Recenzja: Deponia

Być może w każdym z nas jest egocentryk z nutką szalonego planu na wyrwanie się z tego smutnego – jak kobiecy narząd dający wiele satysfakcji facetowi – miasta(parafrazując kultowy dla Polaków film komediowy). Na pewno jest taki Rufus, czyli bohater przygodówki point and click, które notabene są już w świecie elektronicznej rozrywki dinozaurami. Deponia idealnie pokazuje, że te stare jak świat – dosłownie – zwierzęta ciągle potrafią nieźle się odgryźć zwłaszcza jeżeli ich bronią jest humor. Warto przekonać się, że tego typu gry mają się ciągle w najlepsze.

Po oczach od samego początku wali nam po oczach śliczna grafika utrzymana w konwencji bajkowo – komiksowej. Jest to styl charakterystyczny dla studia Deadlick i krótko stwierdzając mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jest to produkcja śliczna. Z drugiej strony większość przygodówek staroszkolnego typu point and click są z reguły ładne, a utrzymanie w dwóch wymiarach jest najlepszym z zabiegów co dodaje tylko klasycyzmu produkcji, która i tak daje znać, że mechaniką jest jeszcze w tamtym dziesięcioleciu. Ale czy to dobrze to się okaże wkrótce.


Od razu mówię, że nie każdy musi lubić tego typu gry. Ja osobiście grywam w nie tylko dlatego, że na ogół posiadają dobrą fabułę i humor, którego w tak wyrafinowanych sposobach podania ciężko jest szukać gdzieś indziej. W Deponii każdy dialog czy sytuacja powoduje uśmiech na twarzy. Przykład? Lista rzeczy do spakowania przez Rufusa czy próba wejścia do pokoju byłej dziewczyny gdzie o mało nie tracimy głowy w futrynie przez gilotynę. Rozmowy z innymi bohaterami stoją również na wysokim poziomie, a ignorancki i zadufany w sobie Rufus z czasem niestety, ale zaczyna nas męczyć. Tak bardzo ciężko było mi się utożsamić z nim, że ciężko to opisać. Popełniane głupie błędy i cięte odzywki, które normalnie nie powinny mieć miejsca nie dotarły do mojej części mózgu odpowiedzialnej za utożsamienie się z głownym bohaterem. Niby coś się tam zmienia pod koniec gry i główny bohater idzie po rozum do głowy, jednak pewien niesmak pozostaje. Nie jest to na szczęście minus jakiś gigantyczny i w konsekwencji rzutujący na ocenę końcową. Nie każdy musi podzielać me zdanie w kwestii nawiązania więzi interpersonalnej z bohaterem gry.


Deponia cierpi natomiast na jeden malutki szczególnie nielubiany w przygodówkach syndrom, który sprawia, że czasami w grze stajemy w miejscu. Chodzi o zagadki do rozwiązania, które czasami swoją logiką wysyłają nas na księżyc… a potem każą odlecieć do innego układu galaktycznego. Serio czasami wszystko idzie z marszu i choć nie są to najłatwiejsze łamigłówki, jakoś to idzie do przodu, jednak są sytuacje, że musimy połączyć ze sobą dwa zupełnie odmienne przedmioty, skleić jest z trzecim podmiotem i zamontować w tosterze(losowy przykład niezwiązany z grą) by na końcu okazało się, że to otworzy nam drzwi do innego pokoju. Trochę mnie poniosło z tymi porównaniami i przykładami, bo nie jest tak do końca hardcorowo, ale sytuacje nielogiczne zdarzają się i warto mieć to na uwadze.

Podsumowując Deponia jest niezwykle ciekawą i humorystyczną przygodówką, która zawiera wszystkie bardzo klasyczne aspekty tego gatunku i nie próbuje udawać jakiejś nowoczesnej formy. Oprawa bardzo klimatycznie nawiązuje do Gilbert Goodmate, który jest moim wyznacznikiem piękna w grach tego typu. Troszkę odstraszą na pewno niektóre zagadki mogące przyprawić o bóle głowy, ale nie jest ich na tyle dużo by wadziło to na ocenie końcowej. Bardzo solidnie wykonana przygodówka!

ZALETY:
5
WADY: