Miecz chybił, czyli recenzja Legends of Aethereus

Na  grach RPG spędziłem pół życia i wciąż jest to mój ulubiony gatunek gier. Jego potencjał zresztą ostatnimi czasy przelewa się na inne typy gier, do tego stopnia, że ze świecą dzisiejszymi czasy szukać tytułu w którym nie ma poziomów doświadczenia. Nawet grom wyścigowym nie udało się uciec pod tym względem. Tutaj jednak mamy do czynienia z RPG w jego czystej postaci. Bieremy w łapę miecza i torcze i hurra na hordy wrogów.

Wydaje się idiotycznie banalne jeśli spojrzeć na to pod tym kątem, ale czy np. Diablo było tak naprawdę inne w tym aspekcie?

Co pierwsze rzuca się w oczy? Podchwytliwe pytanie, bo odpowiedź jest prosta – grafika. Tutaj być może trochę inaczej patrzę na stan rzeczy niż typowy gracz. Podczas gdy normalna reakcja zazwyczaj zamyka się w „ok, tak gra będzie wyglądać, teraz chce wiedzieć jak się w nią gra”, moja jest trochę inna i pozwolę się przy niej zatrzymać na chwilę, zanim przejdziemy do części „jak się w nią gra”.

Legends of Aethereus próbuje wyglądać ładnie w realistycznym znaczeniu tego słowa. Są cudownie wyglądające gry, które nie silą się na realizm – Super Meat Boy, Limbo, Terraria etc. Fakt pójścia w surrealizm często jest dyktowany ograniczonymi zasobami ludzkimi, które można by skierować ku pracy nad teksturami, oświetleniem itd. Zrobienie gry, która wygląda jak świat za oknem jest ogromnym przedsięwzięciem i szczerze mówiąc, jeśli ktoś się już decyduje na ten krok, powinien być wpierw niezwykle pewny, że sama mechanika gry jest na tyle dobra, że czas pracy designerów będzie w pełni uzasadniony.

legends-of-aethereus-1ndieworld-com-recenzja (6)

Tymczasem, podczas gdy my lamentowaliśmy nad tym, jak działa świat, gra się załadowała i możemy postawić pierwsze kroki w naszym nowym świecie, pełnym przygód i wyzwań.
Pierwsze spojrzenie w lewo i prawo – wszystko wydaję się być ok. Znajdujemy się w porcie, który być może nie „tętni życiem” ale też nie jest opustoszały. Szare NPC’e przechadzają się po ulicach, gra światła i cieni wygląda absolutnie do przyjęcia, woda pływa, tekstury się nie łamią – dobry początek. Czas poszukać questów. Kompas w prawym górnym rogu wskazuje mi drogę, zaczynam więc biec do…
cholera.
Postać nie dość ze ma kij za kręgosłup to jeszcze podnosi kolana jak na „wuefie” w podstawówce. Wiedziałem, że wszystko zapowiadało się zbyt pięknie. Jestem w stanie jednak wiele wybaczyć, przymknąć oczy do stopnia gdzie już niewiele widzę. Potrzebuje tylko czegoś, co mnie zatrzyma przy tytule. Jakiegoś elementu, z którego będę czerpał wystarczająco dużo przyjemności, aby uzasadnić poświęcanie dalszych godzin mojego życia na daną grę. Potrafiłem spędzić 100h+ trenując postacie w Disgaea tylko dlatego, że był przeciwnik, który wymagał podobnego zaangażowania. Jak więc widzicie, nie trzeba wiele. Szukajmy więc dalej, wszak dopiero rozpoczęliśmy naszą wędrówkę.

legends-of-aethereus-1ndieworld-com-recenzja (4)

Uderzając kolanami o czoło dobiegam wreszcie do NPC’a, który ma dla mnie quest, żółty wykrzyknik lewitujący nad jego głową nie może kłamać. Krótkie przywitanie, i już wysyłają mnie gdzieś celem zabicia pierwszych hord wrogów. Żadnego obiadu, kina – nic, od razu do rzeczy. Nie gram trudnej do zdobycia (gram dziewczyną) i ochoczo przystaje na propozycję. Zmierzam do portu, przystojny pan pilot zaprasza mnie na pokład swego statku powietrznego, wyruszamy na przygodę!

Lądujemy gdzieś w środku dżungli, lektor, który bardzo stara się brzmieć profesjonalnie tłumaczy nam co zrobić, co się dzieje i podstawowe mechaniki działania gry. Niestety, jego poziom głośności jest na tyle niewyrównany, że na ten moment zastępuję dźwięki gry własną muzyką… przynajmniej takie miałem zamierzenie, mimo zaznaczenia opcji „mute” gra wciąż nie wycisza niektórych dźwięków. Lektora jednak już czytam, a nie słyszę, więc sytuacja jest do przeżycia. Jak mówiłem – jestem w stanie znieść dużo. Nie wychodzę z założenia, że wyznacznikiem dobrego tekstu jest ilość negatywnych wypowiedzi na akapit. Pamiętam, że robię to co robię, bo po prostu sprawia mi to przyjemność, nawet teraz, otoczony bug’ami wciąż gdzieś w środku czerpie przyjemność z każdej minuty.

Przemierzam więc wspomnianą dżungle szukając celu mego zadania. Przeciwnicy nie każą na siebie czekać długo. Nieludzkie skrzeki z pobliskich chaszczy (lektor się już uspokoił więc wyłączyłem mute) sprawiają, że ręka sama sięga po miecz, pora przelać pierwszą krew, czyjakolwiek ona będzie.
Lektor przypomina o swoim istnieniu, tłumaczy podstawy systemu walki. Przytakuje (mentalnie), że zrozumiałem, staje naprzeciw przeciwnika, wciskam lewy przycisk myszy, moja postać unosi miecz w górę ze złymi intencjami, stal przecina powietrze po czym… nie trafiam i nie chodzi tutaj o to, że przeciwnik miał zbyt duży współczynnik uniku, że źle wymierzyłem jego położenie ani nic z tych rzeczy. Nie trafiłem, ponieważ animacja mojej postaci porusza ją do przodu podczas ataku… odsuwając przy okazji przeciwnika podczas jej trwania.
Nie dobrze, trzeba będzie się przyzwyczaić. Trudno. Trochę machania i przeciwnik leży. Parę minut dalej i docieram do kresu przygody, pora wrócić do miasta. Pochwalić się sukcesem i odebrać nowe zlecenie.

legends-of-aethereus-1ndieworld-com-recenzja (2)

Wiecie, że z powyższym zdaniem opisałem Wam praktycznie całą grę? Miasto jest centralnym punktem, do którego powracamy po skończeniu każdej przygody. Możemy tu wykuć nową zbroję, odwiedzić nasz dom w którym znajduje się skrzynia którą możemy traktować jako mały magazynek, pójść na arenę multiplayer PvP/PvE i nie wiele ponad to. Jeśli ktoś kiedyś grał w gry pokroju Vindictus czy C9, to będzie rozumiał ten system doskonale. Wszelkie questy odbywają się na zewnętrznych mapach, generowanych tylko ku temu celu. Mapy również bardzo szybko zaczynają się powtarzać, co nie pomaga.

System rozwoju postaci sprowadza się do trzech belek, gdzie możemy wydawać punkty rozwoju postaci, ciekawą mechaniką tutaj jest fakt, że np. belka siły i zwinności jest połączona i możemy w nią wsadzić określoną, łączną ilość punktów. Więc będziemy musieli się dobrze zastanowić co jest dla nas ważniejsze i jaki balans pomiędzy cechami chcemy zachować. Co poziom doświadczenia, będziemy też rozdawać punkty do skilli, tu nawet nie ma co wiele się rozpisywać, działa to jak w każdym innym RPG. Odblokowujemy skille, podpinamy pod skrót i odpalamy gdy zajdzie taka potrzeba. Co jednak irytujące, odpalenie skillu wymaga określonej liczby przedmiotów, za każdym razem, tak więc musimy dbać też o to, aby mieć ciągle ich wystarczająca liczbę.

legends-of-aethereus-1ndieworld-com-recenzja (3)

Wciąż jednak nie znaleźliśmy celu naszej najważniejszej przygody – znalezienia aspektu gry, który pozwoliłby nam grać dalej. Szukamy więc…
Godziny później i… wciąż szukam. Powtarzające mapy zaczynają już irytować, dużo mniej jednak niż to ciągłe bieganie po nich. Legends of Aethereus wręcz uwielbia kłaść przedmioty wymagane do ukończenia questu w dwóch przeciwnych rogach mapy i oczekuje od nas, że będziemy świetnie się bawić walcząc z przeciwnikami po drodze. Swoją drogą, nauczyłem się już teraz obsługiwać system walki trochę lepiej. Zbijam ciosy dużych potworów, zamiast ich blokować. Potrafię stosować uniki w newralgicznych momentach, potrafię… ustawiać sobie przeciwników w linii przed sobą, wtedy nie patrząc na nic zabijają się same próbując trafić mnie… Gra jednak wciąż jest okrutnie trudna! Włączam quest na poziomie 6, mam 15, nie mniej jednak ginę albo przeżywam jedynie cudem. Dobra, mógłbym włączyć quest na easy zamiast na medium (hard nawet nie dotykam), ale nie gram w gry na easy odkąd skończyłem… 12lat? Normal jest poziomem, na którym oczekuje rozgrywki w sposób, jaki został zaplanowany przez twórców. Jeśli ich planem było ukrycie licznych wad poprzez przysporzenie odbiorcy nieustannego stresu, to im wyślę rachunek za terapie.

Niestety, Legends of Aethereus aż krzyczy o dopieszczenie większości aspektów na które się napotkamy. Nie zrozumcie źle, gra nie jest tragiczna. Mimo tych licznych błędów wciąż jakaś część mnie była chętna na powrót do dżungli, na zdobycie kolejnego poziomu, wykucia kolejnej zbroi. Jak jednak mam to zrobić, gdy jest tak wiele innych tytułów, które nie miałem czasu jeszcze podnieść, a obiecują dużo więcej?

Najlepsze (najgorsze) na sam koniec. Gra kosztuje 28eu. Za tą ceną spokojnie poskładam Wam pakiet 2-3 lepszych gier. Tymczasem sprzedaż Legends of Aetherus widzę w przyszłości głównie jako część wszelkiej maści Indie Bundle.

(Ry)Play

ZALETY:
5
WADY: