O tym jak poleciałem na Księżyc słów kilka, czyli moje wrażenia z To the Moon

Ostatnio miałem okazję zapoznać się właśnie z tą produkcją. Jest dość kontrowersyjna, nieprzewidywalna, a historia w niej opowiedziana potrafi zaskoczyć nawet wielkich kinomanów. A moim zadaniem wygląda to tak…

O To the Moon słyszałem w czasie gdy jeszcze nie było wersji spolszczonej spod szyldu Dobrej Gry. Wtedy jakoś nie za bardzo zainteresowałem się tą całą paplaniną o emocjach jakie wywołuje, o świetności tej produkcji, o tym jak zmienia najtwardsze serca w galaretę. Później gdy już ukazała się wersja „po polsku” i przeczytałem recenzję kolegi z redakcji – myślę sobie, kupię, kupię i przejdę choćby nie wiem jaka była, zobaczę czy i mnie poruszy. I oto jestem, ukończyłem, veni, vidi, vici. A moje wrażenia wyglądają następująco…

Sama historia, chociaż początkowo wydawała mi się może nie tyle oklepana, bo wykorzystano tutaj dość ciekawe motywy; ale zwyczajnie nudna. Oto dwoje doktorków ma naprawić wspomnienia umierającego staruszka, aby poprawić mu humor w trakcie gdy ten oczekuje na swoje ostatnie godziny życia… , ale to nie miała być recenzja. I tak opowieść początkowo przynudzająca i wtórna, z czasem nabrała tempa i dostarczała mi co raz nowych smaczków dotyczących wątku fabularnego. Tak się wkręciłem, że z jednej strony chciałem już poznać zakończenie i dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi, a z drugiej, pragnąłem, aby ta historia była jak najdłuższa i dostarczała mi kolejnych pozytywnych wrażeń. Finalnie mogę powiedzieć, że wątek przedstawiony w grze, a może bardziej gra w wątku fabularnym, bo jest on 96% całej gry; bardzo mnie zaskoczył. Dostajemy w nim wszystko czego można się spodziewać po dobrej opowieści. Elementy czysto satyryczne przeplatają się z poważną, ciężką fabułą, której nie powstydziłby się dobrej klasy dramat. Czasami nawet można poczuć się jak w thrillerze (ah ta muzyka).

Chociaż łza nie spłynęła po policzku, to był moment w którym oczy już szykowały się do płaczu. Może to trochę być wina tego, iż nie zbudowałem odpowiedniej atmosfery skupienia, której wymaga To the Moon. Zakupu nie żałuję, chociaż ma swoje małe wady, to na tle całej produkcji są jedynie małą ryską prawie nie zauważalną, a klimat i jego poszczególne składowe, takie jak wątek fabularny czy muzyka po prostu mnie ujęły, ujęły i trzymały do końca gry.

Co do spolszczenia, to nie miałem okazji sprawdzić wersji anglojęzycznej, pewnie jest lepsza i przyjemniejsza w odbiorze, ale nasze rodzime tłumaczenie, jak dla mnie dobrze oddawało to co działo się na ekranie i potrafiłem wczuć się w całą historię.

Mógłbym grę polecić, ale nie wiem komu, ponieważ każdy mógłby odebrać tę produkcję w inny, własny sposób. Na pewno, możesz pokusić się o spróbowanie tego smakołyku. Jeżeli lubisz produkcje nieszablonowe (jesteśmy na stronie o produkcjach niezależnych, po co ja to w ogóle piszę :D), to gra powinna Ci się spodobać, a dla reszty, może być przyjemnym odpoczynkiem od kolejnej serii zabójstw w kolejnych odsłonach Battlefielda czy Counter Strikea.

Arek Bęben