Recenzja gry Submerged

Od pewnego czasu zacząłem zauważać pewną regułę w moich growych upodobaniach. Otóż coraz częściej sięgam po gry dające swobodę działania, połączone z elementami survivalu oraz nutką postapo. Ostatnio w moich rękach wylądowała gra The Flame in The Flood, która łączyła w sobie wszystkie wyżej wymienione cechy, tworząc produkcję bliską ideałowi. Niestety kiedyś musiałem trafić na coś takiego jak Submerged, coś, co sprawiło, że odechciewa mi się podchodzić do komputera. Dlaczego? Zapraszam do przeczytania mojej recenzji!

Kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tym tytule, pomyślałem, że szykuje się porządna gierka, zapewniająca zabawę na co najmniej kilkanaście godzin. Na sam klucz czekaliśmy w redakcji ponad tydzień, później musiałem wstrzymać się jeszcze dwa, ze względu na urlop, by wreszcie odpalić to „arcydzieło”. Strasznie liczyłem na dobrą grafikę i przyzwoity gameplay, ale to, co zobaczyłem później… istny koszmar. Multum niedopracowań, okropna grafika, przeciętne udźwiękowienie, nudna fabuła i jeszcze nudniejsza rozgrywka.

Submerged (3)

No dobrze, zacznijmy dzisiejszy wywód od omówienia fabuły, która jest prosta i oklepana aż do bólu. Rzecz cała dzieje się w jakimś niedookreślonym mieście, zalanym niemal po same dachy wieżowców. Widzimy, że od katastrofy minęło już sporo czasu – budynki niemal zniknęły pod pokrywą trawy, liści i drzew, morskie żyjątka na stałe zadomowiły się w ruinach cywilizacji. Ludzie musieli przystosować się do nowych warunków, korzystając z odpadów i resztek dawnego świata. Tak właśnie poznajemy Miku, nastolatkę podróżującą wraz ze swoim bratem na łódce rybackiej.  Jak łatwo jest się domyślić – nasz mały przyjaciel choruje, a zadaniem dzielnej dziewczynki jest znalezienie potrzebnych do uratowania go przedmiotów. Nic niezwykłego, prawda?

Submerged (5)

Co do rozgrywki, tak jak wspomniałem szukamy kilku przedmiotów, aby brat Miku wyzdrowiał (dokładnie osiem rzeczy). Aby tego dokonać, musimy pływać po mieście, wspinać się na dachy najwyższych budynków, by dostać się do nietkniętych zrzutów zaopatrzeniowych, które są najpewniej pozostałością po akcjach ratunkowych. Niestety już w tym momencie pojawiają się schody… Po pierwsze, poszukiwania (czyli misja główna) trwają co najwyżej 2 godziny. Gdyby jeszcze coś ciekawego działo się przez ten czas, to pewnie teraz bym nie narzekał. Jednak fabuła tak nużyła, że po prostu nie mogę nie wspomnieć o tym ogromnym minusie. Ponadto, zalane miasto, które miało być naszym sandboxem, nie daje nam pełnej wolności. Oczywiście to od nas zależy, jaki budynek zostanie przez nas splądrowany jako pierwszy, ale i tak przedmiot, który w nim znajdziemy, zawsze będzie tym, którego w danym momencie potrzebujemy. Innymi słowy, twórcy próbowali mydlić oczy dużą przestrzenią i pozorną dowolnością.

Submerged (1)

Oprócz nudnego wątku głównego, Submerged posiada system znajdziek, który ma umilić nam rozgrywkę i wydłużyć czas spędzony w grze. Jak to praktycznie wygląda? Przeciętnie. Pierwszym zestawem kolekcjonerskim są zwierzątka, które Miku spotyka na swojej drodze (bodajże 8 gatunków). Wystarczy przez jakiś czas pływać między ruinami i znajdziemy je wszystkie. Nie do końca widzę w tym sens, ale oczywiście znajdą się wśród graczy pasjonaci przyrody. Nieco ciekawsze wydają się być porozrzucane po mieście karteczki z historią niszczycielskiego kataklizmu. Tu już można się troszkę pobawić, by zrozumieć, co dokładnie się stało. Jednak według mnie 60 kartek z artworkiem wyglądającym jak bazgroły dwuletniego dziecka, po które gracz musi wspinać się przez dobre dwie godziny, to lekka przesada. Ja osobiście zbierałem tylko te, które przez przypadek zauważyłem i były one na wyznaczonej przeze mnie drodze, a i tak domyśliłem się, co się wydarzyło…

Submerged (2)

Jednak chyba najbardziej rozbawił mnie zupełnie opcjonalny system upgrade’u, wciśnięty na siłę do gry. Miku może lokalizować wraki innych łódek, by ulepszać silnik swojego wehikułu. Dzięki temu przytrzymując odpowiedni klawisz, gracz może chwilowo przyspieszyć. Dlaczego uważam to za rzecz zbędną? Otóż mapa jest na tyle mała, że defaultowa prędkość jest w stu procentach wystarczająca. Do tego, by nasz pojazd mógł płynąć szybko przez w miarę przyzwoity czas, musimy znaleźć co najmniej 12-13 ulepszeń. Po co to robić skoro całą grę przejdziemy i tak bardzo szybko?

Jeśli mowa o sposobie przemieszczania się, to należy teraz opowiedzieć o animacjach i sterowaniu. Tu jest nieco lepiej, bo do tej pory uważałem, że wszystkie elementy gry zostały doszczętnie skopane. Jednak i tutaj mam mieszane odczucia. Z jednej strony, Miku porusza się w miarę ładnie i zgrabnie (bez rewelacji), ale z drugiej strony widać masę niedopracowań np. tempo chodzenia, czy rzucająca się w oczy powtarzalność animacji. Co do sterowania, to akurat jest ono bajecznie proste i przyjemne, a przynajmniej gdy gramy gamepadem od XBOXa 360.

Submerged (6)

Najbardziej dotkliwy komentarz pozwoliłem sobie zostawić na sam koniec recenzji. Otóż Submerged zostało postawione na Unreal Engine 4, który jest wyznacznikiem wyższej jakości. Na tym samym silniku działają bowiem, np. Hatred lub Kholat, czyli nie byle jakie produkcje. Odpalam więc Submerged i co widzę? Istna masakra – tekstury o niemiłosiernie niskiej rozdzielczości, powtarzalne elementy otoczenia i oczywiście woda, wyglądająca jakby ktoś został z technologią w latach 2000-2005. Aż „pękają oczy” na ten widok… Zresztą sami sprawdźcie poniżej.

Podsumowując… Naprawdę brak mi słów, bo dawno nie grałem w tak okropnego gniota, udającego dobrą grę. Do momentu premiery i pojawienia się na youtubie pierwszych gameplayów, myślałem że wreszcie znalazłem sposób na wakacyjną nudę. Chyba wiecie, o co mi chodzi? Gra, która wciągnęłaby nas bez pamięci, gra, która dawałaby masę frajdy… Niestety jedyne co pozostało mi w głowie to okropny niesmak i zażenowanie.