Niesamowity kiepściak Van Helsing – recenzja The Incredible Adventures of Van Helsing II

Boję się nawet zaczynać pisać to, do czego jestem zmuszony. Bo chociaż syn Van Helsinga podczas naszego drugiego spotkania szczególnie się nie popisał, to na pewno potwierdził swoją bezwzględność i stuprocentową skuteczność. Dlatego za nic w świecie nie chciałbym znaleźć się po przeciwnej niż on stronie barykady. Ale w sumie, nie mam również najmniejszej ochoty znów stanąć z nim ramię w ramię.

VAN HELSING II 1

The Incredible Adventures of Van Helsing II to kontynuacja przygód bezpośredniego potomka legendarnego pogromcy niesamowitego zła wszelakiego, imć Abrahama. Gra podana w hack ‚n’ slashowej formie oddaje nam pod kierownictwo dzielnego łowcę, który raz jeszcze musi uchronić Borgovę przed zalewem paskudztwa wszelkiej maści. Chodzimy więc i sieczemy, tzn. klikamy jak oszalali, nim na ulicach i pod nimi nie zapanuje spokój. Czy misja ta warta jest nadwyrężenia palca wskazującego i środkowego dominującej ręki?

VAN HELSING II 2

W grze przyjdzie nam podjąć parę ważkich i mających spory wpływ na rozwój fabuły (i nieodwracalnych ze względu na wyłącznie automatyczny zapis) decyzji, jednak przytłaczające wręcz swą ilością możliwości wyboru mnożą się zanim jeszcze nasza noga znowu postanie w Borgovie. Można bowiem importować bohatera z poprzedniej części lub stworzyć nowego. I tu albo zaczniemy od pierwszego poziomu jako kompletny żółtodziób wybierając jedną z trzech klas (biegły w szablach i spluwach Łowca, mający arkana magii w małym palcu Taumaturg, bądź plujący na magię i zafascynowany techniką Mechanik), albo postawimy na postać na 30 levelu stworzoną od zera lub wybraną z sześciu predefiniowanych wariacji trzech klas bazowych. Jak zwykle na początku rwałem się do akcji, więc zbyt głęboko w to nie wnikałem. Szablami i pistoletami wybawiłem się ostatnio, wybrałem więc Taumaturga i rozpocząłem rozgrywkę.

VAN HELSING II 3

Gdyby te słowa pisał któryś z bohaterów Gwiezdnych Wojen, mógłby powiedzieć, że od początku miał złe przeczucia. Poprzednie spotkanie pamiętam jako wyjątkowo miłe zarówno wizualnie, jak i w kwestii gameplayu. A tu jakoś szaro-buro, trochę się przycina i te zaklikiwanie hord jakoś mało przyjemne. Na dodatek myszka czasami źle reaguje, co szczególnie wkurza, gdy zostały ostatnie setne sekundy, by po angielsku na chwilę opuścić rozochocony tłum pchający się po śmiertelny autograf z błyskawicy.

VAN HELSING II 4

Jak już jesteśmy przy błyskawicy. Na początku cieszyłem się jak głupi do sera, bo nie ma nic przyjemniejszego niż patrzenie, jak przywołane wyładowanie wywiera piorunujące wrażenie na całym tłumie, który nagle przysłaniają cyferki informujące o poczynionych spustoszeniach. Tylko między innymi po to rozwija się postać, by po pewnym czasie mieć coraz większy wybór możliwości zadawania bólu, a nie tylko coraz mocniejszą błyskawicę. Czarów, owszem, jest sporo, tylko większość kompletnie nieinteresująca, mało wymyślna i równie przydatna. Skończyło się na tym, że z imponującego rozmiarami i długo rozwijającego się w dół drzewka (druga połowa dostępna od 30 poziomu wzwyż) rozwijałem może z pięć, z czego trzy były pasywne. Słabo.

VAN HELSING II 5

Gdy w końcu opuściłem blado-mdłe tunele i rozgromiłem tłum na równie brzydkich ulicach spływających deszczem tak gęstym, że wydawało mi się, że monitor zaczął mi śnieżyć, znalazłem się w starej dobrej kryjówce i gra nagle znów zrobiła się po staremu ładna. I nawet przestała się ciąć. Początkowo myślałem, że przycinki to wina tłumów mięsa armatniego. Te jednak nie były jakoś szczególnie pokaźne w liczbach i po dłuższym czasie okazało się, że to rzeczywiście nie jest wina niesamowicie zmodyfikowanych technologicznie maszkar. Produkcja jest bowiem zaopatrzona w najróżniejsze wodotryski, które niewiele tak naprawdę dają, co widać po ich wyłączeniu. Przyjmuję to jako lichą próbę zamaskowania starzejącego się silnika, który tak naprawdę ciągle daje radę pod względem prezentowanych pejzaży. Niewybaczalny za to jest, przy takim a nie innym skonstruowaniu map i umiejscowieniu wrogów, brak możliwości obrotu kamery. Parę razy zdarzyło mi się, że wrogowie znajdowali się na południe ode mnie i nijak nawet nie było uciec i zajść ich od drugiej strony. Tragedia i zgrzytanie zębami, klikanie byle jak i byle gdzie ostatkami silnej woli podtrzymując ręce przed opadnięciem.

VAN HELSING II 6

Po początkowym dole, przyjemność zaliczyła wzrost, gdy nagle znów, jak za dawnych czasów na pierwszy plan zaczęły wybijać się kąśliwe sarkastycznymi nawiązaniami komentarze i dyskusje z towarzyszącym nam duchem Lady Kateriny, bez której pomocy ginąłbym jakiś miliard razy częściej. Do tego dołączyły zadania i Easter Eggi parodiujące najróżniejsze i najmniej oczekiwane elementy popkultury dziedzin wszelakich (Szeregowiec Brian, którego trzeba uratować, bo jakaś szycha uwielbia jego ciasto, znaczek Black Mesy i skrzynia z niesamowitym skarbem niedaleko niego, znak Batmana będący tu znakiem łowców). Wszystkie te rzeczy, łącznie z puszczaniem oka w stronę Angry Birdsów, umieszczono w sposób tak pełen lekkości, wysmakowany i zaskakujący, że najczęściej nie sposób się nie uśmiechnąć. Plus naprawdę świetnie napisane i zagrane dialogi oraz postacie Van Helsinga i Lady Kateriny (<3 jej wschodni akcent). To, poza świetną muzyką mieszającą elementy symfoniczne z elektrycznymi gitarami (motyw z Kryjówki Dowodzenia jest bezbłędny), niestety jedyne elementy, za które państwu z Neocore Games należy się pochwała i w pełni zasłużone chapeux bas.

VAN HELSING II 7

Obrona Borgovy nie tylko samotnym Van Helsingiem (już słyszę te parę kąśliwych uwag na ten temat z ust Lady Kateriny), latającym gdzie tylko doradzi mu szemrany i tajemniczy Więzień numer 7, stoi. Opcjonalnie można też samodzielnie bronić korytarzy prowadzących do kryjówki w formie tower defense z ingerencją własną (na modłę Orcs must die!, pięć pułapek na krzyż plus mniej więcej 3×3 usprawnień każdej, jak nie lubię takich gier, tak ta rozrośnięta minigierka tego nie zmieniła). Jest też ogrom misji, które możemy zlecać trzem generałom – osiłkowi, szalonemu naukowcowi i sprytnemu łowcy. Wszystko odbywa się na jednym ekranie – inwestowanie w rozwój i werbowanie jednostek, czytanie misji i komentarzy generałów na podstawie czego przydziela się ich do zadań oraz rozwijanie owych generałów. W połowie przykrótkiej (niecałe 10h, chociaż może przez swoją bylejakość to nawet lepiej) przygody dochodzi przypominające tamagotchi zajmowanie się zdobytą chimerą, którą można przywoływać na pomoc lub karmić i wysyłać do jednej z kilku stref, by zdobyła kasę (której w tej grze nigdy nie brakuje), cenne przedmioty (z których większość jest nieużyteczna) i doświadczenie.

VAN HELSING II 8

Dużo tego. Dużo możliwości rozwoju, drzewek cech, perków, zadań pobocznych, wrogów i opcjonalnych minigierek. Wszystko to jednak sprawia wrażenie robionego na siłę, bez dopieszczenia, może nawet na szybko. Na stronie Neocore można przeczytać, że nie chcieli robić tylko dwunastu dodatkowych map, ale pełnoprawny sequel. Niestety tak naprawdę za cenę pełnokrwistej kontynuacji dostajemy dwanaście map i bigos ciekawych pomysłów, który w tej byle jak przyprawionej i niedogotowanej formie jest mało sycący i nijaki w smaku. A końcówka jest tak niefajna, tak bez sensu i tak ewidentnie robiona na „odchrzań się” (umrzeć tu równie łatwo jak splunąć, a respawn, normalnie płatny, tu nagle staje się darmowy, więc gdy już mi się znudziło bawienie się w uniki, po prostu stałem i po każdych dwóch ciosach klikałem „respawn” i tak do skutku, przez jakieś dziesięć minut, które dłużyło się jak pięćdziesiąt), że istnieje poważne ryzyko odruchów wymiotnych. Samemu finałowi dodać trzeba, że jest zaskakujący. Niewiarygodne wręcz jest, że to, co oczywiste do przewidzenia od pierwszych minut zostaje po prostu, bez żadnych modyfikacji potwierdzone w końcówce i… nic więcej. Tym samym, mimo formy cliffhangera, we mnie nie wzbudziło to żadnej rozemocjonowanej ciekawości ni niecierpliwej żądzy poznania dalszych losów Borgovy, Van Helsinga juniora i Lady Kateriny.Wszystko to ewidentnie pokazuje, że The Incredible Adventures of Van Helsing II nie jest pełnoprawnym sequelem fajowskiej „jedynki”, nie jest zestawem dodatkowych map, a zwykłym skokiem na kasę i jeśli ktoś się powinien bać zemsty syna imć Abrahama o zniesławienie, to bardziej ludzie z Neocore niż ja.

VAN HELSING II 9

Polecam…poczekać aż będzie za pół darmo razem ze wszystkimi dodatkami na jakiejś wyprzedaży. I w pierwszej kolejności wyłączyć wszystkie wodotryski i inne usprawniacze.

 

Maciek Ejsymont

ZALETY:
5
WADY: