Pierwsze wrażenia z bety Godus

Zabawa w boga w grach komputerowych chyba nigdy nam się nie znudzi. Od tycoonów, przez różnego rodzaju simy, kończąc na dosłownych „symulatorach boga”.

A wszystko, co stworzył było dobre
Populous, Black & White, From Dust, Heaven & Hell, … Podobieństwa są oczywiste, tym bardziej, że w dwóch pierwszych wymienionych przeze mnie seriach również maczał palce Peter Molyneux. Co najbardziej rzuca się w oczy przy pierwszym zetknięciu z Godus? Został zaprojektowany z myślą o interfejsie dotykowym. Aż się prosi, żeby jeździć palcem, zamiast kursorem myszki po ekranie monitora. Nie bez powodu w innych grach tego typu kursor był animowaną dłonią. Rozwój technologii pozwolił na pójście o krok dalej i bardziej dosłowne mieszanie palcem w wirtualnym życiu. A zaczyna się dosyć skromnie, mamy władzę nad malutkim terytorium, wygładzamy teren, żeby nasi podopieczni mogli budować sobie domostwa i zbieramy punkty wiary, dzięki którym mamy większe możliwości ingerencji w wygląd świata.

2013-10-02_00009

Karty, karty wszędzie
Godus zgrabnie łączy symulator boga z karcianką kolekcjonerską. Za różnego rodzaju osiągnięcia – przekroczenie ustalonego progu liczby ludności, odbudowanie kapliczki, znalezienie jednej ze skrzyń rozrzuconych na mapie na różnej głębokości, zwycięstwo w jednym z wyzwań (minigry wewnątrz Godusa) – zdobywamy karty, które dają nam określone profity. Część kart działa od razu, np. rozszerzając obszar naszej władzy, czy odblokowując nowe zabudowania. Pozostałe natomiast do działania potrzebują określonej liczby kart zasobów, które również zdobywa się losowo w trakcie rozgrywki. Karty kolekcjonujemy w swoim notatniku/albumie. Zapełniając odpowiednie strony awansujemy na wyższy poziom cywilizacji.

2013-10-02_00001

Pęknij balonik i zdobądź flagę
Różowe bąbelki wiary pojawiające się nad budynkami dają nam określoną liczbę punktów, które z kolei możemy wydawać na zmianę rzeźby terenu i wysyłanie „nadmiarowych” (domki oznaczone flagą) ludzi, by zasiedlali nowe terytorium, odbudowywali kapliczki i świątynie albo walczyli z podopiecznymi innego boga. Klikanie bąbelków zostało muzycznie urozmaicone – każdy kolejny (jeżeli zrobimy to odpowiednio szybko) kryje w sobie kolejną nutę Ave Maria Gounoda. Wciąga, tym bardziej, że w miarę poszerzania terytorium mamy coraz więcej domów i coraz więcej bąbelków. Oczywiście na dłuższą metę takie klikanie przestaje być efektywne, ale za słoną opłatą, na pewnym etapie możemy przekształcić zbiorowisko domów w miasto, umieszczając pośród nich pomnik, który agreguje bąbelki w jeden duży.

2013-10-03_00015

Mylić się rzecz ludzka, wybaczać boska
Dodatkowe karty można zdobywać pokonując innego boga np. poprzez zniszczenie jego wioski albo uzyskanie większej populacji. Wszystko specjalnie przygotowanej do danego wyzwania mapie, zupełnie niezależnej od głównej rozgrywki. O ile pokonywanie sztucznej inteligencji nie sprawiało mi problemów, o tyle w normalnej rozgrywce zdarzyło mi się kilka wpadek, jak przypadkowe zburzenie kilku budynków, czy próba nowej mocy zakończona wznieceniem pożaru lasu, który przeniósł się na domy i ludzi…

2013-10-03_00010

Już teraz Godus daje bardzo dużo frajdy, a jest to ponoć dopiero 30% całej gry. Nie mogę się doczekać reszty. Szczerze polecam.

Bartłomiej „Harwer” Listwon