Mechy w natarciu, czyli recenzja Brigador

Marzyło Wam się kiedyś, by zasiąść za sterami mecha, zrobić wielką rozpierduchę, a przy okazji zarobić trochę mamony i wyzwolić miasto? Jeśli tak to Brigador, gra studia Stellar Jockeys, jest idealna by w końcu znaleźć się w takich okolicznościach. Dodajmy do tego świetny setting oraz soundtrack i mamy gierę, która zapewni wiele godzin solidnej rozrywki.

brigador 4

Great Leader is dead…

Brigador to taktyczna strzelanka 2D w rzucie izometrycznym. Wcielamy się w pilotów/najemników, którzy w teorii mają wyzwolić miasto, ale zostają wynajęci przez organizację SNC (Solo Nobre Concern), która po upadku Wielkiego Lidera/Przywódcy, ma chrapkę na poszczególne miejsca strategiczne w metropolii Solo Nobre (wiadomo, każdy chce uszczknąć coś dla siebie podczas rewolucji). Solo Nobre to stolica kolonii kosmicznej Novo Solo, żyjącej przez wiele lat w izolacji będącej konsekwencją niecnych rządów dyktatora. Przyznam, że fabuła z pozoru nie jest skomplikowana, ale jeśli wczytamy się (tak tak wczytamy, bo nie ma tu typowych filmików) w umowy, czy opisy w sekcji Acquisitions, to dowiemy się wielu ciekawych rzeczy, np. że nasza umowa, którą podpisaliśmy, owszem zawiera akapit o dużej gratyfikacji pieniężnej w przypadku powodzenia misji, do której zostaliśmy wynajęci, ale jeśli zginiemy, to korpo-organizacja wyprze się nas przy pierwszej okazji (tak tak, wszystko jest na papierze!). Jak wspomniałam po obaleniu Wielkiego Przywódcy o władzę ścierają się trzy frakcje plus rzeczona korporacja. Gdy Lojaliści, Corvid i Spacer walczą ze sobą SNC podkupuje poszczególnych żołnierzy, by wykonali dla nich brudną robotę, za godziwą zapłatą oczywiście. Wiadomo pilot tez człowiek i swoje potrzeby ma i kilkoma złociszami nie pogardzi. Aczkolwiek każdy z nich ma swoją historię i działa z innych pobudek. Degeneracja moralna, alkoholizm, potrzeba mamony, czy po prostu wiara w dobre intencje organizacji, to tylko niektóre z nich.

Oczywiście fabuła jest tutaj raczej miłym dodatkiem, który sprawia, że danie główne w postaci rozwałki smakuje wyjątkowo wybornie. Bo piękno Brigador polega na tym, że wykonując poszczególne misje możemy niszczyć absolutnie wszystko co stanie nam na drodze: budynki, pojazdy, posterunki z bronią, gdzie uzupełniamy amunicję, do tego rozgniatanie biegających w pobliżu cywili czy żołnierzy… no po prostu bajka.

brigador 3

Do gry wprowadzają nas krótkie misje treningowe, pozwalające na zapoznanie się z każdego rodzaju pojazdem. Mamy ich tu prawdziwe zatrzęsienie, ale można je z grubsza podzielić na trzy główne grupy: mechy, czołgi grawitacyjne oraz maszyny z różnym podwoziem (gąsienicowym czy „klasycznym”). Każdy z nich rządzi się swoimi prawami i ma inne możliwości oraz sposób kierowania, którego opanowanie jest kluczem do sukcesu. I tak na przykład mechy mogą stąpać po swoich przeciwnikach oraz przyjmować pozycję obronną, która redukuje obrażenia; czołgi grawitacyjne bez problemów przemieszczają się nad niskimi przeszkodami i mogą zgniatać to, co znajdzie się pod nimi; inne pojazdy natomiast posiadają umiejętność szarży/taranowania.

brigador 5

Solo Nobre must fall…

Sama kampania liczy 21 misji, w których wybieramy jeden z kilku pojazdów przygotowanych pod to konkretne zlecenie i ruszamy w drogę. Większą swobodę w wyborze mechów i ich dostosowania do poszczególnych zadań mamy jednak w trybie freelance. Cóż to takiego? Zarabiając mamonę podczas misji w kampanii możemy wykupić dostęp nie tylko do dodatkowych zleceń, ale przede wszystkim odblokować różne rodzaje pojazdów, ich komponenty/pancerz, uzbrojenie oraz umiejętności specjalne. Maszyny można wyposażyć w broń główną i dodatkową. I tu wybór jest spory, od lekkich działek, lasery, aż po artylerię i inne cholerstwa, którymi jeśli się dobrze trafi, to nie ostanie się kamień na kamieniu… Warto tu wspomnieć, że specjalne zdolności działają na nieco innych zasadach niż klasyczne uzbrojenie – odnawiają się z czasem, także nie trzeba się martwić, że ich zabraknie, a bywają kluczowe w trudnych sytuacjach. Mowa tu o zasłonie dymnej, granatach EMP, kamuflażu czy pocisku/ładunku kinetycznym. We freelance oprócz pojazdu i jego broni wybieramy również pilota, a każdy z nich ma inne bonusy/mnożniki zarabianej kasy. Dodam jeszcze, że misje w obu trybach skupiają się głównie na zniszczeniu konkretnych budynków czy zlikwidowaniu konkretnego człowieka lub maszyny, a w trybie freelance przeciwnicy generują się proceduralnie, także żadna misja nie będzie taka sama.

brigador 7

No mercy

Jeśli chodzi o poziom trudności muszę stwierdzić, że gra do łatwych nie należy i w dużej mierze polega na dobrym opanowaniu sterowania pojazdów, precyzyjnego celowania oraz dostosowania taktyki do okoliczności. W kampanii poziom zwiększa się sukcesywnie w miarę postępów, ale już w pierwszych misjach da się odczuć, że nie ma żartów. Nawet z najpotężniejszego mecha pozostanie kupa złomu, jeżeli wdamy się w bezmyślną wymianę ognia z chmarą przeciwników. A ci są różni. Mamy typowych obserwatorów, którzy jak nas namierzą, to zaraz wszczynają alarm i całe miasto aktywuje blokady, które utrudniają szybkie poruszanie się, ale i zwołują też swoich silniejszych koleżków. Mamy typowe „tanki”, których lepiej nie atakować od frontu, powolne artylerie, które po rozwaleniu pozostawiają dużo energii służącej zwiększenia wytrzymałości naszej tarczy energetycznej, czy też małe, ale za to piekielnie zwrotne, dwukołowce. Także jak widzicie różnorodność jest duża – od małych, szybkich i zwinnych, po wielkie opancerzone molochy. Ale naprawdę gorąco robi się, gdy atakują wszystkie naraz… to jest dopiero hardkor. Warto dodać również, że rozgrywka w Brigador działa trochę podobnie co w grach typu rougelike – gdy skończy się nam pasek życia, musimy rozpocząć całą misję od początku.

brigador 8

Pixel massacre

Jeśli chodzi o walory estetyczne w Brigador, to wzrok przykuwa dopracowana w każdym najmniejszym szczególe sceneria miasta oraz świetny setting przypominający lata 80. i 90. ubiegłego stulecia. Trochę to przypomina Blade Runnera albo oldskulową gierę Syndicate z 1993 roku. Walczymy w różnych lokacjach – od zielonych przedmieść czy zwykłych blokowisk, po dzielnice rozrywki pełne świecących neonów. Całość jednak podana jest w surowej, „przygaszonej” i „brudnej” scenerii lat 80. Nie ma tu miejsca na radosne, tęczowe kolorki. Jest mrocznie i czuć ogarniający miasto chaos, cywile biegają jak opętani, a efekt anarchii potęguje fakt, że wszystko wokół da się rozwalić. Ponadto gra jest jednym wielkim pixel-artem i to w bardzo dobrym stylu. Widać, że twórcy poświęcili na to wiele czasu. Do tego soundtrack duetu Makeup and Vanity Set – klimatyczny sythwave, idealny pod rozwałkę.

Podsumowując, Brigador to gra wyborna i wolna od błędów (przynajmniej ja nie spotkałam się z żadną niedoróbką). Mechy, swoboda w doborze uzbrojenia, pancerzy i pilotów. Wspaniały soundtrack, retro klimaty i doskonała pixel-artowa grafika. Gra bez zbędnych upiększaczy. Czysta rozpierducha dla wymagających.