Siekiera o imieniu Józef rozrabia, czyli recenzja gry Gridberd

Gridberd – produkcja niezwykła w swej bylejakości i nędzy; gdyby naprawdę się uprzeć, całą recenzję można byłoby ograniczyć do tych kilku słów. Po raz kolejny miałem okazję zagrać w nieprzeciętnego szrota, który według mnie powinien być usunięty ze Steam, by pokazać innym deweloperom jak gier nie tworzyć. No ale dobrze, opowiem Wam dokładnie, czemu nie powinniście zagrać w Gridberd…

Zacznijmy klasycznie od wprowadzenia fabularnego, które w grze typu action horror powinno grać pierwsze skrzypce. Jak się już pewnie domyślacie, historia przedstawiona w tym tytule jest denna, sztampowa i głupia. Otóż wcielamy się w postać Sama – studenta, który jakimś cudem dostał się do tajemniczej posiadłości Johnnsonów, a następnie został uwięziony w niej przez ducha z siekierą. To już brzmi jak scenariusz taniego filmu klasy „ż”, a dalej jest jeszcze „lepiej”… Naszym zadaniem jest oczywiście zwiedzić przerażającą lokację, po drodze dowiadując się, kim naprawdę jesteśmy oraz co stało się w tym miejscu.

Gridberd (2)

Od samego początku Gridberda coś mi się w nim nie podobało. Niestety tych „cosiów” przybywało z każdą minutą gry, która notabene posiadała ich jedynie 90… Na starcie powitało mnie okropnie zaprojektowane menu start, przypominające spotykane w niektórych grach z lat 2000-2006. Pseudostraszna muzyczka w tle, ohydna animacja deszczu oraz czcionka, której komentować nie będę – wszystko to powoli złożyło się na klęskę ogółu. No nic, przejdźmy do samej rozgrywki, która według twórców miała być emocjonująca, wciągająca, pełna zagadek i w ogóle – czego ona tam nie miała mieć. Jak wyszło finalnie? Gridberd ściąga ze wszystkich najpopularniejszych straszaków, mam tu na myśli nawiązania do Outlasta oraz P.T.

Zacznijmy narzekanie od samego wstępu, czyli pięknego intra, podczas którego dowiadujemy się, że jesteśmy ofiarą tajemniczego Kraya oraz, że nasza postać ma na imię Sam. Wszystko byłoby, co najwyżej poprawne (słabe animacje i tempo akcji), gdyby nie dubbing…Uwierzcie mi, nie dało się słuchać, jak jakiś koleś niemiłosiernie kaleczył angielski. Nie chodzi mi tu o brak brytyjskiego akcentu, lecz o amatorszczyznę w wykonaniu studia Wareberd. Od razu postanowiłem sprawdzić, jaka narodowość stoi za tym projektem. Początkowo myślałem o Hindusach lub Turkach, jednak okazało się, że byli to Rosjanie (co na pewno wyczulibyście słuchając dialogów).

Gridberd (4)

Kiedy już przetrwacie wprowadzenie fabularne, przyjdzie Wam się zmierzyć z pierwszą „ultratrudną” łamigłówką. Myślę, że nie zaspojluję zbyt dużo, jeśli powiem, że chodzi w niej jedynie o przekręcenie trzech zaworów (animacje nadal kuleją), a następnie naciśnięcie guziczka…ot taka wymagająca zagadka. Niestety, nie było to jedynym rozczarowaniem, które spotkałem zaraz po rozpoczęciu Gridberda, powiem więcej – następna niespodzianka lekko ścięła mnie z nóg. Otóż nasz studencik nie potrafi biegać, mimo przerażenia i wszechotaczających go strachów. To już dość niepokojący sygnał we współczesnym horrorze.

Wspominałem coś o zapożyczeniach z innych produkcji o podobnej tematyce, jakie udało mi się znaleźć w tej jakże ambitnej grze! Na pewno twórcom nie chodziło o bezczelne zrzynanie lokacji, czy konceptów. Mogę dać sobie rękę uciąć, że zrobili to dla dobra Gridberd…No dobra, koniec żartów. Kiedy zagracie w to coś, z pewnością porównacie korytarz z P.T. do przedstawionego na załączonym obrazku. Szczerze mówiąc, momentami ciężko jest znaleźć różnicę między nimi… Podobnie rzecz ma się z postacią Kraya, który łudząco przypomina nam ducha z Outlasta (charakterystyczna mgiełka) połączonego z szalonym doktorem (również Outlast). Tu dochodzimy do clou sprawy – współcześni twórcy indyków zbyt często idą na łatwiznę, chcąc uzyskać szybki i łatwy profit.

Gridberd (1)

Zanim skoczycie mi do gardła, krzycząc: to nieprawda, za kogo się uważasz, itp, pozwolę sobie przytoczyć kilka produkcji hańbiących niezależnych deweloperów. Słyszeliście o Air Control na Steamie? Nie mówię tu o przyjemnej mini gierce, gdzie wcielamy się w rolę kontrolera lotów, broń Boże. Tutaj znajdziecie tytuł, o którym mówię: . Śmiało mogę powiedzieć, że twórcy topowych silników takich jak Unreal Engine nie powinni dawać dostępu do ich produktu byle komu. To aż boli, że gry typu Air Control czy Gridberd mają możliwość zarobić na Steam, a nasze małe rodzime produkcje muszą czekać na swą kolej w Greenlight…

Wróćmy jednak do rzeczy przyziemnych, łatwych do skrytykowania, których nie sposób ominąć – okropnie wykonanych modeli postaci i zwierząt. Moze sam nasz bohater nie wypadł najgorzej, a przynajmniej części ciała widoczne dla gracza, jednak reszta po prostu leży i kwiczy. Najbardziej rozbawiły mnie pająki, sunące po ścianach niczym statki po wodzie. Nie dość, że model był wykonany okropnie – kanciaste kształty i prześwietlona tekstura – to jeszcze nikt nie postarał się, by ten z założenia przerażający stawonóg, chodził jak prawdziwy przedstawiciel tego gatunku…Oczywiście można uznać to za drobiazg, dlatego przedstawię Wam kolejny dowód na potwierdzenie mojej tezy. Okrutny Kray wygląda conajmniej średnio, ale jego siekiera o imieniu Joseph The Babe, to istny koszmar (bynajmniej w dosłownym znaczeniu). Jej ostrze wygląda bardziej jak plastikowa zabawka dla dzieci, a niżeli narzędzie zagłady w rękach psychicznego oprawcy.

Gridberd (5)

Podsumowując, Gridberd to produkcja chyba najniższej klasy, którą należy omijać szerokim łukiem. Wiele rzeczy po prostu zadziwia, bowiem jak można zarabiać na tak niedopracowanej produkcji, pełnej zapożyczeń i błędów? Do tego kilka elementów mocno mnie rozbawiło, choćby np. Zdjęcie-znajdźka, przedstawiające pomnik Małego Powstańca. Zupełnie nie wiem kto wpadł na tak genialny pomysł, by wpleść coś aż tak niepasującego do tematu. Mimo iż, gra jest bardzo krótka – przejście jej zajmuje około godzinę zegarową, czas spędzony z Gridberd okropnie się dłuży. Oczywiście nie tylko przez brak klawisza sprintu! Tak jak powiedziałem na początku, całą recenzję można skrócić do zaledwie kilku słów, np. Bida z nędzą, albo totalna porażka. Jeśli macie inne zdanie, to zapraszam do dyskusji!