Nie głoduj! | Recenzja Don’t Starve

Niezależne studio Klei Entertainment w momencie wydania pierwszego Shanka było prawdziwie świeżą krwią na rynku. Nikt nie spodziewał się, że przyszłość młodej ekipy rysuje się w tak kolorowych barwach, tym bardziej że wcześniej udało się jej napisać i wypromować wyłącznie lichą zręcznościówkę Eets: Chowdown, która i tak nie utkwiła na dłużej w pamięci graczy. Obecnie portfolio Klei Entertainment prezentuje się już dużo okazalej, z czego najnowsza produkcja o dedykowanym studentom tytule Don’t Starve w zatrważającym tempie zyskuje na popularności. Czy słusznie?

Bez zbędnych deliberacji i trzymania w niepewności, zapewniam Was, że tak – słusznie. Don’t Starve robi fantastyczne pierwsze wrażenie i jest grą idealną dla tych, którzy zwracają uwagę na elementy artystyczne. Komiksowa oprawa wizualna, jak i w poprzednich produkcjach studia, czyli m.in Mark of The Ninja, wprost urzeka estetycznością. Don’t Starve robi też fantastyczne drugie wrażenie i jest grą idealną dla tych, którzy lubią chorobliwie trudne wyzwania. Skupia się bowiem na survivalu i zaawansowanym craftingu, lecz co symptomatyczne – niczego nie tłumaczy. Wszystkiego uczysz się metodą prób i błędów, bądź zerkając na pomoce dostępne w internecie.

Don’t Starve Screenshots 2

Don’t Starve trudno odmówić inspiracji Minecraftem i nie chodzi tu tylko o to, że gra została udostępniona na długo przed oficjalną premierą, a po niej samej nadal jest aktualizowana. Twórcy rzucają bowiem gracza na głęboką wodę, sugerując zabezpieczenie postaci przed nieuchronnie zbliżającą się nocą, ale zarazem nie oferując żadnych podpowiedzi. Z początku intuicyjnie decydujemy się na zbieranie patyków i trawy, bo wiemy, że służą one do rozpalania ognia – logiczne. Podobnie jest z żarciem w postaci jagód i marchewek, które smażymy, a potem konsumujemy. Gdy przychodzi jednak zapolować na coś jadalnego, uśmiercić potwory lub wybudować bazę, nie warto zwlekać z zerknięciem do Wikipedii. To ona może uratować nas od śmierci, która – podobnie jak w innych rasowych roguelike – jest permanentna. Jedynym ratunkiem pozostaje odnalezienie specjalnego punktu respawnowego, przy którym ogołocony odrodzisz się po zgonie.

Willson, czyli najbardziej poszkodowany tej historii, może zginąć na wiele różnorakich sposobów. Pod osłoną nocy grozi mu spotkanie z tzw. Grue. Potwór ten potrafi zabić głównego bohatera raptem dwoma uderzeniami. Gdy ciemność zaczyna przesłaniać ekran, upewnij się więc, że masz odpowiednie zasoby do rozpalenia ogniska bądź skonstruowania pochodni, która oświetli nieco teren i odpędzi niebezpieczeństwa. Podczas wędrówki uważaj natomiast na żaby, czerwone osy, strusie-cyklopy, psy gończe, pająki, macki, jak również drzewce, mechaniczne skoczki i konie. One właśnie bez zachęty spróbują wysłać cię do grobu.

W świecie Don’t Starve można również umrzeć śmiercią głodową lub dokumentnie ześwirować. O ile głód zwalczamy, po prostu jedząc, o tyle psychikę należy chronić w konkretny, wyznaczony przez mechanikę gry sposób. Zalecam co jakiś czas tworzyć nowe przedmioty użytkowe, choćby narzędzia do pozyskiwania surowców, spać w śpiworze, nie zbierać tzw. złych kwiatów i pod żadnym pozorem nie jeść czerwonych grzybów. Jak więc widzicie, siatka związków przyczynowo-skutkowych jest ogromna. Gracz wciąż ma pełne ręce roboty, musi uważać na potencjalnych przeciwników, dbać o wszystkie wskaźniki kondycji bohatera i – szczególnie na dalszym etapie zabawy – myśleć przyszłościowo. Każda dalsza wyprawa przez choćby drobną nieuwagę może się zakończyć szybciej, niż było to w planach.

Dont-Starve-3

Kiedy już zdobędziemy kardynalne umiejętności, zginiemy te 10 razy i zwiedzimy wszystkie biomy świata, zaczniemy sobie sami wyznaczać cele. I to w grze Klei Entertainment jest najfajniejsze. Randomowo generowany świat jest dla nas w pełni otwarty, a więc posiadając określoną wiedzę na temat jego funkcjonowania, będziemy mogli bezkompromisowo decydować o tym, gdzie się udać i co zrobić. Szybko uzmysłowimy sobie jednak, że kluczem do sukcesu jest zbudowanie swego rodzaju fortyfikacji. Wysokopoziomowy crafting, czyli nieocenienie silna karta Don’t Starve, pozwoli nam rozegrać tę partię na swój własny sposób.

Warto przede wszystkim odziać Willsona w jakiejś konkretne fatałaszki, by łatwiej prowadziło mu się walki z potworami, skonstruować maszynę nauki i silnik alchemiczny, umożliwiające dalsze tworzenie przedmiotów, wykonać kilka kuferków, w których można magazynować loot i wreszcie – sensownie otoczyć wszystko murem. Następnie wypadałoby naszą posiadłość poszerzyć o małe gospodarstwo, czyli chlewy, ule, rabatki i choćby suszarnie, co byśmy ino mieli stały dostęp do jedzenia i mogli zająć się rozbudową domostwa, a nie zgubnym plądrowaniem środowiska.

Ochrona tego, co udało się stworzyć, jest cholernie ważna, dlatego też nie zapominajcie, że świnie mogą stać się sprzymierzeńcami biednego Willsona, a zębowe pułapki powstrzymać psy, które lubią ot tak zaatakować. Jeżeli wyzwanie to przerasta wasze możliwości, niezależni twórcy przygotowali kilka uproszczeń, m.in. odkrywane wraz z przyrostem doświadczenia dodatkowe postacie o różnych skillach, oraz mechanizm manipulujący ilością zasobów i potworów obecnych w świecie. Z autopsji wiem, że silnym, wiecznie głodnym Wolfgangiem z większym paskiem zdrowia łatwiej się gra w świecie pełnym jagód niżeli Willsonem na standardowych zasadach.

sa7

Niezależne studio z Vancouver dowiodło, że jest na fali i potrafi pomysłowo programować. Don’t Starve to kolejny z rzędu indyk Klei Entertainment, który trzyma poziom i wciąga bez reszty. Z początku miałem obawy, że gra nastawiona na zaklikiwanie wszystkiego wokoło w diablopodobnym stylu szybko mi się znudzi, ale jeszcze szybciej zostałem wyprowadzony z błędu. Ogromny potencjał tytułu tkwi w oferowanych narzędziach i wolności, więc jeżeli pokochałeś LittleBigPlanetMinecrafta bądź Terrarię, to Don’t Starve nie powinien cię zawieść. Poza tym jest świetnym dowodem na to, że w najlepsze rozwija nam się nowy gatunek, a mianowicie survival, czyli survival-horror bez straszenia.

Dominik Głowacki

ZALETY:
5
WADY: