Incredipede recenzja

Czy w Twoim pokoju jest specjalna półka, na której stoją płyty i kasety ze wszystkimi filmami o potworze Frankensteina? Czy wszędzie dookoła walają się mniej lub bardziej człekokształtne ludziki z plasteliny z karteczkami powtykanymi w usta? A może na Twoich ścianach wiszą najróżniejsze portrety rabina Löwa i malunki golemów, poczynione przez najróżniejszych artystów? Jeśli tak, nie szukaj więcej, bo Incredipede jest spełnieniem Twych marzeń.

Natomiast jeśli do tej pory całe Twoje życie nie odbiegało zbytnio od normy, nie zmieniaj kanału i zostań z nami, najprawdopodobniej złapiesz bakcyla kreowania i animowania nowych niesamowitych istot.

incredipede1

Bohaterka gry – Quozzle – jest, jakby to zgrabnie ująć, otwarta i podatna na zmiany, jeśli chodzi o jej kształt i wygląd fizyczny. Okazuje się to nie lada atutem w sytuacji, gdy uciekając przed konkwistadorami, trzeba przebrnąć przez całą dżunglę w poszukiwaniu legendarnego wolnego miasta. I właśnie w tej przeprawie przychodzi nam pomóc tej biednej zielonej… istocie.

Dżungla składa się z trzech stref. Każda z nich oddzielona jest solidną bramą, której bronią groźni strażnicy. Ci na szczęście nie należą do nieprzekupnych, chociaż tani również nie są. Dlatego na każdej z dwudziestu plansz składających się na strefę, Quozzle musi zebrać wisienki, wianki, szklane kule, złote monety i inne świecidełka, które okupią przejście przez bramę.

incredipede2

Na czym polega zabawa? Na normalnym poziomie trudności tylko na dotarciu do słupa światła i ewentualnym zebraniu po drodze fantów. Forma Quozzle jest tu narzucona, a nam zostaje tylko odpowiednio kurczyć i rozkurczać jej mięśnie (początkowo tylko wszystkie na raz klawiszami A i Z, potem wykształca się pewna autonomia i partiami mięśni możemy poruszać niezależnie od siebie używając dodatkowo K i L). Na naszej drodze stają dziury, wzniesienia, wielkie głazy, jeziora lawy, zdarza się też, że trzeba przejść niczym małpa po gałęziach lub pofrunąć niczym ptak. Czasami wystarczy tylko sprawdzić, jak co się rusza i przeć do przodu, są jednak momenty, gdzie do sukcesu potrzeba skupienia i synchronizacji. Przy „konstrukcjach”, które bardziej przypominają to, z czym mamy do czynienia na co dzień (chwytne ręce, nogi), wychodzi na jaw, jak wielką robotę odwala za nas mózg, gdy nam się zdaje, że np. chodzenie, to żadna filozofia (a tutaj przecież i tak jest to uproszczone!).

incredipede4

Chociaż ostatnia plansza na normalnym poziomie trudności jest zaskakującym i w pełni satysfakcjonującym finałem, to jednak po ukończeniu całej przygody pozostaje pewien niedosyt. Na szczęście mamy poziom Hard, w którym okazuje się, że cała dotychczasowa zabawa była tylko swego rodzaju samouczkiem. Mamy tu do czynienia z tą samą historią, jednak plansze w większości zostały zmodyfikowane. No i teraz tylko od nas zależy jaką formę przybierze Quozzle, by pokonać kolejne przeszkody – każdą planszę zaczynamy od konstrukcji naszego własnego potworka i ogranicza nas tylko wyobraźnia. Jeśli z jakimś problemem nie jesteśmy w stanie sobie poradzić, nic nie stoi na przeszkodzie, by skorzystać z rozwiązania wymyślonego przez kogoś innego – wybór tworów społeczności jest naprawdę spory, a niektóre z nich naprawdę zaskakują i zachwycają pomysłowością. Dodatkowo jeśli chcemy oddać się czystej przyjemności konstruowania, możemy udać się do piaskownicy, gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzał w tworzeniu i zabawie nową, lepszą Quozzle. A dla tych, których jednak bardziej kręci tworzenie nowych światów, a z dzieł Dedala najbardziej ukochali labirynt, autorzy przygotowali edytor plansz.

incredipede5

Cała gra (zarówno dżungla, obrazki z intra i outra, jak i menusy) została opatrzona grafiką stylizowaną na linoryt (lub też drzeworyt – specjaliści nie są zgodni). Czegoś takiego jeszcze nie było, może poza tym, że Quozzle i reszta elementów ruchomych sprawiają wrażenie wycinanek poruszających się po kartce z tłem, co kojarzy się z animacjami znanymi z South Parku. Poza tym wszystko jest zdecydowanie bardziej dopieszczone, miłe w obcowaniu i robiące pozytywne wrażenie. Ten sam poziom trzyma udźwiękowienie – są i odgłosy dżungli i przyjemna etniczna muzyka zagrana na równie etnicznych instrumentach. Co do fabuły, to jak już wspomniałem – mamy parę obrazków i tekstów, które wprowadzają nas w historię, której zakończenie, równie pokręcone jak sama rozgrywka, poznajemy w identyczny sposób. Dość oryginalnie, jeśli chodzi o treść, ale bez większego szału.

incredipede3

Incredipede zdecydowanie jest grą wartą uwagi. Tytuł jest świetnie zrealizowany pod względem technicznym i estetycznym, a możliwości, swoboda działania i opcje społecznościowe, jakie autorzy oddają w ręce graczy, pozwalają każdemu cieszyć się produkcją na swój sposób, a tym, którzy wkręcą się szczególnie mocno, bawić się praktycznie w nieskończoność. Prawdziwa perełka, polecam.

Maciek Ejsymont

ZALETY:
5
WADY: