Kubek relaksującej melisy, czyli Refunct

Są takie gry, które działają jak terapia. Gdy po ciężkim, stresującym dniu siadasz przed komputerem z kubkiem herbaty i kanapką, wybór produkcji mającej umilić wieczór jest niełatwy. Naładowani negatywnymi emocjami możemy wybrać krwawy, intensywny fps, który pozwoli nam się wyżyć, ale może też niepotrzebnie nas podminować. Oprócz tego są też gry fabularne czy multiplayery, wymagają one jednak skupienia, wysiłku, a my jesteśmy zmęczeni i zirytowani. Ale jest też gatunek relaksujących platformówek, który swoim idyllicznym nastrojem i spokojnym gameplayem potrafi być idealnym remedium na zszargane nerwy. I taką właśnie grą jest Refunct autorstwa Dominique’a Grieshofera.

ref5
 

Refunct jest bardzo prosty – na tyle prosty, że wrzuca nas w swój świat od razu, bez jakichkolwiek tutoriali czy tekstów na ekranie. Nie mówi nam nic o naszym celu, zachęcając, żebyśmy poznali go sami. Po włączeniu gry znajdujemy się na złożonej z betonowych platform wysepce pośród błękitnej wody. Nieśmiało podchodząc do pierwszej z nich znajdującej się przed nami, odkrywamy, że po nastąpieniu na nią, zmienia się z szarej w zieloną. I to jest w zasadzie wszystko co musimy wiedzieć. Skaczemy z jednej na drugą, przywracając do życia poszarzały świat. W niektórych miejscach znajdujemy czerwone guziki, które odblokowują nowe platformy, aby nam za szybko nie zabrakło po czym biegać. Wszystko to bez cienia przemocy, ponieważ w grze nie ma żadnych przeciwników.

ref3

Refunct stanowi również niewątpliwą przyjemność dla oczu. Twórca wyraźnie postawił na kreowanie piękna poprzez minimalizm i prostotę. W grze dominują kojące kolory. Mamy więc pełno szarości i zieleni, wszystko pośród lazurowej wody. Sama woda również zasługuje na uwagę – jest dopracowana i dobrze zgrywa się z otoczeniem. Ponadto światło jest dynamiczne i w ciekawy sposób wpływa na kolorystykę otoczenia. Możemy obserwować jak świat zmienia się, przechodząc z jasnego poranka w stonowane popołudnie, a następnie w gwieździsty wieczór. Nie ma tutaj jednak niczego, co rzuci nas na kolana, otoczenie w grze jest raczej monotonne. Na słabszych komputerach zdarza się, że grafika się rozmazuje, co może być męczące.

ref

Dużym plusem jest fantastyczna muzyka autorstwa Kristoffersona. Nadaje grze relaksującą, marzycielską aurę działającą lepiej niż podwójna szklanka melisy. Na korzyść wpływa też spokojny gameplay, przy którym bez pośpiechu zjemy kanapkę, bez strachu, że nas coś ominie. Można grać nawet jedną ręką, bo nie da się umrzeć. Niestety, produkcja jest bardzo krótka, wystarczy godzina na przejście całości. Są też miejsca, w których można się zablokować, co zmusza do rozpoczynania rozgrywki od początku. Mimo to, Refunct jest warte uwagi. Działa jak wizyta u terapeuty, i to za cenę dobrej kawy.