Krytyka frustracji blogera: Kto robi gry?

W czasie swoich internetowych wojaży nie uczęszczałem dotychczas na bloga zagraceni.pl, mimo iż słyszałem o nim wcześniej. Zachęcił mnie dopiero wpis udostępniony i skomentowany na Facebooku przez mojego znajomego. Tak, przeczytałem ten wpis. Tak, wracałem do niego. Dlaczego? Po pierwsze, chciałem się upewnić, czy na pewno czegoś nie zrozumiałem opacznie. Po drugie, śledziłem ciekawą dyskusję w komentarzach.

Prawie konstruktywna krytyka
Pod ostrzał trafił wpis z 18 kwietnia 2013 roku: „Kto robi gry? Młodzi ludzie bez rodziny i dzieci”
Wstęp jest typowy i poza kilkoma mało odkrywczymi spostrzeżeniami przytacza raport Penny Arcade ze strony.
Dalej jest niestety coraz gorzej.

Nie mam o czym pisać, więc napiszę cokolwiek i będzie fajnie
Punktem wyjścia, czy też zarzewiem frustracji jest zaczerpnięta z raportu informacja, że przeciętnym pracownikiem branży gier komputerowych jest 31-letni biały mężczyzna bez dzieci. Takiego statystycznego potworka powinno się wyśmiać, a nie brać jako podstawę jakiejś dyskusji. Cóż, nic bardziej mylnego.
Jeżeli siedzisz na krześle, to lepiej usiądź na podłodze, bo z niego spadniesz.
Uwaga, uwaga, do jakiego wniosku doszedł autor wpisu?
„Co taki mężczyzna wie o empatii, podejmowaniu decyzji, długofalowym planowaniu, motywacjach? Nic nie wie.”
Po przeczytaniu tych słów ręce mi opadły i wahałem się, czy to zabieg retoryczny, czy zwykła bzdura. Ku mojemu zdziwieniu i zniesmaczeniu, jednak to drugie. Bynajmniej nie wyrwałem tych zdań z kontekstu, żeby zmienić ich znaczenie. Znaczą dokładnie to, co widać. Gdyby nie przeczyły temu fakty, mógłbym to zrzucić na karb braku życiowego doświadczenia, mało kontaktów z ludźmi, etc. Ale, o zgrozo, to wszystko byłaby nieprawda!
Gwoździem do trumny jest kolejny fragment:
„Do czego zmierzam? Do tego, że gry są robione przez ludzi, którzy mnie nie rozumieją, a ja nie rozumiem ich, bo jesteśmy w zupełnie innych miejscach w życiu. Uważam, że człowiek, który nigdy nie miał potomstwa, jest kimś zupełnie innym, niż ten, który przeszedł ten krok.”
Z ostatnim zdaniem się zgadzam, ale jak to się ma do tworzenia gier? Nijak!


Na moje oko

Podobnie jak autor feralnego wpisu, wyjdę od nieszczęsnego, bezdzietnego, statystycznego, białego 31-latka, który ma tylko 1-3 lat doświadczenia w branży. Chwilka zastanowienia i minimalna znajomość branży wystarczą, by domyślić się, dlaczego statystycznie nie posiada on dzieci, a przy tym ma tak krótkie doświadczenie. Przecież w branży gier są zatrudnione rzesze dwudziestolatków – programiści, testerzy, graficy, muzycy. Młodzi ludzie, siłą rzeczy, nie mogli zbyt długo pracować w branży. Ale to i tak nie oni decydują o ostatecznym kształcie produktu w procesie tworzenia. Więcej do powiedzenia mają główni projektanci i scenarzyści, którzy z kolei przeważnie mają już większy staż pracy. Nie będę w tym miejscu tłumaczył tematu dzietności, bo po pierwsze jest dosyć oczywisty, po drugie jest kwestią osobistego wyboru.

Do czego zmierzam?
Do tego, że dalsze rozważania nie mają głębszego sensu. W zasadzie, są go całkowicie pozbawione.
Jaki związek ma posiadanie dzieci i empatia?
Jaki wpływ ma posiadanie dzieci na ogólną wiedzę mężczyzny o podejmowanie decyzji, długofalowym planowaniu i motywacji?
Jaki to ma związek z jakością wytwarzanych gier w ogóle?
Wreszcie jaki związek ma dzietność twórców i jakość gier dla dorosłych?
Moim zdaniem odpowiedź w większości przypadków jest jedna i taka sama – żaden. Nie tędy droga. Sam chciałbym kiedyś mieć dzieci i jestem świadomy niemal wszystkiego, co się z tym wiąże. Czy z tego powodu byłbym lepszym twórcą?
Nie trzeba zjeść pączka, żeby wiedzieć, że jest słodki.

Słowem zakończenia
„Dlatego też cieszę się, że w którymś momencie poniósł mnie entuzjazm i wpłaciłem w ciemno pieniądze na Tormenta i Wastelands 2, gry przygotowywane przez weteranów branży. Dziś mniej mnie interesuje, jakie gry robili piętnaście lat temu. A znacznie bardziej to, że mają po 40-50 lat i z definicji mają mi do powiedzenia więcej niż 31-letni, biały mężczyzna bez dzieci.”
A to właśnie kompletna bzdura. Też wpłaciłem w ciemno pieniądze na Tormenta i Project:Eternity, ale nie ze względu na wiek twórców, co byłoby idiotyzmem, tylko biorąc pod uwagę ich dokonania, doświadczenie i pamięć poprzednich produkcji.
Wiek, to nie to samo, co wiedza, doświadczenie i mądrość.
Pozory mylą.

Bartłomiej „Harwer” Listwon