Pivot Pilot – try ; die ; rage ; repeat

Gry można podzielić pod względem ich skomplikowania i poziomu trudności na kilka grup. Gry casualowe, łatwe, średnie, wymagające, trudne, strzępiące nerwy, pozbawiające komputera klawiatury oraz zachęcające do wyrzucania monitora za okno. Pivot Pilot zdecydowanie osiąga nowy pod tym względem poziom. Jeszcze wyższy, niż te które podałem wcześniej. Specjalnie dla czytelników 1ndie World podjąłem się niemożliwego, połamałem palce, wysiliłem i uaktywniłem najbardziej ukryte i uśpione umiejętności oraz neurony w mózgu, aby podołać wyzwaniu jakie sam sobie zgotowałem.

Zacznijmy jednak od zarysu tego, co Was czeka na tej drodze cierpienia, nerwów oraz niesamowicie olbrzymiej satysfakcji po ukończeniu każdego poziomu. DeadSpot Games dokonało czegoś niemożliwego. Stworzenie gry bardzo trudnej, a zarazem wciągającej jest nie lada wyzwaniem. Pamiętam jak parę lat temu zabierałem się do gier z serii I wanna be the Guy/Boshy itp. po paru nędznych próbach odrzuciłem produkcję w kąt z brakiem chęci powrotu do nie tak bardzo wymagającej gry, co denerwującej mechaniki, gdzie nawet zwykłe jabłko spadające na głowe niosło śmierć i powtórzenie poziomu od momentu swojego ostatniego checkpointu. Umiejętność pogodzenia iście diabelskiego poziomu trudności i chęci ponownego podejścia do poziomu dotychczas potrafili tylko wykonać projektanci Super Meat Boy. Właśnie z tej produkcji Pivot Pilot czerpie nie garściami, a wręcz olbrzymią łopatą i taczką, aby wykonać nie tylko grę sprawdzającą naszą cierpliwość i zręczność, ale też wywołanie u gracza emocji typu „spróbuję jeszcze raz”. Produkcja jest, jak już wspomniałem wcześniej, bardzo podobna pod wieloma względami do Super Krwawego Chłopca, lecz dodaje też od siebie parę własnych świetnie sprawdzających się pomysłów. Klasyczna platformówka w stylu retro pod względem graficznym, gdzie wcielamy się w małego złożonego z pikselowej grafiki chłopca, który musi pomóc gigantycznej mechanicznej „łapie” dotrzec do wyjścia. Co za tym idzie w grze sterujemy nie jedną, a dwoma postaciami. Sterujemy bohaterem za pomocą strzałek na klawiaturze, natomiast „rączką” za pomocą domyślnyh klawiszów Q-W, A-S, Z-X. Właśnie tutaj rozpoczynają się schody. Otóż robot posiada trzy potrafiące się obracać wokół własnej osi części swojego długiego ramienia i kolejno najwyżej położone przyciski na klawiaturze odpowiadają za ruchy umożliwiając pełen obrót wokół własnej osi najdalszej jego części, kolejne przyciski odpowiadają za następną część maszyny. Trzeba brać pod uwagę fakt, że jeżeli za daleko obrócimy najbliższą jego część to trzeba będzie zmienić pozycję pozostałych dwóch „przedramion”, aby nie zniszczyć znajdującej się na samym końću świecącej się kuli. Każda jej kolizja ze ścianami kończy się pęknięciem kryształu czego efektem jest powtarzanie poziomu od początku. Nie dość, że trzeba uważać, aby nie wpaść naszym bohaterem w kolce lub nadlatujące piły tarczowe, to dodatkowo należy umiejętnie i bardzo często w tym samym czasie kierować robotem by i on nie trafił na jedną z całego multum pułapek, które czekają nas na naszej drodze. Fabuła w grze schodzi zdecydowanie na dalszy plan. Budzimy się w tajemniczym ośrodku badawczym, nie wiedząc kim jesteśmy, gdzie się znajdujemy i kto na nas spogląda w tle za pancerną szybą przy każdym nowym poziomie. Etapy są podzielone na 4 epizody, każdy po 10 poziomów oraz dodatkowo kilka sekretnych platform, do których możemy się dostać jedynie wykonując dodatkowe akrobacje czasem graniczące z perfekcyjnym co do piksela skokiem. Muzyka trąci również szybką metalową nutą tak samo jak to było w Super Meat Boy, jednak mogłaby być o wiele bardziej różnorodna. Tutaj jednak są cztery różne utwory na każdy z epizodów oraz dodatkowe przerobione kawałki na bardziej styl retro, które są puszczane w sekretnych poziomach. Na swojej drodze spotkamy wiele różnych, czasem nawet absurdalnych pułapek, które mają za zadanie jak najbardziej uprzykrzyć nam życie. Od wspomnianych wcześniej pił tarczowych jeżdżących tam i spowrotem, po wysuwające się kolce ze ścian, sufitów i podłogi, działa maszynowe, które po chwili namierzania przerobią nas na ser szwajcarski, lasery, które można wyłączyć jedynie na parę sekund, przyciski odpowiadające za zmianę grawitacji i takie, które spowalniają czas na parę chwil. Wszystkie wspomniane przeszkody oraz wiele innych musicie omijać zarówno bohaterem jak i robotem.

Jak już jest mowa o graniu dwoma postaciami, możemy przerzucać kamerę między nimi za pomocą spacji. Bardzo często się zdarzało, że zanim zaczynałem pruć przed siebie próbując przejść dany etap, przeskakiwałem do robota kamerą, aby rozejrzeć się po drugim końcu mapy i zaplanować moje dalsze kroki w kierunku pomyślnego przejścia poziomu. Misje te bardzo często wymagają od nas podejmowania szybkich decyzji, gdyż w oddali zaczynają nas gonić piły tarczowe czy też wielkie stalowe klocki najeżone kolcami. Czasu na zastanowienie jest mało więc i śmierć bohatera jest tutaj rzeczą nie tyle zwyczajną, co wręcz wymaganą. Wiele sytuacji po prostu nie da się przewidzieć bez wcześniejszego poświęcenia się bohatera w ramach lepszego jutra. Dodatkowym ciekawym elementem tej piekielnie trudnej platformówki jest możliwość współpracy mechanicznej ręki i naszego chłopca. Otóż możemy wskakiwać na kryształową kulę przytwierdzoną na końcu robota i przemieszczać się za pomocą obracania ramion machiny. Pomaga nam to często w dostaniu się do miejsca, gdzie bez wspomnianej pomocy po prostu byśmy się nie dostali. Prawdą jest to, że ogarnięcie ruchów bohatera i robota w tym samym czasie jest rzeczą diabelnie trudną, ale zapewne o wiele prostszą kiedy do gry zabierzecie się z padem w ręku. Ja jako klawiaturowy masochista jednak podjąłem się wyzwania, gdzie moje obie półkule mózgowe wzajemnie się blokowały, gdyż chcąc podskoczyć w danym momencie postacią, obracałem przez przypadek mechaniczne przedramię co kończyło się wizytą mojej facjaty na stosie kolców. Jeden z poziomów nawet doprowadził mnie do takiego stanu, że wygodniej było mi trzymać klawiaturę pionowo, aby szybciej stukać jak szalony w górną strzałkę odpowiadającą za skok bohatera. Tylko w taki sposób byłem w stanie dotrzeć do bariery laserowej, która włączała się po trzech sekundach. Kochajcie i szanujcie swoje klawiatury drodzy czytelnicy, gdyż po spotkaniu etapu 4 na poziomie 4 zrozumiecie jaki ból starałem się Wam przed chwilą opisać.

Pivot Pilot to bez wątpienia gra bardzo trudna, szalona w swoim pomyśle, ale piekielnie satysfakcjonująca. To co uwielbiam w tego typu produkcjach zostało doskonale wyważone i mimo absurdalnie trudnych łamigłówek i bólu w palcach od nadmiernego klikania w klawiaturę, bez żadnych skrupułów polecam Pivot Pilot każdemu, kto lubi czerpać z gier coś więcej niż satysfakcję z fantastycznej fabuły czy też grafiki. Powiadam Wam, że poprzeczka jaką zawiesili nam twórcy tej produkcji jest bardzo wysoko, a to uczucie spełnienia jakie Was wypełni po przejściu kolejnego poziomu utrzyma się przez długi czas.

ZALETY:
5
WADY: