„Just another murder investigation”- Recenzja The detail

Z The detail mam poważny dylemat…z jednej strony grze  całkiem dobrze udaje się miejscami oddać klimat filmów Noir i wpleść go w opowieść rozgrywającą się w dzisiejszych czasach. Jednocześnie gra nie uniknęła kilku znaczących błędów,  które potrafią mniej lub bardziej wpłynąć na wrażenia płynące z rozgrywki i nie jest niczym innym jak tylko interaktywną historią

ss_81d62fd1f146bbe7e0bc405a2ba9597161010326.600x338

Bez bicia przyznam się, że znawcą point&click’ów  nie jestem – dużo ogrywałem ich za dzieciaka i jeżeli wymieniłbym dwa tytuły,  które najcieplej wspominam to będzie to Syberia i Jack Orlando. Właśnie tę ostatnią darzę szczególnym uwielbieniem, głównie dlatego, że razem z „Cowboy bebop” i ojcem, który stopniowo edukował filmografią od Bogartowskich klasyków po „Chinatown” sprawiły, że pokochałem gatunek Noir. Nic dziwnego, że kiedy tylko usłyszałem o dziele Rival Games natychmiast rzuciłem się z pazurami do recenzji i z niepokojem patrzyłem na pasek pobierania na Steamie.  Czy Finowie potrafią zrobić ciężką, dojrzałą historię kryminalną? Na to pytanie odpowie ten tekst.

„Kolejne śledztwo w sprawie morderstwa – dziwnie to zabrzmi, ale dla mnie nie jest to już niczym więcej, po prostu kolejne śledztwo w sprawie morderstwa…dopóki nie zginie ktoś kogo znałeś. Wtedy robi się osobiście, wtedy trafia to do ciebie. Zaczynasz sobie zadawać pytania czy mógłbyś postąpić inaczej, i odgrywasz w głowie scenariusze tylko po to, żeby odkryć, że mogłeś pójść inną ścieżką…
..Ale i tak byś tego nie zrobił..Nie ze względu na fatum czy coś…tylko dlatego, że jesteś jaki jesteś.
I to się już nigdy nie zmieni.”

ss_fc0e6bbf953d35b7f2e20055cf06a8cd170be7a4.600x338

Taki oto monolog wprowadzający nas w fabułę wypowiada jeden z głównych bohaterów gry – Reginald Moore. „Reggie”, jak nazywają go znajomi, jest zgorzkniałym detektywem po 50, który w życiu widział już wszystko i nic go nie zdziwi – a przynajmniej tak myślał do pewnej  nocy kiedy wezwano go na miejsce zbrodni. Ofiarą pada szanowany biznesmen podejrzewany  o kontakty z rosyjską mafią. Podejrzenia szybko zostają rozwiane kiedy w jego walizce znaleziona zostaje warta pokaźną sumkę kokaina oraz tajemnicze zdjęcie młodej dziewczyny. Moore wraz ze swoim wieloletnim współpracownikiem Tyronem postanawiają dowiedzieć się co łączyło biznesmena z mafiosami, lecz potrzebują do tego kogoś z półświatka, kto będzie działał jako wtyka informująca ich na bieżąco. Wybór trafia na Josepha „Joe” Millera – niegdyś powiązanego z handlem narkotykami, dziś kochającego męża i ojca, który dzięki przysłudze jaką wyświadczył mu Reggie uniknął więzienia, ale każdy dług trzeba kiedyś spłacić i jeżeli kiedykolwiek Joe myślał, że może odłożyć swoją przeszłość na bok – mylił się, i to okrutnie…

Od pierwszych chwil z grąniektórzy mogą pomyśleć „Ja to gdzieś widziałem”- i słusznie. Gra nawet nie ukrywa, że wzorowała się na hicie jakim były (i jakby nie patrzeć, są) 2 sezony „The Walking Dead” autorstwa Telltale Games. Interfejs jest do bólu uproszczony, do poruszania się używamy myszki lub WSAD-a, a wszystkie akcje pokazują się po najechaniu na dany punkt kursorem. Sama gra też podzielona jest na epizody.

Rozgrywka zarówno w butach Reggiego, jak i Joe polega głównie na chodzeniu od postaci do postaci, wyczerpaniu wszystkich kwestii dialogowych i wyjściu z lokacji – nic mniej, nic więcej. Brakuje chociażby klasycznego dla gatunku „weź przedmiot A z lokacji B i użyj go w punkcie C”. Co jakiś czas (3 razy w ciągu pierwszego epizodu) natrafiamy też na jakąś sekwencję QTE, ale i te nie są tym do czego przyzwyczaiło nas Telltale Games. Przeważnie musimy albo wybrać jakąś opcję (gra daje nam dużo czasu na decyzję – za dużo moim zdaniem), albo w odpowiednim momencie kliknąć myszką żeby np. przekręcić zamek. Nie ma w nich ani krzty emocji, siedzimy tylko i czekamy poziewując po drodze, ewentualnie robiąc sobie herbatę w przerwie pomiędzy byciem duszonym a wbiciem napastnikowi palców w oczy, bo czasu na reakcję jest jak już wspomniałem zbyt wiele.
ss_37ced362681bdaa0bf87c9a08d63dbbbe3c91062.600x338
Fabuła stara się być na poziomie godnym gatunku Noir – i wychodzi jej to z różnym skutkiem. Raz zdarzają się dialogi, bądź sytuacje niemalże przytłaczające swoim wydźwiękiem, a kiedy indziej dyskusja, bądź scena, w której się znajdujemy wydaje się być  niczym innym jak zwyczajnym fillerem, którego opis prawdopodobnie powierzono podjaranemu „Sokołem maltańskim” 15-latkowi.

Jeżeli chodzi o oprawę audio-wizualną, to jest ciekawie, ale bez szału. Gra stylizuje się na komiks, co widać po projektach postaci i QTE, i wychodzi jej to nawet dobrze, chociaż osobiście wygląd bohaterów jest dla mnie zwyczajnie brzydki – ale to już kwestia gustu. Za to ścieżka dźwiękowa to jeden z większych problemów. Oprócz całkiem miłych dla ucha, choć denerwujących po dłuższym czasie utrzymanych w ciężkiej konwencji utworów nie uświadczymy żadnych innych odgłosów – nawet chociażby kroków bohaterów. Można mieć tylko nadzieję, że twórcy w kolejnych epizodach to zmienią.

Podsumowując, The Detail ma szansę zostać całkiem niezłym kawałkiem point & clicka, o ile Rival Games dostrzeże niektóre elementy warte poprawy oraz wprowadzi nieco więcej akcji do rozgrywki. Chwilowo pierwszy epizod wypada średnio i o ile nie jesteś fanem przesiąkniętego deszczem klimatu Noir to z kupnem gry  możesz przeczekać do premiery 2 epizodu.

Michał „kilroy” Nodzak

ZALETY:
5
WADY: