Nollie Bigspin Flip 360, czyli OlliOlli

Większość graczy zapytana o jakąś grę o jeździe na deskorolce zakrzyknie radośnie „Tony Hawk!”. Pewna część przypomni sobie o serii Skate, a kilka osób napomknie o Shaun White Skateboarding. Co? OlliOlli? A co to, u licha, jest? Ano indyk łączący wszystkie te produkcje z dwuwymiarowymi platformówkami. A to się tak da? A pewnie, że się da. Powiem więcej: gra jest diablo grywalna!

[su_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=2FcQVo8MPvY”]

Kim jesteś, nieznajoma?
O OlliOlli dowiedziałem się przypadkiem. Przeglądałem właśnie stronę główną GOG.com, a tam chwalą się, że do ich oferty dołączyła jakaś produkcja o skejtach. „Roll7? Pierwsze słyszę… Zaraz, zaraz wydaje to Devolver Digital? Oni nie wydają słabych gier.” Więcej myśleć nie musiałem. Dałem grze kredyt zaufania, a ta zwróciła mi to z nawiązką, wciągając mnie ciekawą rozgrywką już od pierwszych minut.

skejt4

Nauka to do potęgi klucz
Gdy włączyłem grę z pogardą spojrzałem na opcję Tutorial i po rzuceniu okiem na klawiszologię ruszyłem na podbój pierwszej planszy…. Kilka chwil później z podkulonym ogonem wróciłem do menu głównego i włączyłem szkolenie. Było warto. Samouczek w kilka chwil wyjaśnia jak robić flipy* i grindy**. Gdy już wiedziałem jak się „czesze kombosy” mogłem śmiało ruszyć ku czekającym mnie wyzwaniom. A te są nie byle jakie. Pierwsze plansze są pierwszymi planszami, co oznacza, że są łatwe i nie sprawiają większych problemów, ale potem zaczyna się jazda bez trzymanki. Niektóre poziomy powtarzałem wiele, wiele razy. Zwłaszcza, że im dłużej grałem, tym byłem lepszy i tym większe stawiałem przed sobą wyzwania. „Oczywiście, że mogę tu wcisnąć jeszcze jeden obrót o 180 stopni i ta zakichana gra mi w tym nie przeszkodzi!”

skejt5

Run, skater, run!
Rozgrywka przebiega dość nietypowo: nasza postać biegnie przed siebie bez względu na to, czy naparzamy w przyciski jak opętani, czy odeszliśmy na chwilę od gry zapomniawszy ją zatrzymać. To znaczy biegnie dopóki, dopóty nie stanie twarzą w twarz z jakąś przeszkodą. Wtedy do akcji wkroczyć musimy my, by odpalając odpowiedni trik przeskoczyć te przeklęte schody, czy wskoczyć na mijany właśnie murek. Ta decyzja projektantów bardzo przypadła mi do gustu. Pozwala skupić całą naszą uwagę na wstukiwaniu coraz bardziej skomplikowanych kombinacji przycisków.

skejt1

Ewolucje, o których grze się nie śniło
Chociaż  trików do wykonania jest niemało, to bardzo mi brakowało grabów*** i manuali****, które wzbogaciłyby wrażenia płynące z rozgrywki. Poza tym te, które zrobić można wykonuje się troszkę niewygodnie. Może to moje przyzwyczajenia z innych skejtowych tytułów, a może fakt, że gra nie wykrywała mojego pada i musiałem grać na klawiaturze. W sumie bardziej logiczne wydaje mi się zatoczenie analogiem koła niż żmudne wklepywanie kombinacji w stylu SDWA. Swoją drogą OlliOlli oprócz kilku braków nie ustrzegła się też paru niedociągnięć. Nie raz zdarzyło mi się, że grindowałem po schodach (nie, nie po poręczy, a po schodach), a próby zeskoczenia z nich zawsze kończyły się twardym lądowaniem na ziemi. A propos ziemi – w grze udało mi się również opanować niezwykle trudną sztukę lądowania w podłożu – w tym przypadku również każda próba wydostania się z takiego położenia sprawiała, że główny bohater rekultywował glebę.

skejt2

Skejci w sieci
Tytuł umożliwia porównywanie swoich najlepszych wyników z innymi graczami. Fajny bajer, ale mi w grze brakowało rozgrywek sieciowych z prawdziwego zdarzenia. Wiecie, takiego pojedynku na wybranych trasach. Najlepiej z podzielonym ekranem, żeby w trakcie naszego przejazdu widzieć co wyczynia nasz oponent…. Eh… rozmarzyłem się. Wracajmy jednak do omawiania tego co w grze jest. A jest całkiem fajny tryb nazwany Daily Grind. Codziennie dostajemy w nim zupełnie inną trasę, którą możemy trenować ile tylko razy nam się zamarzy. Jednakże mamy tylko jedną szansę, by wykonać punktowany przejazd. Oczywiście za każdym razem nie dojeżdżałem nawet do połowy trasy w trakcie tej jedynej szansy, nie zmienia to jednak faktu, że pomysł jest naprawdę dobry.

skejt3

Bez twarzy Ci nie do twarzy
Recenzując grę nie da się nie wspomnieć o niesamowicie dobrej ścieżce dźwiękowej. To świetny kawał elektronicznej muzyki. Wszystko stanowi wspaniały podkład pod wykręcanie wysoko punktowanych kombosów. Przyłapałem się nawet na nuceniu niektórych kawałków pod nosem, mimo iż prywatnie mam alergię na tego typu twórczość, co samo w sobie powinno stanowić rekomendację. Wysokiego poziomu dźwięku nie utrzymuje niestety warstwa wizualna, która, choć niebrzydka, pozbawiona jest „tego czegoś”, co sprawiłoby, że utrwaliłaby się w świadomości graczy na trochę dłużej niż kilka chwil po skończeniu zabawy z produkcją. No i jeszcze ten główny bohater bez twarzy(dosłownie)…

Werdykt? Brać i grać. Jak nie na pececie to na platformach Playstation (gra ukazała się również na PS3, PS4 oraz Vitę) Rozgrywka jest bardzo przyjemna i satysfakcjonująca, a powtarzanie raz po raz poziomów, „bo nie wykonałem perfekcyjnego lądowania i ciapnęło mi punkty” wciąga.

* Flip – trik polegający na obracaniu deskorolki będąc w powietrzu na różnorakie sposoby
**Grind – ślizg po poręczach, krawężnikach itp.
***Grab – trik polegający na przytrzymywaniu deskorolki ręką w określonych miejscach;
****Manual – jazda na przednich (nose manual) bądź tylnich (manual) kółkach deskorolki

ZALETY:
5
WADY: