O 5 € za dużo – recenzja Unfair Jousting Fair

Starałem się napisać coś dobrego o grze studia Rodaja- naprawdę próbowałem. Niestety jednak(czy może raczej stety, dla tych, którzy czytają tą recenzję zainteresowani kupnem tytułu) w życiu każdego niedoświadczonego recenzenta przychodzi moment, kiedy ten pierwszy raz, należy ostro skrytykować jakąś grę. W tym przypadku padło na Unfair Jousting Fair.

2015-09-22_00001
Lokalny, czy też ogólnie znany jako „kanapowy” multiplayer do dziś jest wyznacznikiem dobrej zabawy wśród grup znajomych. Nie będę już wspominał o wielkich tytułach takich jak „tekken”, „Mortal Kombat” czy też „Fifa”. Nie należy zapominać również o grach tworzonych przez małe studia niezależne, takie jak przekomiczne „Mount your friend”, całkiem nowe i dające multum zabawy „Lethal League”, czy też klasyk wszystkich sal informatycznych i kafejek jakim było Little fighters 2.
Dlatego kiedy pojawiła się okazja do zrecenzowania „Unfair Jousting Fair” – gry która zainteresowała mnie ciekawym pomysłem na rozgrywkę i żartobliwą konwencją turniejów rycerskich – od razu postanowiłem ją przetestować. Bo jakże inaczej nazwać pojedynki rycerskie na monocyklach za pomocą szczotek i kijów hokejowych…Moje nadzieje i zapał opadły jednak dosyć szybko.
2015-09-22_00005

Gra stoi w tej chwili na poziomie gorszym niż niektóre „Flashówki”, jakie możemy spotkać na różnorakich stronach internetowych. Jej sytuacji nie polepsza też fakt, że w tym momencie nie posiada ona innych opcji niż gra ze znajomym na tym samym sprzęcie. O single playerze- albo chociaż multi po sieci możecie sobie pomarzyć.

W grze do wyboru mamy sześć postaci, które bardziej niż parodię rycerzy przypominają przedstawicieli pewnej subkultury „Uwielbianej” przez Trevora z GTAV*. Żadna z postaci nie posiada historii, szczególnych atrybutów czy umiejętności przydatnych w pojedynku – po prostu różnią się wyglądem. Poza tym, nie rozumiem zabiegu, że ich uszy wyglądają jak dłonie i stopy raymana.
2015-09-22_00006

W grze sterujemy tylko i wyłącznie za pomocą WSAD-u.
A i D przechylamy się na monocyklu, a W i S wybieramy kąt nachylenia broni. Wydaję się łatwe? Nic bardziej mylnego. Fizyka naszych postaci jest tak słaba, że częściej niż przez przeciwnika można przegrać przez przewrócenie się.

Poza tym po paru meczach odblokowujemy jeszcze jeden tryb, jakim jest gra w tenisa za pomocą…kurczaka. Osoba trafiona kurakiem automatycznie przegrywa, chyba że jakimś cudem uda jej się w miarę skutecznie wybalansować. Jest to jak na razie najciekawsza forma rozgrywki.
Możemy ustawić mecze na 1, 3 i 5-rundowe. Możemy też odblokowywać co kilka rund nowe bronie, ale nie da się ich własnoręcznie wybrać – są nam przydzielane losowo.
2015-09-22_00002

Rozgrywka dzieje się zawsze na tej samej mapie, jedyną różnicą są pory dnia – poranek, zmierzch i noc oraz sporadyczne dodanie w tle zamku lub dwóch, więc o szerokim wyborze poziomów raczej nie ma co mówić. Podobnie jest z muzyką. Oprócz motywu przewodniego z menu mamy tutaj 3 powtarzające się do bólu melodie, których celem było sparodiowanie muzyki okresu średniowiecza. Zamiast tego zaczynają one denerwować z rozgrywki na rozgrywkę.

Podsumowując, Unfair Jousting Fair nie jest warte zakupu, nawet pomimo stosunkowo niskiej ceny. Kto wie, może w najbliższym czasie Rodaja dodadzą nowe tryby, mapy oraz popracują nad rozwojem grywalnych postaci i parametrów broni. Na tą chwilę jednak stanowczo odradzam zakup.

* „I Abhor hipsters….I eat them for fun!!!”