Słowiańskie mity, dawni bogowie i ciemność, widzę ciemność, czyli recenzja Thea: The Awakening

Na świat nagle spada ciemność – nikt dokładnie nie wie, co jest tego przyczyną. Przez całe stulecie mrok odbiera moc nawet panującym tu bogom, a tytułową krainę, Theę, pogrąża w niekończącym się niebezpieczeństwie. I tu, oczywiście, pojawia się miejsce dla Ciebie drogi graczu, by zająć należne Ci miejsce w panteonie słowiańskich bóstw i spróbować swoich sił w walce o odzyskanie potęgi i władzy…

…a to wszystko serwowane jest pod postacią niezwykłego połączenia strategii 4X z elementami RPG. Tak właśnie prezentuje się Thea: The Awakening – gra debiutującego dewelopera – MuHa games, która miała swoją premierę zaledwie pół miesiąca temu.

Thea The Awakening

W Thei wcielamy się w jednego z ośmiu bogów (na początku mamy dwóch do wyboru), którego zadanie jest relatywnie proste: musi on rozwikłać zagadkę ciemności, a przy okazji odzyskać utraconą moc.

Zarówno w pierwszym jak i w drugim zadaniu mamy do pomocy naszych wiernych wyznawców, mieszkających w Ostoi. Ostoja jest tu naszą bazą wypadową – musimy dbać o jej rozwój i rozbudowę, gdyż jeśli upadnie, nasza rozgrywka się skończy (mamy do dyspozycji tylko to jedno miasto).

Thea The Awakening expedition

Drugą rzeczą, którą można tworzyć w Ostoi poza jej rozbudową, jest ekspedycja. W naszej wiosce spotkać można zarówno zbieraczy, rzemieślników, medyków, wojowników oraz całą rzeszę innych barwnych postaci, dlatego warto się zastanowić, kogo chcemy wysłać na zwiedzanie okolicy (zwykle jednak mamy do czynienia z ustawioną wcześniej ekipą, którą możemy przemodelować pod siebie). Nasi dzielni ziomkowie mają za zadanie zwiedzać, przeżywać przygody i przynosić cenne łupy do domu, przy okazji pokonując wymagających przeciwników.

Co ciekawe, system walki oparty jest o rozgrywkę karcianą. Na pierwszy rzut oka połączenie tych wszystkich elementów wydaje się być nieco karkołomne, jednak przy bliższym kontakcie wcale nie razi, wręcz przeciwnie: wszystko jest tu idealnie skomponowane. Ponadto, karcianego rozstrzygnięcia używamy nie tylko w czasie bezpośrednich fizycznych potyczek – jest ono też dostępne przy rozgrywce taktycznej, polowaniach czy wszelkich atakach z zaskoczenia i bazuje ono na indywidualnych cechach danej postaci, jak i jej umiejętnościach (levelują się losowo co poziom – na to akurat nie mamy wpływu). Sama karcianka ma dwie fazy: pierwszą, w której wybieramy akcje, jak „podejdź bliżej” lub „wystaw członka drużyny”, oraz drugą, w której widzimy rozwiązanie i konsekwencje naszego sukcesu lub porażki.

Thea The Awakening encounter

Jakże jednak radziliby sobie nasi dzielni wojowie i obrońcy wioski, gdyby musieli walczyć z atakującymi nas potworami będąc samemu bez broni? Otóż dzięki rozwiniętemu systemowi craftingu możemy też wspierać naszych osadników, by wykuwali lepsze sprzęty, budowali mury obronne czy… gotowali. Tak, system ten sprawdza się całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że sami musimy „wynaleźć” ukryte przepisy poprzez połączenie trzech składników z trzech dostępnych kategorii (ja sama od razu się uśmiechnęłam, kiedy udało mi się stworzyć bigos i pulpety – w końcu idą święta 😉 ). Dużo surowców znajdziemy też na samej mapie, więc od czasu do czasu warto wybrać się na małe zbiory poza wioską.

Thea The Awakening management

Brzmi banalnie? Nic bardziej mylnego. Prawie niemożliwym jest skończenie tej gry za pierwszym razem, jednak dzięki sporej dozie elementów roguelike Thea zdecydownanie nie nudzi. Są nimi choćby zadania, które napotykamy na swej drodze, a które pozwalają nam się rozwijać. Możemy na przykład spotkać chochliki, z którymi mamy okazję się pobawić. Jeśli się zgodzimy może się to skończyć prezentem od nich ale i zatrutym jedzeniem. Z kolei jeśli w naszej wiosce podążymy za czarnym kotem, możemy spotkać nawet… Babę Jagę. Co ciekawe, często jest kilka rozstrzygnięć nawet pojedynczej sytuacji, gdzie wspomniany pechowy kot może okazać się po prostu kotem, albo jeszcze czymś innym.

Thea The Awakening spiders nest

Podobnie jak zadania, przeciwnicy w Thei spawnują się dość losowo, więc nigdy nie wiadomo, kogo lub co spotkamy wracając z ekspedycji, co z kolei może skończyć się dla nas śmiercią jednego z bohaterów (co jest bardzo bolesne).

Jeszcze jeden aspekt, o którym warto wspomnieć, to punkty doświadczenia dla nas jako… bogów. Jako, że wcielamy się już na początku gry w danego boga, możemy zdobywać dla niego potrzebnego „expa”, dzięki czemu każda kolejna rozgrywka z nim będzie dla nas łatwiejsza. Ponadto, dzięki naszemu doświadczeniu możemy odblokowywać pozostałych bogów z innymi umiejętnościami, przez co sama gra staje się ciekawsza.

Thea The Awakening cosmic tree

Skoro jesteśmy już tutaj, warto dodać kilka słów o grafice. Od strony wizualnej Thea prezentuje się nieźle – rysunki postaci czy też obrazy uzupełniające napotykane zadania są ładne. Sama mapa również nie prezentuje się najgorzej, chociaż brakuje jej elementów charakterystycznych – czasem miałam wrażenie, że teren jest dość mocno jednostajny. Z drugiej jednak strony część fabularna rekompensowała mi to z nadwyżką, szczególnie, że promuje ona rodzimą mitologię.

Podsumowując, Thea: The Awakening jest grą solidną i oryginalną – powiewem świeżości na nieco przesyconym już rynku indyków. Kunsztownie łączy słowiańską fabułę ze strategią 4X i innymi gatunkami, co w tym przypadku stanowi mieszankę praktycznie idealną. Jeśli więc zastanawiasz się, czy dać jej szansę, mówię stanowczo: Tak!