Recenzja The Swapper

Gdyby nie redaktor naczelny tego portalu, nagrodzony wieloma branżowymi wyróżnieniami The Swapper prawdopodobnie przeszedłby u mnie boczkiem. Co prawda, pod adresem tego indyka pada wiele ciepłych słów zagranicą, ale polska widownia o jego istnieniu nie ma bladego pojęcia. Na szczęście rozgrywający się w najdalszych odmętach kosmosu puzzle-platformer znalazł się ostatecznie na moim dysku, fundując 5 godzin szalenie wciągającej rozgrywki. A także ambitny przekaz.





Za grę odpowiada helsińskie Facepalm Games, czyli studencki duet Otto Hantula – Olli Harjola. To oni właśnie, nie potrafiąc projektować lokacji, nawet w dwuwymiarowych środowiskach, ulepili je z gliny i okraszając przedmiotami codziennego użytku, przenieśli w wymiar wirtualny. Skonstruowana prostymi środkami stacja badawcza Theseus została dodatkowo skąpana w mroku i rozmyta efektem blura. Graficznie może i nie ma rewelacji, ale klimat i stosunkowo często wzmagane poczucie wyobcowania nadrabiają zaległości. Ponadto nie o fajerwerki tu chodzi.


W The Swapper przede wszystkim rozwiązujemy trudne zagadki. Sterowany przez nas bohater jest w posiadaniu narzędzia, które pozwala mu klonować siebie i przenosić się z ciała do ciała. Rozwiązanie to, wbrew pozorom, nie jest żadnym novum: podobny mechanizm z powodzeniem wykorzystali autorzy The Misadventures of P.B. Winterbottom. Kosmonauta nie ugania się jednak za ciastami, jak postać z gry The Odd Gentleman, a próbuje uciec z opuszczonego kompleksu. By dopiąć swego, musi zbierać poukrywane w trudno dostępnych miejscach kule, umożliwiające otwieranie napotykanych po drodze przejść. Problem stanowią zaś kolorowe światła.





Gdy na drodze napotykamy czerwone światło, nie możemy przenieść się do innego ciała, z kolei niebieskie utrudnia ich tworzenie. Jest też purpurowe światło, które czyni Swappera – bo tak właśnie nazywa się klonujące akcesorium – całkowicie nieprzydatnym. Zagadki komplikuje dodatkowo pewna zależność. Każdy z klonów (a można zrobić ich aż cztery) porusza się dokładnie tak samo, jak grywalna postać. Kroczysz jednym, kroczą wszyscy, skaczesz jednym, skaczą wszyscy, itd. Zmusza Cię to do uważnego kontrolowania sytuacji i myślenia wprzód.


Niejednokrotnie zaklniesz pod nosem, bo zapomniawszy się, ruszysz postacią nie w tę stronę co trzeba, lub też wyprztykasz się ze wszystkich klonów i zostaniesz zmuszony do powrotu na start. Zagadki naprawdę potrafią dać w kość i o ile z początku są jak kaszka z mleczkiem, o tyle w późniejszej fazie zabawy, kiedy to zmienia się grawitacja, robią z mózgu sito. Szkoda, że twórcy nie przygotowali dla niedzielnych graczy żadnych wskazówek, które pomogłyby w ukończeniu zagadek, tym bardziej że dotarcie do finału opowieści – w przeciwieństwie do poszczególnych sektorów stacji – wymaga zebrania dosłownie wszystkich kul. Z tą niedogodnością wiąże się więc inny feler, a mianowicie uciążliwy backtracking.





The Swapper można ukończyć, skupiając się wyłącznie na zagadkach. Zapewniam jednak, że warto spojrzeć szerzej, pogodzić się z literackością gry i skonsumować wszelkie fabularne treści. To one serwują co rusz trudne, filozoficzne pytania, dotyczące obecności człowieka w przestrzeni kosmicznej, wiary i tematu klonowania. Czy faktycznie istnieje ludzka dusza? Co się z nią dzieje po śmierci? W The Swapper są momenty, gdzie wznosimy się na dużą wysokość, opuszczając ciało, które potem bezwiednie ląduje na ziemi. Z tym też związana jest drobna wolta scenariuszowa pod koniec gry, otwierająca furtkę do wielu ciekawych przemyśleń. Nie liczcie, oczywiście, na głębokie i kontrowersyjne osądy ze strony twórców, ale wiedzcie zarazem, że to, czego dowiadujemy się wraz z biegiem fabuły, spełnia zwyczajnie funkcję bodźca.



Zobacz nasz film z rozgrywki



Do The Swapper podchodziłem z bardzo dużym dystansem, nie mając absolutnie żadnych oczekiwań. Grze udało się zdać egzamin i pozytywnie mnie zaskoczyć, a nawet dowieść, że logiczne łamigłówki przestrzenne mogą sąsiadować z poważną tematyką i niejako prowadzić narrację. Finom nie udało się ustrzec od błędów, ale jak na pierwszy tak duży projekt, wypadli naprawdę przyzwoicie. Jedynym silnym hamulcem, jaki mógłby mnie powstrzymać przed kupnem The Swapper, jest jego wygórowana cena 14 euro na platformie cyfrowej dystrybucji Steam. Jestem jednak bardziej niż pewny, że już niebawem, być może nawet w tym roku, Facepalm Games odda swój kawałek kodu organizatorom Humble Indie Bundle. Wówczas bilet na podróż po zdezelowanej Theseus będzie chodził za grosze.


Dominik ‚glowa711’ Głowacki

ZALETY:
5
WADY: