Rush Bros. Recenzja

Uwielbiam platformówki, a renesans ich dwuwymiarowych wariacji, jaki ma miejsce dzięki nurtowi gier indie, to dla mnie raj na ziemi. Niezależni twórcy co rusz zaskakują pomysłami i pokazują, jak wiele można jeszcze wycisnąć ze, zdawałoby się, skończonego gatunku, który lata chwały ma już za sobą. Wszystkie te perełki w rodzaju Braida, Limbo, Shanka, Giana Sisters i wielu, wielu innych rozbudziły mój entuzjazm, miłość i głód nowych produkcji tego typu. Dlatego bez zastanowienia rzuciłem się na Rush Bros., nieświadomy tego, że moja miłość do platformerów zostanie poddana ciężkiej próbie.

Jest pstrokato i kolorowo – jak na dyskotece. I zupełnie jak na dyskotece, w pewien sposób, mimo nawet największego tłoku, zupełnie pusto. Atakuje nas milion świateł, nikt nam nie mówi jak tańczyć, więc po prostu metodą prób i błędów próbujemy przebrnąć przez kolejne etapy. Odnosząc to do siebie na potańcówkach, to muszę przyznać, że jest całkiem realistycznie. Ale to raczej nie miała być symulacja słonia w składzie porcelany.

rushbro3

Teoretycznie dostajemy miks wyścigówki, Super Meat Boya i dyskoteki na mocnym kwasie. Czyli – solo lub z innym zawodnikiem próbujemy jak najszybciej przebrnąć przez naszpikowaną najróżniejszymi przeszkodami planszę, której elementy błyskają i poruszają się w rytm muzyki. W praktyce jest frustrująco przez dużą bezwładność animowanego przez nas ludzika i niedokładność sterowania, kiepskie odświeżanie i przeszkody wymagające nieraz stuprocentowej bezbłędności i perfekcyjnego timingu. I chyba przez to serwery świecą pustkami – ludzi do pogrania jest mało, a jak się już znajdą, to albo są tak dobrzy, że kończą etap zanim zdążysz przejść przez drugą przeszkodę, albo gdy tylko się gdzieś zacinają, to wychodzą bez żadnego ‚cześć’, ani nawet ‚spadaj’.

Myślałem, że może nie jestem targetem tej gry, wszak od Super Meat Boya też się odbiłem i to nawet całkiem mocno. Dlatego sprawdziłem, czy rzeczywiście Rush Bros. są z tego samego gangu co uwialbiany przez miliony Mięsny Bohater, a ja po prostu nie spełniam warunków. I co się okazało? Że po niecałej godzinie męki z Neonowymi Braćmi nawet najcięższy etap w Meat Boyu to czysta przyjemność i coś odprężającego. Czyli wychodzi na to, że podczas budowania tej dyskoteki coś poszło bardzo nie tak.

rushbro2

Rush Bros. pokazuje, że chociaż ruch indie miksami stoi, to są składniki, które razem po prostu nie zadziałają, i to niezależnie od proporcji (kto ma wątpliowści, niech posoli lody truskawkowe – powodzenia). Ta gra przeczy sama sobie, wymaga szybkości i działania na krawędzi jakiegokolwiek błędu, dając jednocześnie słabe narzędzia i każąc dokładnie stawiać każdy krok – albo po dokładnym przemyśleniu ruchu albo po wyuczeniu się całej ich kombinacji, okupując to wielokrotnymi restartami i wybuchami frustracji dosłownie odrzucającymi od komputera. Nie dając zupełnie nic, poza wyświetleniem czasu i ewentualną wygraną, która tak naprawdę nie sprawia satysfakcji.

W tym wypadku nieważna jest ciekawa, choć specyficzna, muzyka (jak ktoś lubi elektroniczne klimaty, to tu jest zdecydowany plus) i parę plansz, w które nie gra się tragicznie, zwłaszcza gdy jest się z kim ścigać. Pustki na serwerach, brak dobierania graczy według ich poziomu, tragiczne sterowanie, problemy z optymalizacją (im więcej efektów, tym większe wrażenie zwalniania i przycinek) i przekombinowany poziom trudności (przeszkody poustawiane czasem zupełnie bez sensu, na metodę “byle więcej”) uniemożliwiły mi czerpanie jakiejkolwiek przyjemności z gry. Dodać do tego jeszcze trzeba problemy z chodzeniem po menu, brak jakiegokolwiek tutoriala i totalne zawiechy potęgujące wrażenie niedorobienia i braku jakichkolwiek testów, o szlifie nawet nie wspominając.

rushbro1

Nie przeszedłem tej gry. Nie wiem nawet czy się da, bo czasy zdają się nie zapisywać. Nie mogłem przetestować jej w rywalizacji, bo ludzie z serwerów uciekali po maksymalnie dziesięciu minutach. Z użycia siostry (pozdro Asia!) na split screenie też nic by nie wyszło, bo poziom trudności, a nie miałem sumienia namawiać kogokolwiek na wydanie 40 złotych na ten wyrób gropodobny. Nie zajrzałem nawet na wszystkie plansze, chociaż są dostępne od ręki. Jest mi z tym źle, ale autentycznie nie byłem w stanie. Najgorsze jest to, że do spotkania z Rush Bros. za indie platformery dałbym sobie rękę uciąć. I świadomość tego, że, zupełnie jak w słynnym monologu, bym teraz nie miał ręki.

Jedyny plus – opisywany wytwór otworzył moje oczy na Super Meat Boya, do którego zaraz znowu zasiadam, co i wszystkim spragnionym szybkiej i hardkorowej dwuwymiarowej rozgrywki polecam. A Rush Bros. omijajcie szerokim łukiem.

Maciek Ejsymont

ZALETY:
5
WADY: