestnictwo, pobudza do działania, odświeża umysł.

Twitter

RT @mrRyJek: I tyle... wow #yonder https://t.co/XbBhuuFXdo
RT @thibaultsimar: Re-textured an old scene, playing with lights. #voxel #magicavoxel https://t.co/PaPdE7ujk3