Martwa mechanika, czyli parę słów o Dead Pixels

Obiecałem sobie, że z tematami zombie kończę i znajdę sobie jakiś inny fajny motyw do obadania. Niestety, wciąż żyjące trupy spotykam na każdym kroku. Gdy dostałem do recenzji Dead Pixels, liczyłem na grę o naprawianiu martwych pikseli na monitorze. A dostałem kolejną grę o zombie. Nie mam nic do zombie, ale czy ta gra spełnia oczekiwania?

Od czego by tu zacząć, może od tego, że jest to gra o zombie. Tyle w sumie sami wywnioskujecie po wstępie. Gra też nie jest jakimś nowatorskim pomysłem, nie jest to „prawdziwe przetrwanie w świecie zombie” – nie, to raczej bicie fal trupów po głowach. Bicie to dobre słowo, bo gra jest z gatunku beat’em’up. Nasza postać spaceruje od lewej do prawej przez ulice miasta, czy przez supermarket, by dojść do swojego celu. Ale od początku. Gra posiada trzy tryby.

Pierwszy z nich to kampania główna zwana Dead Pixels (kampanie są w formie plakatów, takie nawiązanie do Left 4 Dead), w której nasz bohater musi dotrzeć do bezpiecznej strefy. Na najniższym poziomie trudności, jest to 10 lokacji, a z każdym kolejnym przybywa o 10 więcej, by w ostatnim dowiedzieć się z opisu, że „Programista od AI nas nienawidzi”, co skutkuje tym, że zombie stają się odrobinę bardziej rozumne niż zwykle. Ten tryb prócz ciężkiej walki oferuje nam dużo więcej, niż zwykłego beat’em’upa – możemy tutaj przeszukiwać mieszkania [oczywiście, odbywa się to tak, że podchodzimy do drzwi w głównej lokacji i widzimy co jest w środku], handlować z sprzedawcami w domach [co tam apokalipsa zombie, muszą być zyski] oraz istnieje jako taka warstwa fabularna. Jeśli mamy takie pragnienie, to możemy rozwijać naszą postać i jej parametry, jak szybkość czy umiejętność strzelania. Swoją drogą, jest to jeden z najsłabszych elementów gry – każda kolejna umiejętność jest okropnie droga, a jako, że amunicji ciągle brakuje, ciężko zaoszczędzić prawie dwa tysiące dolarów na trochę więcej życia, czy umiejętność „Szczęście”. Da się grę przejść bez tego, ale fajnie się rozwijać. Twórca nie daje nam za bardzo możliwości i tym samym możecie się zawieść na tym aspekcie gry.

Kolejna kampania to The Solution – wybieramy w niej jedną z kilku postaci, która ma już bardzo rozwinięte parametry, lecz jedne są gorsze, drugie lepsze. Tutaj gra miała stać się typowym beat’em’upem, bez wypasów z poprzedniego trybu. Niestety, cała frajda jaką dawało przetrwanie z małą ilością amunicji w poprzednim trybie uleciała. Przez to tryb stał się nudny i monotonny, a i też nie można było go skończyć prędko, żeby przyklepać i mieć spokój.

Ostatnia z nich to The Last Stand, która jest trybem hordy, z rozwijaniem postaci z kampanii Dead Pixels. Miał to być tryb fajny, gdzie można taktycznie podejść do przetrwania i bronić się przed kolejnymi falami. Tutaj jednak mimo pomysłu, wyszedł głupi problem z … strzelaniem. Strzelanie w grze to rzecz względna – w poprzednich trybach, gdzie biegliśmy ciągle, musieliśmy być w ruchu i unikać wroga, strzelanie nie sprawiało takich problemów. Problem się pojawił, gdy postać stała w miejscu, ruszając się w małym pomieszczeniu. Nasza postać nie jest mobilna, nie można ustawić się, ustrzelić parę trupów, zmienić pozycje. Trzeba biegać ciągle, a czym robi się ciaśniej, tym szybciej zdajemy sobie sprawę, jak bardzo jesteśmy w ślepym zaułku.

DP Screenshot

Rozwałka w Dead Pixels potrafi być czasem przyjemna.


Podsumowując kampanie – był potencjał. Naprawdę, potencjału grze nie można odmówić, jednak wyszło jak wyszło, czyli kiepsko. Gra jest wymagająca w pierwszej kampanii – ciężko przeżyć, na początku jest łatwo, ale z lokacji na lokacje czuć tłok wśród zombie, a niektóre ich odmiany mogą nam napsuć krwi. Wiecznie brakuje amunicji, a walka wręcz jest żałośnie nieskuteczna. Z trupów wypadają monety i cała kasa idzie na amunicje. W grze mamy masę broni – naprawdę, twórca postarał się, by gracz miał wybór. Są różne odmiany trzech rodzajów – shotguny, bronie pół-automatyczne i karabiny maszynowe, a do tego granaty różnego rodzaju. Podstawowe odmiany znajdziemy bez problemu w opuszczonych budynkach, ale te lepsze trzeba kupić.

I tutaj pojawia się dylemat – kupić super broń czy … amunicje do niej? Rozumiem, że pomysł z sporą ilością broni jest świetny, ale skoro nie mamy do niej amunicji, to jest bezużyteczna. Gra oferuje też każdą kampanię w trybie kooperacyjnym – jedynie lokalnie, na jednym pececie. Świetna sprawa, według mnie takich gier brakuje trochę i ucieszyłem się, że mogę w nią zagrać z siostrą. Jest fun, jak w większości gier z co-op, natomiast niestety wciąż widać nieprzemyślany system gry. Jeśli ktoś potrafi przymknąć oko, to w dwie osoby na pewno zabawa będzie przednia.

DP

Klimat apokalipsy jest, ale mechanika wszystko psuje.


Grafika, to ważna część gry. Tutaj jest stylizowana na stare, dobre 8-bitowe piksele. Bardzo fajnie narysowane, ma swój stary klimat i jest po prostu słodkie. Do tego nałożono na grę filtr – przypomina on postarzający wypas w Movie Makerze od Windowsów – pojawiają się różne kreski pionowe niczym na starych kliszach, plamki na ekranie, a całość jest nieco przyciemniona. Ładne i przyjemne, grafice nie mam nic do zarzucenia.

Postacie są fajnie narysowane, zombie jest kilka rodzajów i oczywiście się masowo powtarzają, ale to zrozumiałe przecież.

Muzyka natomiast także mnie zaskoczyła, ale też nie jest idealnie. Główny temat lecący w czasie gry jest strasznie nieklimatyczny, nie czuć przez to apokalipsy i zagrożenia, walki o przetrwanie. Spodobał mi się motyw muzyczny w sklepach, jest bardzo przyjemny, wręcz melancholijny. Nie byłbym zły, gdyby taki leciał podczas gry – nawet sobie go włączyłem w tle grając i wyłączyłem muzykę z gry. Gra zyskała wiele na klimacie.

Podsumowując, przy grze idzie się naprawdę dobrze bawić, jeśli się przymknie oko na niedoskonałości, natomiast nie wiem na ile gra może was zainteresować. Jeśli lubicie stare dobre chodzone nawalanki, z dodatkiem broni, to warto sprawdzić, chociaż możliwe, że znudzi was ona. Gra nie posiada dema, ale zwiastun powinien was nakierować na odpowiednią ścieżkę. Natomiast jeśli macie parę groszy na koncie i chcecie pograć ze znajomym, to warto chyba. Gra jest tania, a w promocji to będą naprawdę, same miedziaki. Plusy:

  • Staroszkolna, fajna grafika
  • Niektóre utwory z soundtracku są przyjemne
  • W dobrym towarzystwie co-op daje sporo zabawy
  • Pomysł ze sklepami
  • Jest prawdziwe przetrwanie

Minusy:

  • Rozwijanie postaci jest fatalnie zbalansowane pod względem finansowym
  • Utrudnione strzelanie/celowanie
  • Źle dobrane aspekty pod różne tryby gry
  • Poziom trudności = Liczba nudnych poziomów
  • Masa bezsensownych rozwiązań.

Ocena: 52% [Gra przeciętna, posiada masę błędów, ale ma swoje plusy. Można pograć, ale nie warto oczekiwać nie wiadomo czego. ] Martwe piksele zabijał dla was: Bartek „Szyba” Trzonek.

Autor: Szyba

  • Tomasz

    Gra jest OK, fajny old school. Moim zdaniem: kupować. Mi się gra nie nudzi 🙂

1ndieWorld

Uniwersum indie games nie jest już rajem dla geeków, fantazją nerdów, undergroundowym dziwactwem…

Gry niezależne kształtują mainstream, narzucają trendy, zmieniają świat.

Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby pomóc naszym użytkownikom odkryć magię indie. Pierwszy w Polsce serwis, poświęcony wyłącznie produkcjom niezależnym – 1ndie World – jest jedyny w swoim rodzaju, stawia na uczestnictwo, pobudza do działania, odświeża umysł.

Twitter

RT @mrRyJek: I tyle... wow #yonder https://t.co/XbBhuuFXdo
RT @thibaultsimar: Re-textured an old scene, playing with lights. #voxel #magicavoxel https://t.co/PaPdE7ujk3