Leviathan: The Last Day of the Decade

Poznajcie Olivera Vertrana, który ma osiem lat, mieszka w stolicy państwa Leviathan i jest szlachetnego urodzenia. Oliver wraca do domu ze szkoły… z odciętą głową w plecaku, ponieważ szykuje się do odprawienia rytuału przyzywającego pomniejszego demona. Kolejny zwykły, szkolny dzień? Żeby się o tym przekonać, jedyne co pozostaje graczowi, to ruszyć drogą za Oliverem i dowiedzieć się więcej.

Taką fabułą wita nas gra Leviathan: The Last Day of the Decade od studia Lostwood Games – przygodówka osadzona w świecie mrocznego fantasy. Na pierwszy rzut oka świat ten kojarzyć się może z XIX wiekiem, ale futurystyczne metro, niesamowite telefony komórkowe i inne cyberpunkowe cacka szybko przekonują o tym, jak unikatowy jest świat Leviathana. W kraju rządzi Król Plagi (oryginalnie ‚the Plague King’), który gdy zechce, wywołuje plagę o nazwie Dekada, zagrażającą wszystkim oprócz wysoko urodzonych ludzi.

Gra podzielona jest na pięć rozdziałów. Pierwszy z nich, służący za wprowadzenie do historii Olivera, jest darmowy. Osobiście, po jego przejściu, nie mogłabym się oprzeć zakupowi pozostałych. Przede wszystkim ze względu na fabułę i wygląd gry. Jest świetnie narysowana, a postaci, z którymi się stykamy, mają niesamowicie wyrazistą mimikę twarzy. Do tego każda twarz ma w sobie pewną charakterystyczną naturalność i ludzkość. Do obsługi gry wystarczy nam myszka, jednak nie powiedziałabym, że przez to Leviathan jest grą prostą. Jeżeli nie chcemy korzystać z podpowiadającego oka, widzimy jedynie jednolity obraz, na którym wszelkie punkty, które mogłyby nas interesować, nie są w żaden sposób oznaczone. Pozostaje jeszcze trudność wyborów. Już od pierwszych chwil gra jednoznacznie daje do zrozumienia, że każdy wybór niesie ze sobą odpowiednie konsekwencje i ma ogromny wpływ na toczącą się historię. Kolejnym elementem tworzącym niepowtarzalny klimat tego tytułu jest muzyka. Potrafi nie tylko oddać sytuację, w której się aktualnie znajdujemy, ale posiada również pewną filmową charakterystyczność, dzięki której bardziej wczuwamy się w całą historię.

Leviathan 02

Leviathan: The Last Day of the Decade, to z pewnością bardzo wyjątkowa przygodówka (która właściwie ma chwilami więcej wspólnego z interaktywną opowieścią). Nie tylko ze względu na fabułę czy świat, w którym została osadzona. Jest to zdecydowanie bardzo poważna gra, poruszająca wiele dojrzałych tematów, jak brak równości i represje, homoseksualizm, politykę, wyalienowanie czy kryzys tożsamościowy. Dlatego też przeznaczona jest dla bardziej dojrzałych odbiorców. Wybory, o których pisałam wcześniej, bywają moralnie skomplikowane, a i historie opowiadane przez postaci, które spotykamy na swojej drodze, nie należą często do przyjemnych bajek na dobranoc.  Pomimo tego, że staram się zawsze być dobra w grach, całkiem niechcący udało mi się wyjawić sekret koleżanki z klasy, zostać pobitą przez grupę dzieci, a nawet kogoś zabić.

 Niestety w kilku momentach fabuła wydaje się być rażąco naiwna. I jest to właściwie mój jedyny zarzut do tej produkcji. Dlaczego? Dlatego, że nie wiem, w jak bardzo alternatywnym świecie jeden ośmiolatek może iść ze szkoły z odciętą ludzką głową i nie wzbudzić żadnych podejrzeń, a jego kolega może z kolei niepostrzeżenie odciąć głowę od zwłok kobiety i mówić o tym, jakby nic się nie stało. Na szczęście od drugiej połowy pierwszego rozdziału naiwne rozwiązania ustępują naprawdę solidnie napisanej fabule. Bardzo interesującym rozwiązaniem fabularnym jest też dziesięcioletni przeskok w przyszłość między pierwszym i drugim rozdziałem. O tym jednak, co dzieje się dalej, nie będę mówić, ponieważ nie mam zamiaru nikomu odbierać przyjemności z odkrywania tajemnic Olivera i pozostałych bohaterów.

Acha! Jest jeszcze jeden minus tej gry. Do tej pory nie wydano wszystkich rozdziałów, więc nie wiadomo, jak cała historia się zakończy. Co z kolei wprawia mnie we frustrację. Wziąwszy pod uwagę to, jak trudne i różne potrafią być wybory w tej grze, najprawdopodobniej czeka na nas kilka możliwych zakończeń. Przez klimat gry i moje dotychczasowe dokonania  odnoszę wrażenie, że happy endu raczej nie powinnam się spodziewać.

Karolina ‚Lindetiel’ Urban

 

ZALETY:
5
WADY: