Jeszcze jedno podejście i kończę, czyli Goscurry

Goscurry. Mała gierka, której premiery nie wyczekiwałem, bo i jak miałbym niby to robić nie zdając sobie sprawy z jej istnienia. Gdyby nie to, że musiałem ją zrecenzować, nawet bym jej nie zauważył. Bardzo się cieszę, że tak się jednak nie stało. Ominęło by mnie kilka godzin przepysznej zabawy.

[su_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=SEEuZQGExAU”]

Za Goscurry odpowiedzialny jest Daniele Giardini. W jego produkcji dane nam jest zasiąść za sterami dziwacznych pojazdów i przemierzać losowo generowaną drogę, dopóki z niej nie spadniemy. Brzmi to jak opis jakiejś nudnej zręcznościówki na smartfony? Nic bardziej mylnego! Może i mechanika rozgrywki nie jest skomplikowana, ale jest to jedna z tych produkcji, które reklamuje się hasłem easy to learn, hard to master. I tak jak poznanie zasad gameplayu zajmuje nam jakieś 5 sekund (mamy tu nawet samouczek, który jest kompletnie zbędny), tak dojście do satysfakcjonujących wyników trwa dużo dłużej.

Goscurry1

Nie będę owijał w bawełnę – gra wciąga jak bagno. Grając w nią po raz kolejny zetknąłem się z czymś co przyciąga na długie godziny do gier z serii Heroes of Might & Magic, czy też Disciples. To odmiana syndromu jeszcze jednej tury, którą pozwoliłem sobie nazwać zespołem jeszcze jednego podejścia. To przed tym powinna przestrzegać nas informacja na ekranie startowym, a nie przed wysokim poziomem trudności. Za pełne oddanie się rozgrywce otrzymujemy jednak godziwą nagrodę. Jest nią satysfakcja, płynąca z pobicia po raz kolejny swojego rekordu i obserwowanie, jak z każdym przejazdem pniemy się coraz wyżej i wyżej w internetowej tabeli rekordów (polecam założenie pełnego konta, które daje do niej dostęp). To właśnie przekonanie, że ostatnia porażka (będąca jednocześnie pobiciem swego rekordu) była wynikiem chwilowej nieuwagi jest naszym motorem napędowym.

Goscurry2

Nie mógłbym również nie wspomnieć o fenomenalnej ścieżce dźwiękowej. Składa się ona z elektronicznych kawałków, które na myśl przywodzą mi Hotline Miami (trudno o większe wyróżnienie). Tym bardziej boli fakt, że utworów jest raptem kilka. Na tle jaśniejącej warstwy audio mocno średnio wygląda grafika. Całość składa się z prostych modeli obklejonych równie prostymi teksturami. Niewątpliwym plusem tej sytuacji jest wizualna czytelność płynąca z takiego rozwiązania. Nie ma obawy, że nie zauważymy zlewającego się z tłem zakrętu (na co niekiedy chciałoby się zwalić winę za własny błąd).

Goscurry3

Produkcja ma do zaoferowania więcej treści, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać. Spróbować naszych sił możemy w jednym z pięciu trybów rozgrywki (piąty należy uprzednio odblokować). Każdy z nich różni się znacząco od pozostałych zarówno obecnością przeszkód jak i ustawieniem kamery, która może podążać za pojazdem jak i śledzić go z góry. Wehikułów też mamy kilka do odblokowania, jednakże nie różnią się one niczym od podstawowego poza wyglądem (a muszę przyznać, że napaliłem się na wyższe osiągi, gdy zyskałem dostęp do pierwszego niestandardowego środka transportu… szkoda).

Goscurry4

Goscurry to fenomenalny zabijacz czasu. Wbrew jednak temu, co może się wydawać, nie jest to zabawa na pięć minut. To właśnie na taką krótką sesyjkę uruchomiłem ją po raz pierwszy, a wyłączyłem… po prawie dwóch godzinach. To, jak gra wciąga jest nie do opisania (eee… czy ja tego przed chwilą nie zrobiłem?).

ZALETY:
5
WADY: