Gdybym miał określić grę Super Meat Boy dwoma słowami, byłyby to: retro i humor. Gra wręcz ocieka nawiązaniami do retro grania, humorystycznym przedstawieniem i przerywnikami, a przy okazji hektolitrami krwi. Ale zacznijmy od początku…

Humor retro i Mario

Jest rok 1983. W każdej szanującej się miejscowości jest przynajmniej jeden salon gier, z kilkunastoma automatami do gier typu arcade. Na rynku jest kilku niekwestionowanych liderów: Pac-Man, Donkey Kong, Space Invaders czy stary dobry Pong. Jednak drzwi salonu otwierają się z hukiem, pogrążeni w grze na automatach starzy wyjadacze podnoszą wzrok i spoglądają z zaciekawieniem. Na salę wszedł nowy zawodnik i pozostanie w niej na długo. Tak właśnie narodziła się gra Mario Bros.

Szybko zyskała sobie dużą popularność, jednak nie była tym co twórcy chcieli osiągnąć. Była przedsmakiem gry prawdziwie genialnej, pełnej emocji, rewolucyjnej. Takiej, która miała podbić serca graczy. Która po prostu była super. No i tak ją właśnie nazwali. To co zwyczajowo nazywamy skróconą nazwą „Mario” to w rzeczywistości Super Mario Bros. Wydane w 1985 roku na platformę NES.

Ale po co cały ten przydługi wstęp o Mario? Ano dlatego, że twórcy Meat Boya pełnymi garściami czerpią z tej produkcji. Początkowo wydali grę przeglądarkową Meat Boy, która zyskała sobie szybko sporą grupę fanów, którzy domagali się kolejnych części. Ale Panom z Team Meat nie w głowie były gry przeglądarkowe – chcieli czegoś więcej. Czegoś naprawdę super. I tak właśnie powstał Super Meat Boy.

NES, GameBoy, PSX, Amiga – czyli retro pełną gębą

Trzeba przyznać, że Super Meat Boy powstał dla fanów retro. A przynajmniej jego głównymi odbiorcami są ludzie, którzy mieli styczność z grami arcade i starszymi konsolami. I może nawet nie dlatego, że ktoś kto wcześniej nie grał na takim sprzęcie, nie może czerpać przyjemności z grania w Super Meat Boy’a – wręcz przeciwnie, widziałem na youtubie film w którym dzieci grają w tę grę i naprawdę świetnie się bawią – jednak starsi gracze docenią nawiązania, easter eagi i całą masę drobnych smaczków, którymi raczą nas twórcy na każdym kroku. Ale jak tu nie uśmiechnąć się pod nosem, myśląc sobie „gimby nie znają”, kiedy już u dołu ekranu startowego, wyświetla się piękny, biały, migający napis „INSERT COIN”.

A jak prezentuje się sama fabuła? Otóż nasz tytułowy bohater jest szczęśliwą… kupą wiecznie krwawiącego mięcha. Zapewne ukojeniem dla jego poharatanego ciała jest jego wybranka serca – która jest dużym plastrem. Między ten niezrozumiały dla mnie, lecz zapewne pełen miłości związek, wkracza geniusz zła – Doktor Fetus – i porywa kobietę Meat Boya. Nasz dzielny rycerz wyruszy więc w drogę pełną niebezpieczeństw, aby uwolnić swoją damę. No cóż – znów pokłony w stronę Mario. Cała historia jest jednak całkiem zgrabnie przedstawiona. Przy walkach z bosami mamy przerywniki filmowe (i to dosłownie, bo ujęcie wygląda, jak byśmy siedzieli gdzieś w środkowym rzędzie w kinie, a widok delikatnie zasłania nam parę wystających głów, osób siedzących przed nami), które pchają fabułę do przodu.

Platformówka z perfekcyjnym sterowaniem

Super Meat Boy to klasyczna platformówka, wypełniona bardzo krótkimi poziomami, stworzonymi na zasadzie: „przedostań się z punktu A do punktu B” (punktem B jest tutaj zawsze ukochana Meat Boya, którą w ostatniej chwili porywa Doktor Fetus). Każdy taki level można przejść nawet w kilka sekund, co dłuższe może w 20-30 (nie licząc walk z bosami). Poziomów jednak jest całkiem sporo, na pewno grubo ponad setka. Nie martwcie się jednak o to, bo na każdy poziom przeciętnie poświęca się nie kilka sekund, ale przynajmniej kilka minut. A to dlatego, że gra ta jest potwornie trudna. W zasadzie poziom trudności tej produkcji ten można uznać za swego rodzaju nawiązanie do gier retro, które kojarzą się nam z godzinami prób i setkami powtórzeń jednego poziomu. Tak też jest w przypadku Super Meat Boya. Gra wymaga od nas idealnego opanowania postaci, aby udało nam się uniknąć wszelkich pułapek i dotrzeć do celu. Jednak kiedy już to osiągniemy, poczucie satysfakcji rewanżuje nam wszystkie próby. Autorzy gry zdecydowali się także na świetny zabieg jakim jest pokazanie replayu z naszej gry, gdzie podczas jednego odtworzenia filmiku, widzimy jednocześnie wszystkie nasze próby – dziesiątki poległych i jeden, wybijający się z tłumu zwycięzca. Proste i niezwykle efektowne.

Głównym utrudnieniem jest to, że właściwie wszystko na naszej drodze jest dla nas śmiertelnie szkodliwe. Świat pełen jest pił łańcuchowych, wrogich potworów, wystających kolców i wielu, wielu innych przeszkód. Z drugiej strony jednak dostajemy bardzo szybką postać, która może skakać po ścianach i kontrolować długość swojego skoku. Dodatkowo, poza kilkoma starszymi gierkami, od dawna nie spotkałem się z platformówką, gdzie sterowanie jest zrobione tak perfekcyjnie. Naprawdę nie ma się do czego przyczepić, postać kontroluje się idealnie. Jeśli gdzieś wpadałem, coś chrzaniłem – wiedziałem, że jest to moja wina. Dzięki temu gra tak nie irytuje, a mogłaby, ponieważ często trzeba zginać kilkadziesiąt razy, aby przejść jeden poziom. Jednak nigdy nie jest to wina jakiegoś błędu sterowania (jest to dla mnie najbardziej irytująca rzecz w grach zręcznościowych, tutaj na szczęście udało się tego uniknąć).

Znajdź więcej

Gra jest naprawdę wciągająca. Kiedy zacznie się już jakiś poziom, nie odchodzi się od komputera czy konsoli, póki się go nie skończy. Zresztą, rzadko kończy się to na jednym poziomie. Przejście samej gry bez maksowania, zajmuje i tak dobre kilka godzin. Jednak jest to wersja dla mniej wytrwałych graczy. Ci, którzy wsiąkną w przygody Meat Boya, mogą odkryć w grze wiele dodatkowego contentu. Przechodząc poszczególne poziomy, możemy zmieścić się w wyznaczonym przez grę limicie czasowym (nie jest to konieczne do zaliczenia poziomu) co daje nam odznaczenie „A+”. Jeśli przejdziemy w ten sposób wszystkie poziomy w rozdziale, odblokujemy możliwość przejścia wszystkich poziomów jeszcze raz, jednak z dodatkowymi utrudnieniami. Jest to wersja super hard i jedynie zawodowi klikacze dadzą sobie z tym radę. Niemniej, jest to zdecydowany plus dla bardziej wymagających graczy. Poza tym na niektórych planszach, w bardzo trudno dostępnych miejscach porozrzucane są plastry. Jeśli zdobędziemy ich odpowiednią ilość, możemy odblokować nowe postaci. Tak. Poza Meat Boyem będziemy mogli zagrać innymi bohaterami, a każdym z nich steruje się nieco inaczej i ma inne umiejętności – dzięki czemu znacznie łatwiej możemy przechodzić niektóre poziomy, lub dostawać się w miejsce, których tytułowy bohater nie mógł osiągnąć.

Piękno 8 bitów – czyli oprawa audio-wizualna

Gra jest także bardzo przyzwoicie dopracowana pod względem audio-wizualnym. Grafika jest przyjemna dla oka, komiksowa. Pomimo często szybkiego tępa, nie męczy oczu, nie rozmywa się, więc tekstury ładnie się trzymają. Twórcy zadbali także o to, aby wygląd poziomów nie był monotonny, dlatego każdy rozdział umiejscowiony jest w odmiennym otoczeniu np. lesie lub piekle. Muzyka jest wspaniale dobrana – przyjemne dźwięki, które energetyzują i motywują do dalszej gry. Pomimo tego, że często zdarzało mi się do Super Meat Boya przysiąść na parę godzin, nigdy nie wyłączałem muzyki ani nie odpalałem własnej playlisty, co często zdarza mi się przy graniu w platformówki. Tutaj jednak muzyka świetnie wpasowuje się w klimat gry, polecam nawet podkręcić nieco głośniki. Oczywiście i w tej warstwie autorzy musieli puścić oczko do retro playerów. W grze ukrytych jest kilka poziomów dodatkowych, w których możemy zagrać w grę w ustawieniach graficznych przypominających jedną ze starszych konsol np. GameBoya lub NES’a.

Podsumowanie

Super Meat Boy to jedna z najlepszych gier w jakie przyszło mi ostatnio grać. Naprawdę ciężko jest mi się tu do czegoś przyczepić. Więc nie będę robił tego na siłę. Z przyjemnością polecam grę każdemu – zarówno młodszym graczom, którzy chcieliby zobaczyć „jak to się kiedyś grało”, jak i starym retro wyjadaczom, którzy na pewno znajdą w grze świetne wyzwanie jak i masę drobnych smaczków, które potrafią bardzo uprzyjemnić rozgrywkę.

Łukasz Zabielski

Autor: Łukasz Zabielski

Kiedy się bardzo wytężam i próbuję przypomnieć sobie najodleglejsze wspomnienia z dzieciństwa, to widzę siebie jako przedszkolaka grającego w Duck Hunt na Pegasusie. Mimo, że jestem urodzonym humanistą i nie jestem pewny czy spędziłem więcej czasu czytając książki czy grając na komputerze, to zawsze fascynował mnie świat internetu i nowych technologii. Mając 11 lat nauczyłem się HTML'a i założyłem swoją stronę z recenzjami gier, więc mogę powiedzieć, że recenzuję gry w internecie od 2004 roku. Uwielbiam szczególnie gry turowe, RPG, oraz platformówki 2D, a w grach najbardziej cenię sobie umiejętność wytworzenia niepowtarzalnego klimatu. Na co dzień jestem copywriterem, stawiającym pierwsze kroki w marketingu gier.

1ndieWorld

Uniwersum indie games nie jest już rajem dla geeków, fantazją nerdów, undergroundowym dziwactwem…

Gry niezależne kształtują mainstream, narzucają trendy, zmieniają świat.

Zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby pomóc naszym użytkownikom odkryć magię indie. Pierwszy w Polsce serwis, poświęcony wyłącznie produkcjom niezależnym – 1ndie World – jest jedyny w swoim rodzaju, stawia na uczestnictwo, pobudza do działania, odświeża umysł.

Twitter

RT @mrRyJek: I tyle... wow #yonder https://t.co/XbBhuuFXdo
RT @thibaultsimar: Re-textured an old scene, playing with lights. #voxel #magicavoxel https://t.co/PaPdE7ujk3