Recenzja Gomo

O debiutanckim projekcie Fishcow Studio – Gomo usłyszałem już jakiś czas temu i niezmiernie się ucieszyłem, że przygodówki typu point&click po raz kolejny będą miały okazję rozkochać w sobie graczy.

Stąd też moje wielkie rozczarowanie, gdy zobaczyłem metascore (51/100). Jednak pomimo tego nieprzychylnego argumentu na ułomność gry, postanowiłem dać jej szanse i samemu sprawdzić, czy jest aż tak źle. Po zagraniu stwierdzam, że źle nie jest, ale szczerze mówiąc, mogło być lepiej.

Nie oszukujmy się…
Odkąd sięgam pamięcią, przygodówki (zwłaszcza typu point&click) zawsze stawiały na złożony świat, charyzmatyczne i barwne postaci oraz ciekawą fabułę, a jeśli to nie wypaliło, to wtedy dostawaliśmy trudne zagadki, których rozwiązanie sprawiało wiele satysfakcji. Jednak Gomo niezbyt dobrze spełnia te warunki.
Po pierwsze – fabuła. Przylecieli kosmici i porwali psa głównego bohatera. Teraz żądają okupu w postaci kryształu (swoją drogą, nie wiadomo do czego ma im posłużyć). Nasz protagonista musi znaleźć kryształ i zanieść go kosmitom. Można było wymyślić coś innego, niekoniecznie przełomowego ani tak złożonego, że byśmy się pogubili w plątaninie wątków i motywacji, ale coś takiego, czego człowiek nie zapomniałby po odejściu od monitora.
Po drugie – zagadki. Tutaj też nie jest za dobrze; te „trudniejsze” zajęły mi (maks) piętnaście minut, a jeśli jesteś weteranem tego typu gier, to wyzwania tutaj nie znajdziesz, co jednak nie znaczy, że gra Ci się nie spodoba. Moim zdaniem, przygodówki to taki typ gier, który nie powinien cackać się z graczem, dlatego „łatwość” zagadek uznaję za wadę.
Dalej jest już tylko lepiej – główny bohater to jeden z najjaśniejszych punktów całej gry, jest dosyć głupkowaty i mało zaradny, ale mimo to bardzo przypadł mi do gustu. Nie gorzej prezentują się same lokacje, prawda, niektóre są trochę bez polotu, natomiast urzekło mnie to, iż w tle zawsze coś się dzieje – a to czerwony kapturek walczy z wilkiem, a to jakaś postać zjeżdża na sankach. Naprawdę, bardzo fajny smaczek.
Kolejnym plusem produkcji jest jej humor, który czasem zawodzi i nie zawsze wszystko śmieszy tak jak powinno, ale większość gagów jakie się pojawiły, skutecznie wywoływały uśmiech na mojej twarzy.

Gomo 2014-01-01 16-19-01-04

Pewna ręka
Ręcznie rysowana grafika wprost nie może się nie podobać, wszystko wygląda ładnie i ma swój unikalny, surrealistyczny klimat. Widać również, że twórcy inspirowali się Machinarium, ale na szczęście w odpowiednich dawkach, więc te podobieństwa są bardzo subtelne i nie ma powodów do obaw, że pomylimy ze sobą obie produkcje.
Do tego wszystkiego dochodzi naprawdę (ku mojemu zdziwieniu) świetna muzyka, która tak bardzo wpadła mi w ucho, że czasem stałem kilka minut w jednej lokacji tylko po to, żeby jej posłuchać. Oprawa audio-wizualna trzyma bardzo wysoki poziom i aż szkoda, że reszta nie sprawuje się równie dobrze.

Wstyd, hańba
Gry niezależne nauczyły mnie między innymi tego, że nie do końca można im ufać, ponieważ ich cena, nie zawsze odzwierciedla ilość oraz jakość zawartości. I możecie mnie nazwać sknerą, ale za osiem euro spodziewałem się, że Gomo pokaże coś więcej niż półtorej godziny rozgrywki (dosyć przyjemnej, ale i tak nie pozbawionej kilku większych błędów).

Gomo 2014-01-01 16-17-18-36
Ten czarny pas dookoła zdjęcia to nie błąd, tak wygląda cała gra.

Życie… jest brutalne
Produkcja potrafi zauroczyć (rzekłbym nawet, bardzo zauroczyć), ale jeśli masz w stosunku do niej jakieś oczekiwania, to rozczarowanie jest bardzo prawdopodobnym scenariuszem. Uważam, że gra jest jak najbardziej godna uwagi. Prawda, wyszły ostatnio zdecydowanie lepsze przygodówki, ale to nie zmienia faktu, że gdy tylko Gomo pojawi się na promocji, to warto się nim zainteresować.

P.S. Pies głównego bohatera wabi się Dingo.

Kacplay

 

ZALETY:
5
WADY: