Pid – Trzy razy „tak”

Dawno nie miałem okazji zagrać w grę, która zaskoczyłaby mnie do tego stopnia, do którego zaskoczył mnie Pid. Uruchamiam grę i liczę na to, że zobaczę prostą platformówkę z jakimiś elementami zręcznościówki i gry logicznej. Problem polega jednak na tym, że widzę coś zupełnie innego.

Po krótkim wprowadzeniu do fabuły dowiadujemy się, że nasz bohater jest jeszcze uczniem podstawówki i trafia na planetę, której z niewyjaśnionych przyczyn żaden mieszkaniec nie może opuścić. Gra rozpoczyna się w stylu Limbo. Chłopiec leży na ziemi, następnie powoli wstaje i zdezorientowany stara się zebrać informacje na temat miejsca, w którym się znalazł.

Fabuła jest prowadzona w przystępny sposób i szczerze mówiąc, bardzo mnie wciągnęła. Szybko orientujemy się, że planeta, na którą trafiamy jest zamieszkana przez roboty. Możemy wchodzić z nimi w interakcje i często otrzymać ciekawe informacje, a nawet wyposażenie. Rozmowa jest w pełni automatyczna, tzn. nie mamy możliwości wyboru opcji dialogowych. Wypowiedzi bohaterów pojawiają się w kolorowych dymkach na ekranie. Każdy napotkany robot reprezentuje swój unikalny charakter. Zazwyczaj ogranicza się on jedynie do sposobu mówienia, ale czasem także zachowania. Do wykonania mamy np. misję, w której musimy odszukać profesora zasiadającego na widowni w operze, mając podany jego opis i kilka cech.

Kilka razy miałem wrażenie, że gra skończy się już za moment. Tymczasem historia płatała mi figle i raczyła doskonałymi zwrotami akcji, które w pozytywnym świetle postawiły mi całą linię fabularną. Naprawdę nie spodziewałem się, że coś innego niż grywalność odegra tu równie ważną rolę.

Również z dialogów dowiadujemy się, że nasz bohater ma na imię Kurt. Potrafi oczywiście biegać, skakać i czołgać się. Oprócz tego posiada moc wytwarzania strumieni tajemniczej energii, która potrafi unosić go w powietrzu. Szybko okazuje się, że rozgrywka będzie się opierała na opanowaniu korzystania z tej energii i umieszczania strumieni w odpowiednich miejscach. W późniejszym etapie gra zaczyna testować już nie tylko naszą zdolność logicznego myślenia, ale coraz częściej musimy wykazywać się zręcznością. Napotykamy bowiem wrogów oraz elementy otoczenia takie jak umieszczone na ścianach lasery, kolce lub wyrzutnie rakiet. Pojawiają się również mechanizmy reagujące na bliskie eksplozje, co sprawia, że musimy w odpowiedni sposób operować strumieniami i ściągać w nie rakiety z wyrzutni. Kurt posiada pojemny plecak, w którym przechowuje znalezione po drodze gwiazdki, pełniące rolę punktów i waluty w grze. Na większości poziomów możemy znaleźć automaty, w których możemy je wymienić na elementy wyposażenia. Można również znaleźć sklepy z nielegalnie sprzedawanym sprzętem i można w nich usłyszeć sprzedawców obawiających się gniewu panującego króla, o czym świadczy np. wypowiedź: „Jakby ktoś Cię z tym złapał, to nie masz tego ode mnie.”

Do dyspozycji naszemu bohaterowi oddano bardzo zróżnicowany sprzęt. Naprawdę jego plecak jest jak damska torebka. Znajdujemy tam telefon, bomby, tajemnicze pyły i moce, ziemię wykrywającą niewidzialne platformy, maszynę grającą i kilka rzeczy, które tam są, a nigdy nie były używane. Nie mniej jednak te rzeczy często przydają się w starciach z wrogami. Tym bardziej, że ci również dzielą się na kilka rodzajów.

Zaczynając od tych podstawowych, jeżdżących na gąsienicach, wyrzutni rakiet, aż po tropiące nas roboty z reflektorami w oczach. To zdecydowanie zasługuje na pochwałę. Praktycznie na każdym poziomie poznajemy jakiś nowy element gameplaya. Może to być nowy rodzaj przeciwnika, a nawet nowa broń do walki z nimi! Co jakiś czas przychodzi nam się zmierzyć z bossem. Trudność w walce z nim ogranicza się zazwyczaj do znalezienia odpowiedniego sposobu. Kiedy już poznamy schemat, w jakim ma się toczyć nasz bój, wtedy nie ma z nim już większego problemu. Mniej więcej w połowie gry, producenci wprowadzili jeszcze sceny pościgowe po pokonaniu bossa. Trzeba przyznać, że te sceny naprawdę wymagają wymaksowania wszystkich swoich umiejętności i pełnej synchronizacji swoich ruchów z używaniem mocy. Przypomniały mi się sekwencje z Cwaną Skrzynią z Rayman: Origins.

Pid wygląda przepięknie. Jaka gra jest, każdy widzi. To czego nie widać na obrazkach jest jednak jeszcze lepsze. Animacja postaci, która na mnie zrobiła pozytywne wrażenie już na samym początku. Zaraz potem pojawiły się jeszcze skryptowane scenki, a nawet cutscenki realizowane na silniku gry. Cały czas towarzyszy nam jeszcze genialna i bardzo dobrze dopasowana muzyka, która jednak zaczyna męczyć gdy nie możemy poradzić sobie z jakimś poziomem i musimy w kółko słuchać tej samej nuty. No ale, jak jestem słaby to cierpiałem.

Przejście gry w trybie single player zajęło mi ponad 8 godzin na poziomie normalnym (poziom hard odblokowuje się dopiero po przejściu gry na normalu). Tutaj jednak zabawa przy Pid się nie kończy, bo ten ma jeszcze w ofercie tryb kooperacji, który przedstawia dokładnie tę samą historię co singiel. Dzięki pomocy partnera, wcześniej niedostępne miejsca staną dla nas otworem, a my będziemy się świetnie bawić przy ich odkrywaniu.

Plusy:

  • Rozbudowana, ciekawa fabuła
  • Atrakcyjna grafika
  • Pomysłowe projekty postaci i poziomów
  • Genialna muzyka
  • Możliwość gry w kooperacji
  • Wysoka grywalność
  • Zróżnicowane wyposażenie

Minusy:

  • Poziom hard odblokowuje się dopiero po przejściu gry na normalu.

Ocena 10/10!

ZALETY:
5
WADY: