Monaco, czyli najfajniejszy napad na bank w historii gier.

Od bardzo długiego czasu czekałem na to, aż będę mógł dostąpić zaszczytu przetestowania najnowszego dzieła ekipy Pocketwatch GamesMonaco. Kiedy tylko na oficjalnej stronie pojawiła się informacja o zamówieniach przedpremierowych, nie mogłem zrobić nic innego, jak tylko kliknąć „buy”.

Właśnie dzięki temu otrzymałem dostęp do ciekawych bonusów (m.in. do oficjalnej ścieżki dźwiękowej), a na dodatek miałem szansę zagrać w prototyp Monaco, który pokazał się na festiwalu IGF w 2010 roku. Na własne oczy mogłem zobaczyć jak przez te 3 lata Monte-Carlo bardzo się zmieniło i ostatecznie przeistoczyło się w Monaco.Jednakże nie będę Was zanudzał tematem Monte-Carlo.

Napiszę jedynie, że rządziły pikselse! Zresztą zobaczcie sami 🙂

 

Oczywiście, chciałbym Was zapewnić, że moje wielkie oczekiwania co do Monaco nie wpłynęły na ocenę końcową. Chcę przede wszystkim wyjaśnić, czarno na białym, jak jest oraz jak mogło być.

Przede wszystkim chciałbym zwrócić uwagę na drugi człon nazwy „What’s Yours is Mine” – to właśnie on jest odpowiedzią na wszystkie pytania.

Dokładnie, tak – Monaco zabiera wszystkie laury produkcjom, które trzymały się klimatu gangsterskiego. Zakochaliście się w Mafii? A może chcielibyście poczuć nutkę adrenaliny w momencie kradzieży gazety z najbliższego kiosku? To i wiele więcej możecie otrzymać właśnie w tej produkcji, która na pierwszy rzut oka może wręcz odrzucać i wydawać się słaba. Nic bardziej mylnego, o nie moi kochani! Spotkałem się z wieloma opiniami krytykującymi rozgrywkę w Monaco. A bo to brzydkie, pikselowe, nie wiadomo, o co chodzi, nawet nie ma sensu w to grać.

Niestety, większość osób, które to mówiła albo: A – oglądała tylko i wyłącznie trailery, albo B – przeglądała statyczne obrazki. Jeśli będziecie oceniać Monaco tylko i wyłącznie na tej samej podstawie co moi rozmówcy, to na pewno nie zaskoczy Was ani grafiką, ani rozgrywką. Jednak, kiedy uruchomicie go po raz pierwszy, to wsiąknięcie na bardzo, ale to bardzo długo!


Podobnie było ze mną. Mimo że początkowo byłem sceptycznie nastawiony do produkcji Pocketwatch Games, zostałem mile zaskoczony, kiedy mogłem już sam pokierować poczynaniami moich zbrodniarzy. Muszę przyznać, że moja dusza została skradziona przez ósemkę złodziei, którzy już od blisko dwóch tygodni robią to samo innym ludziom.

Wróćmy do tego, czym jest Monaco. Jest to przedstawiciel gatunku top-down, w którym wcielamy się w rolę jednego z ośmiu dostępnych złodziei. Naszym zadaniem jest … Okradanie banków! Coś dziwnego prawda? 😀

Oczywiście, opis ten jest całkowicie poprawny, ale nie daje pełnego obrazu tego, co na Was czeka. Można to porównać do słowa: fajne – które w żadnej mierze nie opisuje tego, z czym się spotykamy.

No dobra, mamy nudny opis, więc spróbujmy jeszcze raz – Monaco jest intensywne, słodkie, ekscytujące, wymagające, mądre, zabawne, urocze, szybkie, ale przede wszystkim jest kandydatem do Najlepszej Gry Niezależnej 2013 roku – w mojej subiektywnej ocenie.

Każda z ośmiu dostępnych postaci posiada swój własny wachlarz umiejętności. Tak oto np. Locksmith (ślusarz – srsly?) – jest bardzo, bardzo dobry w jednym konkretnym zadaniu – w mgnieniu oka otwiera sejfy oraz zamknięte drzwi. Kolejnym przykładem może być Lookout, który widzi i słyszy wszystko – jest jednym z najważniejszych liderów grupy.

Możecie pomyśleć, że rozgrywka wydaje się łatwa, jednak tak nie jest. Wszyscy bohaterowie, dzięki różnym umiejętnościom, zapewnią Wam całkowicie różnorodne doznania podczas rozgrywki. Jeżeli chcecie skupić się na skradaniu, to rzeczą naturalną jest wybór Lookout’a, jeżeli jednak chcecie skupić się na obezwładnianiu oraz likwidowaniu wrogów, Wasz wybór padnie na Cleneara. Mój wybór padł na Locksmith’a, który w błyskawicznym tempie przedostaje się do różnych pomieszczeń.

Oczywiście, na każdej planszy możliwe jest również zdobycie uzbrojenia, które w znacznym stopniu ułatwia naszą zabawę. Któż nie chce przejść misji będąc cały czas w ukryciu?

Tak naprawdę są trzy elementy, które wpływają na piękno całego projektu. Pierwszym z nich jest różnorodność – każda sytuacja, którą widzimy na ekranie może zostać rozegrana na wiele sposobów, zależnie od naszych umiejętności, jak również od wcześniej ustalonego planu. Chcecie przejść misję jak John Rambo? Proszę bardzo, weźcie broń i zabijcie każdego przeciwnika. A może coś delikatniejszego? Wystarczy wybrać Lookout’a i przemierzać niepostrzeżenie kolejne plansze.

Monaco

Drugą elementem jest prostota – praktycznie wszystko w tej grze jest zrozumiałe, jeśli kiedykolwiek mieliście styczność ze „skradankami” to doskonale wiecie, co oznacza znak zapytania nad głową strażnika. Podobnie jest w przypadku kryjówek – krzaki i klapy wentylacyjne są najlepszymi miejscami do schowania się. Czerwone lasery, najprawdopodobniej będą oznaczały włączenie się alarmu. Nawet sterowanie jest banalne, a gra na klawiaturze jest wręcz przyjemnością. To wszystko bardzo przypomina Mark of The Ninja – jeżeli coś zapożyczać, to oczywiście tylko od najlepszych.

Trzecim i ostatnim elementem jest to, że gra jest przeznaczona tylko i wyłącznie dla Was, bez względu na to jak chcecie grać. Oczywiście jest to ukłon w stronę rozgrywki wieloosobowej. Niektóre z umiejętności naszych złodziei lepiej funkcjonują w momencie, kiedy zostaną użyte w trybie multi, niż kiedy rozgrywka prowadzona jest w singlu. Jest to typowa skradanka, w której strażnicy praktycznie zawsze mogą nas zauważyć. Jednak tu pojawia się małe “ale”… Na początku wszystko wydaje się bardzo łatwe, a ucieczka to mały pikuś, jednakże wraz ze wzrostem poziomu przestaje być tak różowo i naprawdę trzeba się nieźle natrudzić.

monacoPoster

Największą frajdę daje wspólna gra z przyjacielem i możliwość przygotowania szeroko zakrojonego planu działań. Sprawdzi się to zwłaszcza w sytuacji, gdy mamy dostęp do komunikatora głosowego. Nie wspomnę już o sytuacji, kiedy tworzycie czteroosobowy gang – wtedy jest już magia, a frajda z rozgrywki rośnie jeszcze bardziej.

Nie musicie się przejmować tym, czy Wasz kompan ma podobne umiejętności jak Wy – tutaj wszystko w dużej mierze koncentruje się na zabawie. Jeżeli jesteście ambitni i chcecie przejść planszę w jak najlepszy sposób, to oczywiście potrzebujecie graczy na wysokim poziomie. Kiedy jednak staracie się przede wszystkim dobrze bawić i gonicie tylko przed siebie, to dobry gracz jest elementem zbędnym. Reasumując, każdy z Was odnajdzie tutaj coś dla siebie.

Dla mnie to właśnie gra w co-opie jest najlepszą rzeczą, jaką spotkałem w Monaco. Wiele razy traciłem dużo czasu na to, żeby omówić strategię rozgrywki, jednak kiedy wszystko poszło zgodnie z planem, miałem wielkie poczucie satysfakcji.

 

Powiecie mi, że gra jest prosta. Tak, jest prosta, ale to nie znaczy, że jest łatwa i świetnie wpisuje się w motto „easy to learn – hard to master”. Wiele razy będziecie mieli rzucane kłody pod nogi, zwłaszcza na późniejszych etapach. Albo na przykład traficie do pomieszczenia, w którym jest osiem alarmów, 3 kamery, lasery, a wy musicie obrobić sejf. Dodatkowo na poziomie wyżej znajduje się 3 strażników, którzy tylko czekają na Wasz błąd. Możecie iść na łatwiznę, wziąć strzelbę i pozabijać wszystkich, ale czy naprawdę o to chodzi? Nie, zdecydowanie lepiej jest przemyśleć wszystkie kroki i udowodnić samemu sobie, że można. To nie jest Call of Duty czy Battlefield, w tej grze nie o to chodzi. Chodzi o to, aby poczuć się jak prawdziwy gangster i robić wszystko żeby nie zostać złapanym.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

To wszystko buduje wokół siebie fantastyczną atmosferę. Każdy poziom jest przygotowany bardzo szczegółowo – kasyno znajduje się na wielu piętrach, sejf, w którym znajduje się diament jest pilnie strzeżony przez pracowników, podziemia są połączone licznymi kanałami. Na klimat gry świetnie wpływa sama grafika. Widzimy wszystko z linii wzroku, a szaro-czarny plan, wraz z nadrukowanymi nazwami pomieszczeń, jeszcze bardziej wpływa na dobry odbiór. Monaco zdecydowanie przywołuje klimatem filmy gangsterskie, które królowały w poprzednim wieku. Natomiast styl, nastrój, przyjemna historia oraz różne kampanie pozwalają nam zobaczyć te same wydarzenia z innej perspektywy.

Jedynym małym minusem może być to, że, podczas pojedynczej rozgrywki, wraz z biegiem czasu może pojawić się nuda. Od początku widać, że Monaco zostało przystosowane do wspólnej gry.

Monaco to produkcja, która w świetny sposób łączy tak wiele aspektów. Nie mamy tu z góry narzuconej rozgrywki, możemy przechodzić każdą planszę na wiele różnych sposobów. Nie ważne jest to czy staramy się planować, czy biegniemy na łeb na szyję. Uważam, że autorzy chcieli dać wszystkim szansę na dobrą zabawę. Wszystko to jest pięknie poskładane, a nastrojowa muzyka, jest przysłowiową wisienką na torcie. Mimo że grałem około 20 godzin, to nadal mam ochotę na więcej. Monaco jest fantastyczne i wyjątkowe. Na długi czas będzie wyznacznikiem „skradanek” oraz wizytówką doskonałej konstrukcji. Kto nie próbował – musi, a kto gra – to zapraszam do wspólnej rozgrywki!

ZALETY:
5
WADY: