Najlepszy horror tego roku, czyli recenzja gry SOMA

Mroczne, zalane wodą korytarze, potwory czyhające na nas za każdym rogiem...Tak z pozoru mógłby malować się obraz szwedzkiej produkcji SOMA, czyli dzieła ludzi odpowiedzialnych za Amnesia: Mroczny Obłęd oraz serię Penumbra. Jednak nie myślcie, że twórcy tak genialnych gier mogliby spłycić nową historię jedynie do jumpscare’ów i biegania po nowej lokacji. Nic bardziej mylnego! Czy SOMA pokona poprzednie twory Frictional Games? Czy zachwyciła nas jeszcze bardziej niż obydwie części Amnesii razem wzięte?

Przede wszystkim, nowa gra studia Frictional Games miała znacząco różnić się od popularnych już horrorów z serii Amnesia. Jednak chyba nie dało się tego uniknąć, co poskutkowało w kilku naprawdę ciekawych i subtelnych nawiązaniach. Opowiedzmy pokrótce o fabule, która gra tu pierwsze skrzypce. Gracz wciela się w postać młodego Simona, człowieka, który w poważnym wypadku samochodowym uszkodził sobie mózg. Na całe szczęście, w roku 2015 pewien  doktor opracował projekt, pozwalający na skan owego organu, by wprowadzić go do komputera. Już w tym momencie pozwolę sobie zauważyć, że ostatnimi czasy można zauważyć wysyp filmów o tematyce sztucznej inteligencji, np. Transcendencja lub Ex Machina. SOMA idealnie wpisuje się w ten nurt i według mnie, fabularnie może konkurować z tymi produkcjami. Wracając jednak do historii przedstawionej: otóż Simon zgadza się na zeskanowanie. Wystarczy więc już tylko zasiąść wygodnie w fotelu, pstryk i… gracz znajduje się w podwodnej jednostce PATHOS II. Kim (lub czym?) jesteśmy, czym jest projekt PATHOS, dlaczego się tam znajdujemy? Na te pytania odpowiecie sobie sami!

2015-09-24_00005

SOMA stoi swoim unikalnym klimatem, tworzonym nie tylko narracją, ale przede wszystkim budową lokacji. Gracz na swojej drodze może obserwować jakie zmiany zaszły w placówce, co się tam stało. Dobrym posunięciem było zrezygnowanie z kartek, na których zwykle w Amnesii znajdowaliśmy całą historię. SOMA jednak nieco różni się pod tym względem – jeśli chcecie dokładnie poznać fabułę, radzę szukać ciał, tabletów, zdjęć, starych kaset audio oraz intercomów. Oczywiście nie wszystkiego dowiecie się dzięki tym przedmiotom, wiele rzeczy musicie dokończyć w swojej głowie. Przez cały czas miałem jednak  kilka porównań, bowiem stacja PATHOS II mocno przypominała mi lokacje z pierwszych Bioshocków, połączonych z futurystyczną wizją stacji kosmicznej znanej nam z filmów o Obcym. Nie zaszkodziło to jednak w żaden sposób SOMIE, a wręcz przeciwnie – wyszła z niej istna perełka!

2015-09-24_00010

Klimat SOMY to nie tylko dobra, gęsta atmosfera. Gdybym miał wyróżnić trzy główne elementy wpływające na odbiór całości byłyby to: budowa świata, inteligentny temat oraz strach. O pierwszym już troszkę wspomniałem, co do tematu to jest on nad wyraz inteligentny, bowiem porusza wiele kwestii moralnych: związanych z człowieczeństwem i niezbadanym jeszcze umysłem ludzkim. Sam tytuł może być tu swoistym kluczem interpretacyjnym – co oznacza termin „soma”? Posiada on kilka znaczeń, ale jedno pasuje tu jak ulał – soma to jeden z trzech elementów składających się na zdrowie człowieka, określający zdrowotność ciała (soma, psyche, polis). Grając w SOMA zadajmy sobie pytanie, co jest najważniejsze, co definiuje nas jako istotę ludzką?

Jak widzicie fabuła jest naprawdę głęboka, a na dodatek poruszająca. Jak wspominałem szwedzka produkcja porusza kwestię moralności. A czym byłaby gra z takim tematem bez ciężkich wyborów moralnych? Od razu powiem, że nie mają one zbyt dużego wpływu na rozwój fabuły, ale teraz zrozumiałem, po co musimy ich dokonywać. To dzięki nim gracz zdaje sobie sprawę czym się staje, co może poświęcić dla dobra sprawy. Czy jesteśmy gotowi zabijać by przeżyć? Czy kierujemy się jedynie pierwotnymi instynktami?

2015-09-24_00011

Sami widzicie jak mocno wpłynęła na mnie ta gra – recenzja  niemal zmieniła się w pseudo filozoficzny bełkot. 🙂 Dlatego zejdźmy na chwilkę na ziemię i przyjrzyjmy się czemuś namacalnemu – mechanice rozgrywki. Wygląda i działa ona niemal tak samo jak w Amnesiach, tzn gracz może podnosić prawie każdy przedmiot, obracać nim, przesuwać, czy też rzucać. Drzwi otwieramy dokładnie tak jak w poprzednich produkcjach, za co należy się duży plus dla deweloperów. Nie ma po co wprowadzać dużych zmian w systemie, który jak najbardziej się sprawdzał!

Nadszedł czas na omówienie tego, co powinno straszyć w SOMIE – potworów. Tak jak w Amnesii, gracz nie może walczyć z monstrami napotkanymi na swojej drodze. Jedyne co nam pozostaje to skradać się i kryć w mroku lub uciekać gdzie pieprz rośnie. Ciekawą rzeczą w najnowszej produkcji Szwedów było wprowadzenie różnych rodzajów nękających nas stworzeń. Urozmaiciło to rozgrywkę nie tylko przez kilka nowych modeli postaci, lecz przez różnorodność zachowań. W trakcie przygody znajdziemy bowiem wrogów powolnych, którzy zabiją nas jednym ciosem, ale i szybkich, którym odbieranie życia nie idzie za dobrze. Myślę jednak, że najbardziej bałem się nie napotkanych stworów, lecz tego co czaiło się w ciemności, tego czego nie widziałem.

2015-09-24_00009

Udźwiękowienie to kolejny atut tej produkcji, bowiem wszystko brzmi iście miodnie! Każdy nasz krok postawiony a to na metalowej podłodze, a to na dnie oceanu, brzmi po prostu niesamowicie. Podobnie rzecz ma się u potworów: jeśli jeszcze go nie widzimy, to doskonale słyszymy, że już się do nas zbliża. Całe ciamkanie, plumkanie i bipanie urządzeń elektronicznych idealnie pogłębia mroczny klimat SOMY. Kontrowersje budzi jednak sprawa dubbingu, bowiem wiele graczy uważa, że brzmi on dość amatorsko. Mimo wszystko wydaje mi się, że zabieg ten mógł zostać wprowadzony celowo, tak, by każdy z nas mógł poczuć się Simonem (coś jak w „Procesie” Kafki).

2015-09-24_00004

Graficznie raczej nie ma się do czego doczepić, ba powiem więcej, niektóre momenty wyglądają jakby zostały wycięte prosto z jakiegoś dobrego filmu sci-fi! Mnogość detali może naprawdę zwalić z nóg niejednego marudę, wszystko zostało wymuskane i wypolerowane do perfekcji. Tutaj chciałbym dodać łyżeczkę dziegciu, ponieważ nieco zaskoczyła mnie optymalizacja. Jak już pewnie wiecie, kompa mam niezłego (i5 + GTX 970), więc wszystkie gry raczej w full detalach chodzą na 60 FPSach. SOMA niestety lekko się dławiła i zacinała, spadek klatek był widoczny, ale mimo wszystko bardzo w rozgrywce nie przeszkadzał. Oby Frictional Games postarało się bardziej niż deweloperzy nowego Batmana i w kolejnych patchach usunęli ten problem. 🙂

2015-09-24_00002

Tego byłoby już na tyle, resztę pozostawiam Wam. Czy warto zagrać w SOMĘ? Oczywiście, że tak! Ponad dziesięć solidnych godzin rozgrywki, na pewno warte jest tej ceny, która wynosi w Polsce około 80-90zł. Zawiła fabuła, niespodziewane zwroty akcji i masa ciężkich wyborów moralnych – to właśnie SOMA. Na dzień dzisiejszy, z wielkim entuzjazmem mogę przewidywać, że ten tytuł może powalczyć o miano niezależnej gry roku! Tutaj znów na myśl przyszło mi kolejne porównanie, SOMA to gra tego samego gatunku co Kholat. Dlaczego więc Szwedzi mogli stworzyć coś tak niesamowitego, a my Polacy stworzyliśmy takiego gniota? Zostawiam Was z tym pytaniem natury niemal egzystencjalnej, niech każdy odpowie sobie na nie samemu.