Na ratunek rodzicom, czyli Cally’s Caves 3

Stało się! Seria mobilnych platformówek Cally’s Caves, za sprawą swojej trzeciej już części, w końcu zagościła na pecetach! Co? Nie wiedzieliście wcześniej o jej istnieniu? No cóż, ja w sumie też. I nie żałuję tego jakoś bardzo. Nie zamykajcie jednak jeszcze tego artykułu, ponieważ, jeśli tak jak ja ciągle jesteście na platformówkowym głodzie, Cally’s Caves 3 wydaje się być całkiem smaczną przekąską.

cally2

Fabuła zawiera wszystkie elementy wymagane, by zaimplementować ją do gry o skakaniu po platformach. Nasz bohater/bohaterka ratuje świat/ukochaną (ukochanego)/rodzinę przed okrutnym losem, zgotowanym przez wielkiego smoka/szalonego naukowca/innej poczwary rodem z koszmaru. W gratisie dostajemy upierdliwego grajka, który pełni rolę tablic z samouczkami, oraz zbuntowanego synalka naszego nemezis, który postanawia pomóc nam w naszej sprawie. Wszystko jasne? No, to pora pomóc Cally uratować swoich rodziców z rąk złego Herberta!

Cally’s Caves 3 to jedna z tych platformówek, w których walka jest wysunięta na pierwszy plan. I chociaż Cally w tylnej kieszeni spodni chowa GIGANTYCZNY miecz, ten okazuje się mało użyteczny, przez co zwykle będziemy tu strzelać. A pukawek jest bez liku. Pistolet, strzelba, miotacz płomieni, a jak nam się znudzi, to i bombą rzucić możemy. Dosłownie co chwilę znajdujemy na ziemi kolejne narzędzie mordu, proszące się o natychmiastowe wypróbowanie go na najbliższym oponencie.

cally1

A musicie wiedzieć, że tutejsi przeciwnicy sroce spod ogona nie wypadli. Potrafią zgarnąć na klatę dwucyfrową liczbę rakiet (tak, mówię tu o szeregowym mięchu armatnim) i maszerować dalej, jak gdyby nigdy nic. Seria ciosów mieczem też im nie straszna. Przy pierwszym podejściu do danego poziomu nie przeszkadza to ani trochę, jednak jeśli zaczynamy ginąć raz za razem, rzucamy pod nosem mięsem na lewo i prawo, bo przez pachołków Herberta wszystko potrafi ciągnąć się niemiłosiernie. Odmianę stanowią bossowie, którzy zwykle są niewiarygodnie wręcz słabi, przez co walki z nimi nie są zbytnio angażujące.

Od czasu do czasu wskakujemy w skórę małego, uroczego misiaka o imieniu Bera. Nie dajcie się jednak słodziaszności i urokowi zwierzaka – to istna maszyna do mordowania oponentów. Choć niedźwiadek pozbawiony jest możliwości atakowania z dystansu, walcząc w zwarciu pokazuje swą prawdziwą wartość, masakrując przeciwników w mgnieniu oka. Fragmenty gry, gdy możemy nim sterować są jednak rzadkością, stanowią raczej miły przerywnik niż równorzędny element rozgrywki.

cally3

Twórcy postanowili podążyć za bardzo popularnym ostatnimi czasy trendem pakowania elementów RPG do gier, które w ogóle tego nie potrzebują. I w sumie wyszło to całkiem przyzwoicie. Najciekawiej prezentuje się ulepszanie broni – każdy pocisk umieszczony w oponencie dodaje nieco punktów obecnie używanej spluwie, w efekcie czego ta leweluje. Nowe poziomy – nowe możliwości. Zwykle jest to zwiększenie liczby zadawanych obrażeń, jednakże co kilka leveli nasza broń zostaje kompleksowo udoskonalona (większe pociski, wyższa szybkostrzelność, itp.). Nasz miecz z kolei jest tępy i uczyć się nie chce. Jeśli chcemy zadawać przy jego użyciu więcej obrażeń, musimy wydać mozolnie zbieraną gotówkę na odpowiednie ulepszenie w sklepie. Tak, w Cally’s Caves 3 znalazło się też miejsce na handlarza. Kupić możemy u niego rozmaite towary pomagające nam w naszej misji: dużo jedzonka (zwykle leczącego) i masa różnorakich ulepszeń, chociaż na te wzmacniające pukawki pieniądze uzbieramy dopiero w New Game+ (tak, są tu takie cuda). Wracając jednak do rozwoju: Cally, w ślad za swym orężem, również zbiera punkty doświadczenia, a z każdym zdobytym poziomem otrzymuje dodatkowe serduszko zwiększające jej maksymalne zdrowie.

cally4

Cally’s Caves 3 to solidny tytuł, jednak nic ponadto. W czasach gdy na Steamie CODZIENNIE ukazuje się kilka indyków, produkcja ta skazana jest na pominięcie przez większość graczy, i co za tym idzie, na tułaczkę od bundla do bundla. Mimo wszystko zakup jest opłacalny, gra podstawowa razem z pobocznymi przygodami starczyła mi na 7 godzin miłej rozrywki. Warto też sięgnąć głębiej do portfela i zaopatrzyć się w wersję zawierającą ścieżkę dźwiękową – ta jest bardzo przyjemna i rzeczywiście miałem ochotę słuchać jej poza grą.