Recenzja Layers of Fear

Na Layers of Fear czekałem jak ośmiolatek na pierwszą gwiazdkę – tak bardzo wczesna wersja zamiotła mną podłogę. W swoich oczekiwaniach nie byłem też osamotniony, co sądzić można po masie pozytywnych opinii na Steamie. Teraz, gdy mam już pełną wersję za sobą, wiem jedno – gdy wreszcie będę nieprzyzwoicie bogaty i wybuduję ogromną rezydencję z olbrzymim basenem oraz garażem na 28 samochodów, nie zawiśnie w niej ŻADEN obraz

Layers Of Fear_2016_02_16_12_49_03_625

W Layers of Fear wcielamy się w postać obłąkanego malarza, który podróżuje po swoim domostwie, by móc ukończyć obraz, mający być największym dziełem jego życia. Z czasem, w miarę przemierzania ponurej posiadłości, przetrawiamy skrywające się tu i ówdzie skrawki informacji, a przed naszymi oczami rysują się okrutne historie, których owe domiszcze było świadkiem. Fabuła wciąga, a im bliżej końca, tym bardziej chciałem dowiedzieć się do czego to wszystko zmierza. Finał okazał się niezwykle satysfakcjonujący. Coś czuję, że niebawem wrócę do produkcji Bloober Team, żeby poznać pozostałe 2 zakończenia, bo ciekawość mnie od środka zżera cóż mogą one skrywać.

Grę można śmiało zaliczyć do gatunku tzw. symulatorów chodzenia. Na czym polega jej pomysł na siebie? Otóż wszystko co widzimy, może się zmienić, gdy na chwilę przestaniemy patrzeć. Zamknęły się za Tobą drzwi? To obejrzyj się, bo może ich już tam nie być. Jeśli są, to możliwe, że prowadzą gdzieś indziej, albo zamiast tych drzwi są inne, do których prowadzi długi korytarz. Na tej jednej sztuczce opiera się cała rozgrywka, ale zaznaczyć należy, że ekipa Bloober Team niezwykle umiejętnie bawiła się tym pomysłem. Co rusz zaskakiwany byłem tym, co dzieje się na ekranie.

Layers Of Fear_2016_02_16_12_51_00_656

Nasz protagonista jest postacią dość powolną (ale jak ma szybko chodzić, skoro kuleje?), a aktywowany shiftem bieg nieznacznie zwiększa naszą prędkość. Jest to jednak jak najbardziej na miejscu – w ten sposób powoli, obserwując dokładnie otoczenie, przemierzamy dom, przy czym nie możemy uciec sprintem, choć nieraz miałoby się na to ochotę. Wydawać by się mogło, że nie mając biegającego za nami Slendera, czy innej bandy dzikich stworzeń, nie powinniśmy mieć ochoty uciekać, a jednak tak się dzieje. Powodem, dla którego z niektórych pomieszczeń chcemy wydostać się JAK NAJSZYBCIEJ jest niesprecyzowany strach. Bałem się, ale nie wiem do końca czego. Bo i nie wiadomo było czego się spodziewać. Co tym razem będzie starało się zjeżyć me włosy na karku? Może ten obraz, może ta szafka, albo sufit lub jeszcze coś innego. Wszystko to buduje świetny klimat. Tak gęsty, że można go pokroić na cieniutkie plasterki. Dawno nic tak dobrze mnie nie wystraszyło jak Layers of Fear.

Całość jest niezwykle przyjemna, ale jeśli, tak jak ja, graliście w wersję beta w ramach wczesnego dostępu, szczerze Wam współczuję. Gra po jednokrotnym przejściu traci dużo ze swej mocy straszenia. To typowy tytuł, który najlepiej bawi tylko raz. Fragment dostępny jako wczesna wersja był na tyle rozległy, że na większość treści z pełniaka byłem już odpowiednio przygotowany. Jestem w stanie zrozumieć ideę early access, jednak nie mam pojęcia po co to grze, która nie dość, że jest singlowa, to jeszcze liniowa. Nie zrozumcie mnie źle, wciąż jest ponuro, mroczno i straszno, ale rzeczy, które pamiętałem straszyły słabiej niż za pierwszym razem. Tym bardziej cieszyło każde pomieszczenie nie widziane wcześniej przez moje przekrwione oczy.

Layers Of Fear_2016_02_16_13_42_58_002

To co boli najbardziej, to długość produkcji. Już po niecałych trzech godzinach oglądałem listę płac (przy czym jakieś 2/3 z tego poznałem za czasów bety). Chciałoby się więcej. Chciałoby się jeszcze. Może to dobra okazja do zrobienia DLC? Choć z drugiej strony nie widzę tam miejsca, gdzie upchnąć można by było jeszcze trochę historii.

Gra wygląda bardzo dobrze. Otoczenie cieszy oko, jednak spora (wg mnie odrobinę aż nadto) jego część spowita jest w mroku. Przez te egipskie ciemności czasami ciężko odnaleźć klamkę od drzwi (choć zwiększa to przyjemny niepokój, gdy pragniemy skądś uciec). Olbrzymią rolę w budowaniu klimatu ma muzyka. Fenomenalny utwór z głównego menu to tylko początek. Ważnym elementem rozgrywki są również dźwięki, co z kolei przypomina mi, żebym polecił Wam granie w słuchawkach. Nie wyobrażam sobie by obcować z Layers of Fear w jakikolwiek inny sposób.

Layers Of Fear_2016_02_16_13_39_19_447

Ekipa z Bloober Team zrobiła naprawdę udaną grę. Straszy jak należy i już teraz narobiła mi smaku na kolejne wytwory krakowiaków. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem ciekaw co tam szykują dla nas za zamkniętymi drzwiami.