Nie mam pojęcia jakiej płci jest główny bohater, czyli Juju

Kojarzycie Flying Wild Hog? To jest to warszawskie studio, które zadebiutowało grą Hard Reset– staroszkolną strzelanką, w polegającą na przerabianiu robotów na żyletki. Potem stworzyli odświeżoną wersję Shadow Warriora – równie staroszkolnego FPS-a, w którym osią rozgrywki był krwawy taniec śmierci z demonami, gdzie szatkowaliśmy naszych oponentów kataną na drobną kostkę. Niebezpodstawne było więc oczekiwanie, że w swojej kolejnej produkcji Warszawiacy znów będą skutecznie przywracać do życia ducha brutalnych, klasycznych strzelanek, prawda? A guzik! Ich najnowsza gra to platformówka stworzona z myślą o najmłodszych. Czy to ma prawo w ogóle się udać? Jeszcze jak! Na tak dobrego polskiego platformera czekałem od czasów zakończenia trylogii Kangurka Kao!

[su_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=p7DFHy7jgUE”]

Nie pozwalaj dzieciom bawić się pradawnymi artefaktami
To miał być dzień jakich wiele. Szaman Jambee jak co rano wyruszył z domu, by odprawić jakiś dziwaczny rytuał. Nie wiedział jednak, że tego dnia ruszają za nim jego dziecko (w tytule nie żartowałem, naprawdę nie wiem czy to chłopiec, czy dziewczynka) – Juju wraz ze swoim najlepszym przyjacielem –Peyo. Los chce, że obrzęd został na chwilę przerwany, Jambee oddala się, a pod jego nieobecność nasi milusińscy, jak to mają w zwyczaju małe, urocze i słodkie pociechy, ściągają na świat zagładę w postaci tutejszego schwarzcharaktera, Calypso. Szaman przybywa jednak i ratuje swoich podopiecznych samemu wpadając w sidła złego monstrum. W ostatniej chwili zrzuca ze swej głowy magiczną maskę, która daje nadzieję nie tylko na uratowanie jego samego, ale też całej krainy. Jej los spoczywa więc od tej pory na barkach Juju i Peyo, którzy ochoczo ruszają na batalię z pradawnym złem.

screen04

Gra dla hardcorowych casuali
Szkielet rozgrywki w Juju jest raczej typowy dla gatunku. Biegamy, skaczemy, eliminujemy przeciwników, słowem: standard. Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Etapy są tak ciekawie zbudowane, że zmuszają nas do odpowiedniego wykorzystywania zdobytych umiejętności, których wraz z upływem czasu jest coraz więcej. Świeże mechaniki pojawiają się za to na tyle często, że w trakcie rozgrywki nie da się nudzić choćby przez chwilę. W każdej planszy znajdują się też 3 etapy bonusowe, których przejście daje nam monety, przybliżające nas do odblokowania sekretnych poziomów. Niestety jest ich raptem 4-5, przez co często się powtarzają i dość szybko stają się monotonne (ale nie nużące).

Jako, że Juju jest grą dla najmłodszych, poziom trudności jest odpowiednio niski. Punkty kontrolne są umiejscowione dość często, a jeśli nie radzimy sobie z jakimś segmentem, gra proponuje nam przejście na niższy poziom trudności. Wszystko to sprawia, że w tytule tym z łatwością odnajdą się zarówno ludzie kończący Contrę bez utraty życia z nosem na macie tanecznej, jak i ich kilkuletnie, niezaprawione w growych bojach pociechy. Najlepsze jest jednak to, że mogą oni grać ze sobą razem przy jednym komputerze/konsoli! A jak wszystkim doskonale wiadomo, miodność gry rośnie mniej więcej pierdylion razy, jeśli odpalimy lokalny tryb kooperacji.

screen005

Tak, gram w grę o różowej pandzie i się tego nie wstydzę!
Grając w Juju ma się wrażenie obcowania nie z grą dla dzieci, a z przeznaczonym dla nich filmem animowanym. Cutsceny wyglądają naprawdę dobrze. Przedstawiają one fabułę w mój ulubiony sposób dla tego typu historii – nie używając ani jednego słowa (wciąż nie mogę się pogodzić z mówionymi dialogami w serii LEGO). Sama historia prezentuje się raczej dość przeciętnie, ale niczego odkrywczego się nie spodziewałem. Znowu jakaś Pandora otworzyła nie tę puszkę co trzeba i teraz trzeba posprzątać powstały bałagan. Cała reszta natomiast prezentuje się wręcz genialnie. Grafika jest po prostu prześliczna. Poszczególne etapy zostały wykonane z odpowiednią dbałością o szczegóły – każdy z czterech światów jest inny i posiada masę unikalnych elementów (dmuchane zabawki robiące za platformy w świecie wodnym, czy spowalniający nas dżemik w krainie słodkości). Z bliska tekstury nie są zbyt ostre, lecz nie zwraca się na to najmniejszej uwagi – jesteśmy za bardzo wciągnięci w tę uzależniającą rozgrywkę i urzekający świat. Świetnie spisali się animatorzy. Wszystko w grze rusza się naprawdę ślicznie, a rozkoszność głównych bohaterów zaobserwować możemy w każdym, nawet najmniejszym ich ruchu (mógłbym godzinami wpatrywać się w odgrywanie przez Juju melodii na bębenkach). Całość okraszona została humorem, który, choć nie będzie w stanie wywołać spazmów śmiechu u dojrzałego odbiorcy, nie raz sprawi, że uśmiechniecie się od ucha do ucha i zapałacie jeszcze większą miłością do głównych bohaterów. A tych po prostu nie da się nie lubić. Panda Juju to chodząca słodycz, ale i jaszczurka Peyo nie ustępuje jej ani trochę, jeśli chodzi o budzenie sympatii w graczu.

screen002

Brylant ze skazą to wciąż brylant, prawda?
Co? Wady? Jedyną rzeczą, która mi w jakikolwiek sposób przeszkadzała było odwrócenie przez grę osi Y lewej gałki analogowej w moim padzie(podejrzewam, że ma to związek z tym, że mój kontroler był tani jak barszcz, ale skoro cała reszta działa bez zarzutu…). Nie przeszkadzało mi to ani trochę, bo kto normalny gra w platformówki analogiem, gdy ma do dyspozycji krzyżak? Muszę też niestety wspomnieć, że gra cierpi na dość długie czasy ładowania i to nie tylko przy wczytywaniu plansz, ale też przy cofnięciu do ostatniego punktu kontrolnego po śmierci (choć to już trwa odpowiednio krócej). Wszystkie te drobnostki z nawiązką rekompensuje nam świetna optymalizacja kodu. Juju odpali się nawet na mocno nadgryzionych zębem czasu maszynach (na mojej, którą Chronos już dawno zżarł, nie odnotowałem spadków płynności).

screen02

Miód dla moich uszu
Już dawno żadna muzyka z gry komputerowej nie przypadła mi tak do gustu, jak ta z Juju. Adam Skorupa, kompozytor odpowiedzialny za ścieżkę dźwiękową gry, po raz kolejny udowodnił, że potrafi tworzyć utwory na światowym poziomie. Kompozycje są pomysłowe i od razu wpadają w ucho, a ich atrakcyjność podnosi brzmienie rzadko wykorzystywanych instrumentów (na moje ucho było tam m.in. ukulele i kazoo). Poza tym zaspoiluję, że napisom końcowym towarzyszy piosenka, która czyni z nich najlepszą listę płac, jaką kiedykolwiek oglądałem i jest ona godną nagrodą za ukończenie gry. I nie, nie wierzę w istnienie ludzi, którzy uruchamiają creditsy z poziomu menu głównego, choć pewnie w tym przypadku zrobię to z raz, może dwa… albo trzy… góra dwadzieścia.

screen09

Zakochałem się w tej grze od pierwszego uruchomienia. Sprawiła ona, że mój wewnętrzny dzieciak wił się z rozkoszy, raz po raz zachwycając się poznawanym światem. To idealny kandydat na produkcję do ogrywania z pociechą, matką, żoną ,kochanką czy kimkolwiek innym. Juju spodoba się wszystkim. A jeśli nie macie przyjaciół i nikt was nie kocha, nie przejmujcie się, w pojedynkę również będzie czerpać dziką przyjemność z gry. A teraz baczność! W tył zwrot! Po własną kopię Juju marsz!

 

 

Screeny pochodzą z oficjalnej strony gry.

ZALETY:
5
WADY: