Pikselowe zombie i pociągi, czyli The Final Station

Urocze i mroczne jednocześnie – tak jednym zdaniem można opisać przygody głównego bohatera The Final Station, maszynisty podróżującego przez owładnięty plagą zombie pikselowy świat. Muszę przyznać, że ta zaskakująca mieszanka train simulatora i zombie shootera bardzo urzeka i wciąga. Niezależna gra studia Do My Best zgrabnie łączy humor z mrokiem, potrafiąc przedstawić poruszającą historię i nie rezygnując przy tym z rzuconego tu i ówdzie żartu czy popkulturowej referencji. I choć ma swoje wady, jest to jeden z lepszych indyków w jakie miałam okazję grać w ostatnim czasie.

Rozgrywka jest podzielona na dwa tryby – jazdę pociągiem i eksplorację. Pierwszy z aspektów jest zdecydowanie mniej ciekawy, jako że lokomotywa, za którą odpowiadamy, jest mała i dużo się w niej nie dzieje. Mamy kilka przyrządów pomiarowych, które działają na zasadzie bardzo uproszczonych mini gier. W każdym przejeździe losowo jeden z nich nie działa. Naszym zadaniem jest monitorowanie i regulacja szwankującego przyrządu oraz opieka nad pasażerami, którzy mają tylko dwie “potrzeby”: głód i zdrowie. Głód zaspakajamy żywnością (duh), a zdrowie ratujemy medkitami. O ile wyżywienie nie sprawiło mi problemu ani razu podczas całej gry, dbanie o żywotność pasażerów jest sprawą znacznie trudniejszą, ponieważ medkity są potrzebne również i naszemu bohaterowi podczas jego eskapad. Ponadto, gdy przyjmiemy na pokład pociągu szczególnie pokiereszowaną postać, będzie ona co chwilę krwawić, wymagając nie jednego, ale nawet trzech medkitów podczas pojedyńczego przejazdu. Dla pełnego obrazu sytuacji dodam, że można mieć na pokładzie maksymalnie dziesięć medkitów, a mi nigdy nie udało się mieć więcej niż pięć. Jedyną rozsądna taktyką na krwawienie nie jest więc tamowanie go od razu, lecz czekanie aż postać wykrwawi się niemal na śmierć i dopiero wtedy podbiegnięcie z apteczką. Znaczną część “pociągowej” rozgrywki zajmuje zatem patrzenie jak pasażer powoli umiera i trzymanie kciuków, żeby podróż skończyła się przed jego zgonem, co daje nam czas na znalezienie medkita podczas naszej eksploracji (w tym momencie nie musimy opiekować się pasażerami, a ich status się nie zmienia).

TheFinalStation_8

Tryb eksploracji jest zdecydowanie najciekawszym aspektem całej gry. Cel wizyty na każdej poszczególnej stacji w zasadzie opiera się na tym samym: musimy odnaleźć kod do blokady, która nie pozwala naszej lokomotywie opuścić stacji i przy okazji uzupełnić zapasy bądź wypełnić zadania. Zwiedzanie miasteczek niesamowicie wciąga i pozwala na odkrywanie różnych ciekawych wątków pobocznych, jak chociażby historię tajemniczego pana X. Wiele opowiada nam też sam level design, który, pomimo swojego minimalizmu, jest w mojej opinii genialny. Fragmenty liścików, wiadomości jak i układ pokoi czy dekoracje przekazują wiele więcej treści niż jakiekolwiek dialogi i pozwalają powoli poznawać nam growy świat. Nawet sama nazwa naszego pociągu – Belus – jest interesująca i można ją interpretować na kilka sposobów, kojarzy się ją bowiem zazwyczaj z zagadkowym, mrocznym bóstwem znanym z różnych mitologii śródziemnomorskich. Dowiadujemy się, że plaga zombie została spowodowana dziwnym wirusem z kosmosu, który został zesłany w tajemniczych kapsułach. Ludzkość, aby bronić się przed spodziewaną inwazją, rozpoczęła budowę Guardiana, olbrzymiego robota, do którego powstania przyczyniamy się i my, transportując do niego części. Im dalej na północ się zapuszczamy, tym więcej napotykamy zainfekowanych i wyraźniej widzimy jak uroczy, pikselowy świat powoli pogrąża się w chaosie.

TheFinalStation_2

Gra szybko uczy nas ostrożności w zwiedzaniu – już po jednym spacerze po stacji nauczyłam się, aby przed każdym wejsciem do nowego budynku ładować cios z łapy, który pozwala zdejmować większość rodzajów zombie na hita. Pod względem systemu walki gra nie jest zbyt różnorodna – do wyboru mamy ciosy ręczne, pistolet oraz, trochę później, shotguna. Bronie możemy ulepszać, ale i tutaj nie ma wiele do wyboru – możemy zwiększyć magazynek, skrócić czas przeładowania bądź dodać wskaźnik laserowy, i to by było na tyle. Większą różnorodność mamy wśród zombiaków – jest ich około sześciu, i każdy wymaga innej taktyki. Zwykłe zombie są na jednego mocnego hita bądź strzał w głowę. Uzbrojonym trzeba najpierw strącić hełm z głowy, a potem posłać headshota. Są też szybkobiegające cholerstwa, które padają dopiero po kilku strzałach z normalnej broni. Najciekawsze są łatwopalne zombiaki, które po jednym strzale czy ciosie stają w płomieniach i zaczynają się szybko poruszać. Trzeba im wtedy zmykać z drogi w te pędy, bo po chwili eksplodują. Ich “przypadłość” można jednak wykorzystać w walce przeciw innym zombiakom, gdyż wybuch również i je potrafi załatwić. The Final Station ogólnie bardzo zachęca do taktycznej walki, szczególnie, że naboje są towarem deficytowym. Warto więc wykorzystywać zarówno pięści jak i inną, bardzo przydatną rzecz – przedmioty, którymi można rzucać. Jest ich stosunkowo niewiele w grze, są jednak w stanie zdjąć każdy rodzaj przeciwnika na hita. Często zdarzało mi się biegać pół mapy z kiblem w rękach, ponieważ szkoda mi było porzucić tak skuteczną broń.

TheFinalStation_7

Oprawa graficzna w produkcji to mój ulubiony, najbardziej minimalistyczny rodaj piksel artu. Drażniły tylko widoczki z pociągu, które chwilami przypominały zwykłe, rozpikselizowane zdjęcia. Na szczególną uwagę zasługuje także muzyka, która naprawdę zrobiła na mnie wrażenie i niezwykle uprzyjemniła grę swoimi spokojnymi, tajemniczymi tonami. Szkoda tylko, że było jej dość mało i zdarzały się długie fragmenty w kompletnej ciszy. Na pewno jednak kupię soundtrack, gdyż jest naprawdę relaksujący.

The Final Station to kawał dobrej gry ze świetnym level designem i oprawą muzyczną. Chociaż główny bohater nie jest zbyt charyzmatyczny i ciężko z nim się identyfikować, to i tak nie stoi na przeszkodzie we wczuciu się w fabułę. Jednym z problemów The Final Station jest niewykorzystanie w pełni wielu mechanik, spodziewam się jednak, że będzie to nadrobione w DLC. Jazda pociągem mogłaby być również bardziej urozmaicona, gdyż momentami robiło się monotonnie. Mimo to, serdecznie grę polecam, gdyż jest to sześć godzin dobrze dopracowanej rozgrywki.