Przygody ciąg dalszy, czyli recenzja Chaos on Deponia

Pamiętacie Rufusa, tego egoistycznego i zapatrzonego w swój czubek nosa jegomościa? Kolejna część bądź co bądź dobrej przygodówki daje nam jeszcze więcej tego samego, lepszego i ładniej wykonanego. No i ten cholerny Rufus w końcu ogarnął czuprynę i zrobił się troszkę mniej wyszczekany. Jednak to nie jest wyrwany z kontekstu element, bowiem w grze jest jeszcze całkiem sporo klocków, które tworzą świetną całość. To co pamiętacie z fabularnej części Deponii zostało w „dwójce” jeszcze bardziej pokręcone. Mniej więcej całość przedstawia się tak, że ludzie zamieszkujący podniebne miasto Elysium wydali decyzję o zniszczeniu wysypiska, a zarazem ukochanej krainy naszego protagonisty Deponii. Jedyne wyjście, to tajne kody umieszczone w jego nowej wybrance serca Goal. Rufus wynajmuje szalonego naukowca, który przeprowadza skomplikowaną operację by wydobyć hasła, jednak jak zwykle coś idzie nie tak. W skutek tego świadomość dziewczyny zostaje rozszczepiona na trzy i problem komplikuje się… i to bardzo. Na szczęście doktorek miał pod ręką urządzenie do istnego Joga Bonito świadomościami. Sęk w tym, że… no właśnie jak zwykle czegoś brakuje – Rufus musi odnaleźć kartridż, który jest niezbędny do uruchomienia. Niesamowicie zawiła opowieść z masą śmiesznych dialogów i nieco mniej egoistycznym głównym bohaterem, choć zdarza mu się uaktywnić demona przeszłości i skwitować kogoś niezłym podsumowaniem. Oj taki już nasz kochany Rufus jest i chyba pozostanie.

Bardzo pozytywnie na tle poprzedniczki wypadają zagadki i minigierki zręcznościowe, które wplątane są bardzo zgrabnie w całość. Nie często zdarza mi się rozwiązywać łamigłówki za pierwszym razem, ale tutaj było to dość oczywiste z zachowaniem nieszablonowości. Niby troszkę trudu i myślenia trzeba włożyć, ale większych problemów z rozwiązaniem nie ma, bo brakuje(choć nie mówię, że nie ma) dziwnie poukrywanych przedmiotów co jest bolączką innej gry A New Beginning, ale to już w innym moim tekście. Wracając do zagadek to mamy jeszcze te minigierki, które czasami trzeba rozwiązać by pchnąć fabułę dalej, ale jest również opcja dla leniwych – czyli zwykły przycisk dzięki któremu pominiemy ten etap. Jeżeli chodzi o ten aspekt to autorzy mieli już bardzo solidny grunt i wystarczyło tylko doszlifować niedoskonałości, co zresztą udało im się i zagadki stoją na naprawdę wysokim poziomie. Na pochwałę zasługuje również odświeżona paleta barw i zróżnicowanie terenów jakie przyjdzie nam eksplorować. Nowe miejscówki urozmaicają zabawę i nie dają wrażenia takiej nudy jak przy pierwowzorze. Kreska w Deponii jest po prostu rewelacyjnie poprowadzona i co do tego nie ma dwóch zdań. Bohaterowie drugoplanowi zresztą, tak jak przy pierwszej części, znowu ratują te słabsze momenty głównych protagonistów. Są przerysowani i zapadają w pamięć nawet przy swoistej nostaligi jaka może towarzyszyć w środkowej fazie produkcji, bowiem znowu mamy klasyczny przykład, jak to Deponia rozciąga swoje horyzonty dramaturgii pod sam koniec gry. I wbrew moim odczuciom, na dobrą sprawę nie jest to żaden błąd ze strony autorów, a może to przyzwyczajenie z Deponii?

deponia-7

W całej tej trylogii jest(a raczej będzie, bo trzecia część dopiero wyjdzie) coś niesamowitego, coś co przykuwa do ekranu i nie pozwala się oderwać. To swojego rodzaju serial komediowy, który gracz przeżywa razem z bohaterami. Mocno zapadająca w pamięć historia każe sobie czekać na następne perypetie, ciężko ostatnio o tego typu produkcję. Jest jednak w tej grze coś niepokojącego. Chodzi o wtórność, która przy końcowych fragmentach co raz mocniej do mnie docierała. Zauważyłem mianowicie pewne powtórzenia względem pierwszej części, a to epicki początek i późniejsza nuda, Goal która dopiero pod koniec gry nabiera charakteru, czy w końcu Rufus, który tylko na chwilę stał się nieco bardziej znośny. Nie są to ogromne rysy, raczej malutkie niedoskonałości, jednak jest takie uczucie pewnego dejavu. Niby inaczej, lepiej i ciekawiej, ale ciągle ma się wrażenie, że autorzy trwają w swojej wizji i jakoś niechętnie chcą zmieniać założenia sobie postawione względem np. Rufusa.

Podsumowując, Chaos on Deponia to bardzo dobra przygodówka, która sprawdza się tylko i wyłącznie jako całość wraz z poprzedniczką. Klasyczny przykład na to jak tworzy się serię, której nie da się rozpocząć od środka. Oczywiście można spróbować bez znania początku, pytanie tylko po kiego grzyba. Nie zrozumiecie połowy fabuły, a i do zachowania Rufusa przyzwyczaiła się już społeczność Deponii. Zdecydowanie tytuł obowiązkowy dla osób, które ukończyły pierwszą część, a jako cała seria dla wszystkich fanów przygodówek z ciętym humorem. Do wystawienia oceny muszę niestety poczekać na premierę trzeciej części by zobaczyć jaką jakość prezentuje cały produkt.

ZALETY:
5
WADY: