Out There: Omega Edition – wrażenia z bety

Coraz więcej produkcji ulega konwersji z urządzeń mobilnych na poczciwe pecety. Efekty tych zabiegów bywają różne, ale trzeba przyznać, że najnowsze dzieło Mi–Clos Studio zapowiada się całkiem, całkiem. Wielokrotnie nagradzane Out There, wydane w lutym zeszłego roku, zostało solidnie podrasowane i już niebawem zawita na tradycyjnych platformach pod nową nazwą – Out There: Omega Edition.

Po prostu kosmos

W moje łapki wpadła wersja beta-2, która niestety nie pozwala na ukończenie gry (a już tak dobrze mi szło, chlip), ale miałam dość czasu, by poznać mechanikę i specyfikę rozgrywki. Zatem czym jest Out There: Omega Edition? Moje pierwsze skojarzenie związane było z FTL: Faster Than Light…, tyle, że tutaj nie uświadczymy obcych, dokonujących abordażu naszej kosmicznej krypy oraz ścigającej nas rebelianckiej floty. W przeciwieństwie do produkcji Subset Games, tytuł od Mi-Clos Studios to spokojny, kosmiczny survival, nastawiony przede wszystkim na eksplorację i zarządzanie. Dlaczego więc skojarzył mi się on z FTL-em? Bo tutaj również przemierzamy kosmos, używając skoków w nadświetlną, które prowadzą do kolejnych niezbadanych sektorów. Ponadto zarządzamy naszym statkiem i dostępnymi zasobami, a rozgrywkę wzbogacają komunikaty opisujące nieoczekiwane wydarzenia i spotkania.

Out There Omega Edition orbit

Nicht sprechen alienish

Jest XXII wiek. Ludzie szukają surowców poza swoją ojczystą planetą. Wcielamy się w bezimiennego astronautę, który dowodzi statkiem Nomad kursującym między Ziemią a Ganymede – księżycem Jupitera. Pech chciał, że kiedy my słodko spaliśmy w hibernacji, coś poszło nie tak i znaleźliśmy się w niezbadanych kosmicznych przestrzeniach – gdzieś poza układem słonecznym. Na domiar złego zostaliśmy sami z problemem i nawet nie ma do kogo gęby otworzyć. I choć spotykamy obce formy życia, to ciężko się z nimi dogadać. Każdy z nich posługuje się bowiem niezrozumiałym językiem i nie wiadomo o co im się tak naprawdę rozchodzi. Niekiedy coś nam podarują, a innym razem się na nas obrażą. Za alienem nie trafisz. Ale na pocieszenie dodam, że im częściej ucinamy sobie z nimi pogawędki, tym lepiej poznajemy ichniejszą dziwaczną mowę.

Out There Omega Edition landing

Pimp my spaceride

Jak już wspomniałam, głównym środkiem transportu jest statek kosmiczny, którym trzeba umiejętnie zarządzać, by dotrzeć do głównego celu, czyli Ziemi. Nasza krypa przy każdym skoku do następnej lokacji zużywa paliwo oraz tlen. Kolejnym bardzo ważnym wskaźnikiem jest stan naszego pokładu. Maleje on w skutek konkretnych sytuacji – na przykład gdy lądowanie na danej planecie jest ryzykowne, lub w losowym wydarzeniu, które może nas spotkać przy każdej zmianie sektora, ale o tym za chwilę. Jeśli chociaż jeden z tych trzech współczynników skończy się, oznacza to tylko jedno – koniec rozgrywki. Dlatego należy je mieć nieustannie na oku. Paliwo i tlen wyczerpują się naprawdę bardzo szybko i aby je uzupełnić musimy je pozyskiwać na wybranych planetach. Do tego celu służy nam świder oraz próbnik – urządzenia wykorzystywane również do wydobywania innych surowców, takich jak żelazo, wodór, hel, platyna, krzem, miedź, i tak dalej. Są one niezbędne do napraw sprzętu, lubiącego psuć się w najmniej spodziewanych momentach oraz do budowy technologii i upgrejdów, których plany znajdujemy w trakcie naszej podróży. A jest ich całkiem sporo i są bardzo zróżnicowane – od skanera geologicznego, pokazującego w jakie surowce jest bogata dana gwiazda, po nasiona życia, umożliwiające zmianę skalistego ciała niebieskiego w miejsce tętniące życiem. Jeśli zdarzy się tak, że zabraknie nam minerałów, a w pobliżu nie ma odpowiedniej planety, możemy rozmontować dane urządzenie i pozyskać w ten sposób nieco składników.

Out There Omega Edition ship

W podstawowym wyposażeniu Nomada znajdziemy mapę sektora i reaktor międzyplanetarny, dzięki któremu możemy podróżować między systemami. Oprócz tego mamy do dyspozycji wspomniany wcześniej świder i próbnik, a także teleskop dostarczający informacji na temat gwiazd w naszym zasięgu. Ponadto po drodze spotykamy również porzucone statki i stacje kosmiczne. Jeśli mamy takie życzenie, to możemy skorzystać z okazji i przesiąść się na jeden z nich. Każdy różni się technologiami oraz specyfikacją: mocą, ekosystemem oraz odpornością. Jest ich całkiem sporo, także, Panowie i Panie, jest w czym wybierać.

Out There Omega Edition space

Life is brutal and full of zasadzkas

Out There: Omega Edition naprawdę potrafi wciągnąć, pomimo że śmierć to tutaj chleb powszedni. Giniemy często i w dodatku mamy tylko jeden, nędzny żywot. Sejwować też za bardzo nie można (chyba, że wyjdziemy z gry, a potem klikniemy „kontynuuj” – rozpoczniemy wtedy w miejscu, w którym skończyliśmy). Spokojne przemierzanie kosmosu dodatkowo komplikują wydarzenia losowe. Po każdym skoku ukazuje nam się notka autorstwa astronauty. Taki swoisty dziennik zdarzeń. Opisuje on swoje przemyślenia na temat beznadziejnej sytuacji, w jakiej się znalazł. Czasami wpis jest nasączony lekką paranoją czy rozważaniem w stylu „…i po co to wszystko”. W tych właśnie notatkach zawarte są owe zdarzenia losowe. Czasami jest to opis zjawiska, istoty lub incydentu mającego wpływ na nasz statek i zasoby. Niekiedy musimy podjąć decyzję, co zrobić w konkretnej sytuacji. Wiać czy nie wiać? – oto jest pytanie. A może jednak zbadać?

Out There Omega Edition solar system

Interfejs i sterowanie są bardzo proste i w miarę intuicyjne. Gra pierwotnie była przecież tworzona na potrzeby urządzeń mobilnych, także nie mogło być inaczej. Mamy ekran statku, mapy gwiezdnej oraz aktualnego położenia. Do tego wskaźniki surowców oraz menu konserwacji i utrzymania naszej krypy. I to w zupełności wystarczy. Ponadto Out There jest bardzo miłe dla oka i ma komiksowy charakter. Wersja Omega została znacznie podrasowana pod tym względem. Zamiast dość ubogich grafik, mamy żywe, nasycone barwami statyczne pejzaże oraz planety, które są wykonane w 3D. Ale, żeby nie było tak słodko, muszę się do czegoś przyczepić.
Po pierwsze. Z racji tego, że to wersja beta, to oczywistym jest, że nie jest ona wolna od błędów. Do tej pory spotkałam tylko jeden, ale za to uniemożliwiający dalszą rozgrywkę. Mianowicie, gdy zrobimy zbliżenie gwiezdnej mapy za pomocą kółka myszy, to niestety nie da się już zmienić widoku. Mam nadzieję, że szybko naprawią tę niedogodność.
Po drugie. Moja nowiutka karta graficzna bardziej grzeje się na Out There: Omega Edition niż na Far Cry 4 (sic!?), pomimo tak różnych przecież wymagań sprzętowych (Out There ruszy nawet na tosterze). Nie mam bladego pojęcia dlaczego tak się dzieje, może Mi-Clos Studio musi popracować nad optymalizacją, a może tylko mój komputer ma taką dziwną przypadłość. To, co jeszcze może przeszkadzać, to brak zaimplementowanego poziomu trudności, a gra do najprostszych nie należy. Ale nie każdemu to przecież przeszkadza.
Co do oprawy audio, to nie ma się czego przyczepić. Podróży bogatej w rozważania egzystencjalne towarzyszy bardzo stonowana, klimatyczna muzyka Siddartha Barnhooma, odpowiedzialnego za ścieżkę dźwiękową, między innymi, do Antichamber czy The Stanley Parable. Spokojne, acz bardzo konkretnie skrojone nuty idealnie tworzą grunt pod starania człowieka, chcącego odnaleźć swoje miejsce we wszechświecie. Out There: Omega Edition ma coś z Odysei Kosmicznej Stanleya Kubricka, ale toutes proportions gardées, oczywiście.

Out There Omega Edition lava

Podsumowanie

Zatem, czy warto czekać na pełną wersję? Tak! Gra może nie jest łatwa, ale ma swój klimat, a i grywalność jest bardzo duża. Out There: Omega Edition z pewnością ma potencjał. Podoba mi się motyw człowieka zmagającego się nie tylko z martwą materią, ale przede wszystkim samotnością i samym sobą. Może kojarzyć się z dziełem Stanleya Kubricka, ale to moje prywatne odczucie. Nie mogę doczekać się finalnego produktu, bo już teraz chciałabym zobaczyć zakończenie, a nawet cztery, bo tyle zapowiadają twórcy.

Grę możecie zamówić jako pre-order i już teraz otrzymać dostęp do oficjalnej bety. Premiera odbędzie się na przełomie marca i kwietnia. Out There: Omega Edition dostępne będzie na PC, Mac, Linuxie oraz na systemach iOS i Android.

ZALETY:
5
WADY: