„Już po?!”, czyli Trine 3: The Artifacts of Power

„O jasny gwint, jakie to ładne!” – zakrzyknąłem, gdy po raz pierwszy ujrzałem materiały z trzeciego Trine’a. Ze zniecierpliwieniem wyczekiwałem więc dnia premiery. Gdy dzień ten nastąpił, ruszyłem, razem z naszą przeuroczą redaktorką Dominiką, na spotkanie kolejnej wielkiej, wspaniałej przygody. Niestety, jak się potem okazało, nie była ona ani wielka, ani za bardzo wspaniała…

trine1

Trine 3: Artifacts of Power to, jak sama nazwa wskazuje, trzecia część serii baśniowych platformówek autorstwa fińskiego studia Frozenbyte. Tak samo jak w poprzedniczkach, wcielamy się w trójkę bohaterów: rycerza Pontiusa, maga Amadeusa i złodziejki Zoyi, których losy połączył we wcześniejszych grach tytułowy Trine – magiczny artefakt, mający moc spajania dusz. Każda z postaci ma szereg własnych, unikatowych zdolności, których właściwe wykorzystanie jest kluczem do ukończenia podsuwanych nam przez grę wyzwań. W „trójce” miało to wejść na wyższy poziom, ponieważ twórcy postanowili stworzyć tym razem zupełnie inną grę, poprzez dodanie kolejnej płaszczyzny do przemierzania (nie wmówicie mi, że dwuwymiarowe i trójwymiarowe platformówki to ten sam gatunek!).

Zacznijmy może od elementów najlepszych, żebym mógł sobie potem na spokojnie popluć jadem. Zdecydowanie najjaśniejszą stroną produkcji jest oprawa audiowizualna. Powiedzieć, że to ładna gra, to tak jak stwierdzić, że tegoroczne lato jest ciepławe. Graficy z Frozenbyte osiągnęli mistrzostwo w kreowaniu przepięknych, baśniowych światów, na które gracze (łącznie ze mną) reagują niekończącym się ślinotokiem. Nie inaczej jest tutaj. Przemierzając kolejne poziomy nie sposób nie zachwycić się cudownymi krajobrazami. Co więcej, szczęki opadły nam na podłogę, gdy doszliśmy do etapu rozgrywającego się na kartach księgi. Wyglądało to bajecznie. Grafice w niczym nie ustępuje ścieżka dźwiękowa. Rzadko słucham soundtracków z gier poza nimi, jednak w przypadku Trine’a 3 taka chęć nachodziła mnie niejednokrotnie.

trine

Projekt poziomów jest naprawdę dobry. Z ogromną przyjemnością pokonuje się kolejne plansze. Jak zawsze wymagana jest współpraca całej trójki. Tu Zoya przywiąże coś linką, tam Amadeus ustawi skrzynię pozwalającą wdrapać się wyżej, a w międzyczasie Pontius poleci gdzieś, używając swojej tarczy, by odblokować drogę dla całej reszty. Współpraca (albo jej daremne próby) dają również mnóstwo okazji do radosnego śmieszkowania ze znajomymi (granie w trybie kooperacji jest przeze mnie wysoce rekomendowane). Niestety, do odblokowywania głównych misji potrzebna jest dana liczba znajdziek. Na planszach fabularnych nie możemy jednak zdobyć ich wystarczająco dużo, przez co zmuszani jesteśmy do przechodzenia poziomów dodatkowych (które właśnie przez to przestają być opcjonalną atrakcją). Wiele z tych ostatnich to areny, które musimy oczyścić z przeciwników, czyli pójście po linii najmniejszego oporu, w czasie rozpaczliwej próby wydłużenia czasu rozgrywki.

Razem z ogromną, reklamowaną wszędzie zmianą, przyszło również kilka mniejszych, którymi twórcy już tak chętnie się nie chwalili. Są one dla mnie kompletnie niezrozumiałe. W Artifacts of Power zniknął, znany z poprzednich części, system rozwoju postaci. Ogromne ograniczenia dotknęły Amadeusa. Teraz może on wyczarowywać jedynie skrzynię i to nie więcej niż jedną naraz. Po stworzeniu drugiej pierwsza znika. Mnie, jako, że grałem Zoyą bezpośrednio to nie dotknęło, jednakże brakowało trochę budowania wymyślnych konstrukcji, pozwalających pokonywać poziomy nie do końca tak, jak wymyślili to projektanci. Innymi słowy – odebrano nam masę frajdy, nie dając w zamian absolutnie nic.

trine3

Całość może i dałoby się jakoś przeboleć, gdybyśmy dostali ukończoną grę, a tak niestety nie jest. Nie mam tu jednak na myśli obecności błędów, bo tych zbyt wiele nie ma (chociaż podczas jednej z rozgrywek fizyka oszalała i kilka obiektów w efektowny sposób dokonało samozniszczenia na naszych oczach). Po prostu w pewnym momencie produkcja, ni z gruchy ni z pietruchy, kończy się. Po pierwszym i ostatnim bossie (choć początkowo wydawać by się mogło, że czeka na nas jeszcze co najmniej dwóch) fabuła się urywa. Po raptem kilku godzinach gry. W tym czasie historia ledwie zaczyna się rozkręcać i jest daleko od końca. Twórcy przyznali się, że gra ich najzwyczajniej w świecie przerosła. Pieniędzy starczyło im raptem na 1/3 tego, co zaplanowali zrobić.

trine2

[Dominika] Okazjonalnie postanowiłam wtrącić swoje 3 grosze, jako że graliśmy razem i… niestety muszę się z tym wszystkim zgodzić. Gra jest zbyt krótka i zbyt okrojona jak na to, co obiecywali nam twórcy, dlatego też mam mieszane uczucia. Trine 3 jest tak samo piękny, jak poprzednie części (ma również iście fantastyczne bugi – pierwszy raz widziałam, żeby most w grze zaczął żyć własnym życiem, wyteleportował mnie na drugą stronę od tak po czym sam poleciał gdzieś w górę i zniknął, tylko po to by spaść w jakieś w jakiejś… dziwnej formie, Brzmi niewiarygodnie? Mamy to nagrane! 🙂 ), jednak nie bawi już tak, jak poprzednie części, ze względu na ograniczenia bohaterów. Lubiłam w poprzednich częściach grać Amadeusem, bo mogłam budować niesamowite konstrukcje czy przenosić współtowarzyszy. Teraz zostałam ograniczona do posługiwania się jednym „boxem”. Auć. W każdym razie, ponieważ wszystko zostało już powiedziane, mam tylko nadzieję, że twórcy nie zrażą się negatywną opinią fanów i będą dalej robić świetne gry.

Dlaczego? Po co było pchać tę grę na siłę w trójwymiar? Wystarczyło dać więcej tego samego, być może wprowadzić kilka pomniejszych zmian i wszyscy fani byliby zadowoleni. Niestety tak nie zrobiono, przez co podczas grania w Trine 3 ma się wrażenie obcowania z produktem niepełnym. Mam nadzieję, że nie pociągnie to Frozenbyte na dno. Szkoda by było tak utalentowanych twórców.