Wrażenia z Nuclear Throne

Produkcje niezależne, przez cały czas, nie pozwalają nam zapomnieć o dawnych czasach, kiedy to w gry się jeszcze grało, a nie je oglądało. Idealnym przykładem takiego tytułu, który jakby urwał się z innej epoki może być Nuclear Throne od holenderskiego studia Vlambeer.

Tytuł ten jest Roguelike’m, czyli takim uproszczonym RPG’iem, w klimacie post-apokaliptycznym, co daje dosyć ciekawy efekt. Pomysł więc fajny, natomiast jak z wykonaniem?

Radioaktywny skorpion? A są takie żółte?
Gra nie uraczy Was fabułą rodem z To The Moon. Nie zobaczycie rozmaitych opcji dialogowych, wielu wątków oraz zakończenia, którego nikt by nie przewidział. Nie, tutaj jest to troszeczkę uproszczone, a mianowicie, jedynym celem gry jest zostanie królem pustkowi. A żeby to osiągnąć, będziemy musieli przy pomocy zróżnicowanych postaci przemierzać kolejne poziomy i pokonywać coraz to bardziej wymyślnych przeciwników. Niby proste w założeniach, a jaką frajdę potrafi dać człowiekowi.

Piach, piach i więcej piachu
Zanim przystąpisz do samej zabawy, warto od razu zagrać chwilkę każdą z ośmiu dostępnych (i jedenastu w końcowej wersji) postaci. Nie różnią się one tylko wyglądem, ale też ilością życia, szybkością zdobywanego doświadczenia (w tym wypadku plutonu) oraz umiejętnością specjalną – każda z postaci posiada określoną moc, która może okazać się przydatna w walce. Kiedy już mniej więcej wiesz co i jak, to pora wyruszyć na pustkowia w poszukiwaniu sławy, broni oraz plutonu do rozwijania swojego „podopiecznego”, któremu możemy zapewnić m.in. dodatkowe życie, szybkość czy ulepszenia naszej mocy specjalnej. Interfejs w grze jest bardzo prosty i przejrzysty, więc każdy mniej lub bardziej mądry człowiek szybko go pojmie i jeszcze bardziej zagłębi się w rozgrywce, jednak większość informacji, które są tam zamieszczone są raczej mało ważne, a jedyne co należałoby obserwować, to poziom amunicji, życia i doświadczenia (czyli plutonu), a cała reszta w ogólnym rozrachunku jest zbędna. Cała ta prostota rozgrywki i jej trudność (uwierzcie mi, tytuł jest piekielnie trudny) czyni grę bardzo grywalną i naprawdę wciągającą. Stary dobry oldschool.

Naprawdę? Serio? Zginąłem?
Jeżeli chodzi o grafikę, to tutaj można dyskutować. Niektórym taki powrót do retro może się podobać i mogą oni uznać to za plus dla gry. Inni zaś powiedzą, że produkcja jest po prostu brzydka i nie wydaliby złamanego gorsza za tak wyglądający tytuł. Ja zaliczam się zdecydowanie do tej pierwszej grupy, bo jednak twórcom o taki właśnie wygląd chodziło i zarzucanie im, że ich gra jest brzydka, więc dlatego jej nie kupią jest argumentem trochę nietrafionym i raczej nie na miejscu. Muzyka natomiast to dla mnie największe zaskoczenie, bo nie spodziewałem się aż tak dobrego audio i uważam, że większości z Was, którzy kupią omawianą produkcję na pewno przypadnie do gustu.

Super mega extra combo
Gdyby ktoś mnie zapytał „Czy polecasz Nuclear Throne?”, to zapewne zacząłbym mówić o tym, że ta gra nie jest dla wszystkich, że to jest retro i dzisiejszym graczom taki styl gry może nie podejść… i tak przez pół godziny. Dlatego mam problem, bo to już wyłącznie kwestia gustu (albo wieku); jeśli więc lubisz trudne oraz oldschoolowe gry, to bierz w ciemno. Innym radziłbym się zastanowić, bo dwanaście euro drogą nie chodzi. Oczywiście gra jest nadal w fazie produkcji  i jeszcze wiele rzeczy może się zmienić.

Pod TYM adresem możecie znaleźć gameplay, którego użyłem.

Kacplay